Unia przytka kominy

Marta Markiewicz
opublikowano: 2006-11-22 00:00

Polskie przedsiębiorstwa nie wykorzystują limitów. Mogą je więc sprzedawać. Problem? Brak popytu...

Od 1 stycznia 2005 r. na terenie UE działa wspólny rynek handlu emisjami gazów cieplarnianych. Zdawałoby się, że to kolejny instrument stymulujący ochronę środowiska, a ponadto nowy rynek inwestycji. Ale czy tak jest rzeczywiście?

Polska jest jednym z państw UE, które nie wypełniają przyznanych im, na podstawie protokołu z Kioto, limitów emisji zanieczyszczeń. Z jednej strony oznacza to, że mniej trujemy i możemy zarobić na sprzedaży niewykorzystanych uprawnień. Z drugiej, możliwość nabywania prawa do emisji może hamować gospodarkę, bo najwięksi emitorzy zmniejszą wielkość produkcji, by nie przekroczyć limitu.

Kłopotliwa podaż

Początkowo system handlu emisjami zanieczyszczeń objął 12 tys. instalacji w krajach Unii. W obowiązującym okresie rozliczeniowym (2005-07) obligatoryjnie objęto systemem handlu 11 rodzajów instalacji w różnych gałęziach przemysłu, m.in. w energetycznym, koksowniczym, rafineryjnym, cementowym, hutniczym. Transakcje między poszczególnymi podmiotami lub grupami podmiotów mogą dokonywać się trojako: na giełdzie, za pośrednictwem brokera bądź bezpośrednio między dwoma zainteresowanymi stronami. Sytuacja na polskich giełdach nie zachwyca.

— W dniu pierwszej sesji został nadany wolumen obrotu, ale od tego czasu praktycznie nie zanotowaliśmy wielkiego popytu — podaż znacznie go przerosła. Cena jednej tony CO2 na rynku polskim to około 50 zł. Na rynkach zachodnioeuropejskich natomiast prawo do takiej samej wartości emisji można nabyć za 10 EUR. Z racji że jest to towar transgraniczny, nie spodziewajmy się, iż uda się nam spieniężyć posiadane uprawnienia. Jednocześnie rynek jest nieubłagany i reaguje na nadpodaż spadkiem kursu. Mamy zatem sytuację, w której praktycznie nie ma handlu — przyznaje Marek Kutoń z Towarowej Giełdy Energii.

Przyszłość rynku

Aktualnie jesteśmy w połowie pierwszego okresu rozliczeniowego. Nie widać specjalnych ruchów zmierzających do intensyfikacji transakcji na rynku emisji. Inaczej może być jednak w kolejnym okresie rozliczeniowym, który rozpocznie się 1 stycznia 2008 r. Komisja Europejska planuje bowiem przykręcenie emisyjnego kurka i rozdział mniejszej liczby uprawnień. Ma to oczywiście sens, jeśli chodzi o istotę systemu — czyli ograniczenie emisji gazów cieplarnianych do atmosfery. Niesie również ze sobą pewne obawy...

— Zła metoda rozdziału uprawnień do emisji jest poważnym zagrożeniem dla stabilności i rozwoju produkcji w konkretnych sektorach naszej gospodarki. W przypadku ciepłownictwa efekt błędu może być szczególnie bolesny, ponieważ nie ma możliwości dokładnego zaplanowania rocznej produkcji ciepła. Jest ona przede wszystkim silnie związana z warunkami atmosferycznymi. Jeśli więc okaże się, że danemu dostawcy ciepła zabraknie uprawnień, odbije się to wyłącznie na odbiorcach — bądź przez zwiększenie cen dostaw ciepła, bo dla „dopięcia” bilansu trzeba będzie brakujące uprawnienia dokupić, bądź przez ograniczenie dostaw, co nie pozwoli na utrzymanie odpowiednich standardów dopływu ciepła do naszych mieszkań. Jeśli Komisja Europejska ograniczy wielkość przyznawanych limitów, wówczas konieczne będą działania nad efektywnym ograniczeniem emisji. W tym wypadku pomocne mogą okazać się nowe technologie. Problem w tym, że są one drogie i nieobojętne dla przyszłych kosztów prowadzenia działalności, a w konsekwencji również dla cen — zauważa Bogusław Regulski, wiceprezes Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie.

Dodaje, że emisja gazów cieplarnianych ma charakter globalny i sama Europa, nawet przez najbardziej restrykcyjny system kontroli, nie da rady jej zmniejszyć.

— Należy się zatem zastanowić, czy ograniczając emisję na europejskim podwórku za wszelką cenę, nie oddamy na przykład pola gospodarkom szybko rozwijających się krajów spoza protokołu z Kioto. Przez to nie uzyskamy zakładanej redukcji zanieczyszczeń — podkreśla Bogusław Regulski.

Okiem eksperta

Rykoszetem w klienta

Handel emisjami CO2 miał pomóc członkom UE w wymaganej protokołem z Kioto redukcji emisji. Zaprojektowany pod unijną Piętnastkę został automatycznie zastosowany w nowych krajach członkowskich, mimo że nie musiały one ograniczać swoich emisji CO2. Wdrożenie systemu jest kosztowne: obejmuje stworzenie instytucji, systemów monitorowania emisji, dokonania zmian w rachunkowości i sposobie produkcji. Niedocenianym kosztem jest zwiększone ryzyko decyzji inwestycyjnych, związane z niepewnością co do przyszłych zasad działania handlu emisjami. Ponadto działania KE mogą doprowadzić do ograniczenia przydziału uprawnień na lata 2008-12 i do wydatków na zakup uprawnień przez polskie przedsiębiorstwa. Prawdopodobny jest szybki wzrost cen energii elektrycznej. Po 2012 r. można się spodziewać znacznego zaostrzenia limitów emisyjnych dla Polski. Tendencje do centralizacji przydzielania uprawnień mogą skutkować sytuacją, w której kluczowe decyzje dotyczące polskiej gospodarki będą zapadały w Brukseli. Z kolei planowane szersze wykorzystanie aukcji spowoduje, że będą wygrywać najsilniejsze podmioty. Efekt? Upadek słabszych, ograniczenie konkurencji i przerzucenie kosztów zakupu uprawnień na klientów...

Bolesław Jankowski

ekspert Energsys