Unia Europejska włączy nas do grona najlepszych
Z chwilą wejścia Polski do UE zniknie podział na przewoźników krajowych i międzynarodowych. Polskie firmy transportowe są już w części przygotowane do standardów unijnych. Konkurencji obawiają się przede wszystkim przewoźnicy unijni.
Otwarcie rynków Unii Europejskiej jest dla naszych przewoźników wielką szansą, a jednocześnie sanowi spore niebieczeństwo dla drogowych firm transportowych z UE.
— Nie ma żadnych obaw, że po wejściu Polski do Unii nagle przewoźnik francuski zacznie wykonywać przewozy, np. między Wrocławiem a Poznaniem. Od lipca 1998 r. w UE nie obowiązuje już zakaz wykonywania przewozów kabotażowych (czyli na terytorium danego państwa przez obcych przewoźników). Te kraje pierwotnie broniły się przed swobodnym wykonywaniem przewozów. Najbardziej obawiano się tego w RFN. Okazało się jednak, że nie jest to wcale takie straszne — twierdzi Andrzej Grzelakowski, wiceminister transportu i gospodarki morskiej.
Polacy nie są zagrożeniem
Polaków posądza się jednak o tzw. dumping socjalny i w nim przewoźnicy unijni dopatrują się głównego zagrożenia. Ponadto nasze firmy transportowe mają lepszy sprzęt i niższe koszty. Mogą więc być dużą konkurencją dla podmiotów z Unii. Dlatego właśnie będą zmuszeni do spełnienia unijnych standardów socjalnych.
— Nie zgadzam się z obawami zachodnich organizacji przewoźników międzynarodowych, że po wejściu do Unii Europejskiej nasze firmy przewozowe mogą zacząć wypierać ich z rynku. My dysponujemy blisko 23 tys. pojazdów nadających się do transportu międzynarodowego, tymczasem Holendrzy — 250 tys. a Niemcy — 150 tys. Wszystko zależy od stanowiska negocjacyjnego polskiego rządu w tej dziedzinie. Wzorem może być Holandia, gdzie transport drogowy ma znaczenie strategiczne dla tego kraju — uważa Zygmunt Sieńko, prezes Stowarzyszenia Przewoźników Międzynarodowych Dolny Śląsk.
Najlepiej przy granicy
Przystąpienie Polski do Unii Europejskiej spowoduje, że za kilka lat nie będzie odpraw celnych między Polską a Niemcami, a prawdopodobnie, także między Polską a Czechami. Dzięki temu znikną też korki graniczne, a ciężarówki nie będą musiały czekać po 24 godziny i więcej na odprawę celną. Właściciele międzynarodowych firm transportowych nie oczekują jednak, że z tego powodu poprawi się czas obrotu samochodów, a tym samym wzrośnie podaż na rynku przewozowym ze strony polskiej. Najwięcej nadań ładunków i wyjazdów jest na początku tygodnia, z kolei pod koniec tygodnia samochody powracają do kraju. Aby wykorzystać szansę, musieliby już dziś zainwestować w tabor. Tymczasem rosnące koszty transportu zmuszają właścicieli firm do ograniczania działalności i pozbywania się taboru.
Uwaga na kolej
Jednym zestawem drogowym (ciągnik z przyczepą) można przewieźć jednorazowo 24 t lub do 100 m sześc. ładunku. Dodatkowo, po otwarciu granic niebezpiecznym konkurentem dla przewoźników samochodowych, świadczących usługi na dużych odległościach, mogą okazać się operatorzy kolejowi. Dla porównania kolej jest w stanie podstawić kilka wagonów o ładowności do 800 t lub objętości 2,5 tys. m sześc. W większości przewoźnicy polscy dysponują kilkoma ciężarówkami, a tylko nieliczni są w stanie podstawić do załadunku kilkanaście zestawów.
W opinii analityków transportowych, zniesienie granic może jednak przede wszystkim pobudzić ruch i handel przygraniczny. Tutaj samochody będą w stanie obrócić nawet kilka razy w tygodniu. Będzie to rynek wart wykorzystania przez lokalnych przewoźników, tych którzy dziś nie posiadają koncesji na wykonywanie przewozów międzynarodowych.
Większym zagrożeniem dla rozwoju transportu drogowego niż otwarcie granic jest stan dróg w Polsce i brak autostrad.
Krzysztof Grzegrzółka
[email protected] tel. (22) 611-62-45