Unia żąda otwarcia polskiego nieba

Mirosława Wszelaka
opublikowano: 2000-11-27 00:00

Unia żąda otwarcia polskiego nieba

Komisja Europejska naciska na szybkie przyjęcie przez Polskę unijnych warunków w sprawie porozumienia o utworzeniu Wspólnego Europejskiego Obszaru Lotniczego (WEOL). W przypadku ich wprowadzenia najwięcej może stracić PLL LOT.

Kilka państw europejskich, w tym m.in. Polska i Węgry, nie chce się zgodzić na liberalizację usług lotniczych na warunkach proponowanych przez KE. Tymczasem unijni dyplomaci, chcąc wywrzeć presję, zapowiedzieli utworzenie Wspólnego Europejskiego Obszaru Lotniczego (WEOL) z ośmioma państwami kandydującymi oraz Norwegią i Islandią — ale bez Polski. Nieoficjalnie wiadomo, że taką samą groźbę usłyszeli Węgrzy. Komisji zależy na podpisaniu umowy jeszcze przed rozpoczęciem decydującej fazy negocjacji ze Stanami Zjednoczonymi o utworzeniu obszaru swobodnego nieba między Europą a USA. Bruksela miałaby silniejszą pozycję przetargową. Jednak szybkie zaakceptowanie WEOL stawia Polskę w trudnej sytuacji, bo jednocześnie jest związana umową lotniczą z USA.

Na unijnym celowniku

Groźby komisji o utworzeniu WEOL bez udziału Polski mają na celu wynegocjowanie dla przewoźników unijnych jak najlepszych warunków. Większość krajów kandydackich zgodziła się na zniesienie w okresie przejściowym wszelkich ograniczeń w zwiększeniu liczby połączeń. Ich rynki jednak są znacznie mniejsze.

— Naciski UE na przyjęcie jej warunków są zrozumiałe. Potencjał polskiego rynku usług lotniczych stanowi blisko 40 proc. potencjału wszystkich państw stowarzyszonych — mówi Adam Berezowski, dyrektor biura organizacji umów międzynarodowych w PLL LOT.

Propozycje komisji zmierzają do maksymalnego ograniczenia gwarantowanego udziału LOT (i innych krajowych przewoźników) do 2003 r. Nasi negocjatorzy chcieliby, aby do tego czasu polscy przewoźnicy mieli zagwarantowane 36-37 proc. tzw. oferowania, czyli udziału w rynku (obecnie wynosi on średnio 50 proc.). Tymczasem UE godzi się jedynie na 32 proc.

— Różnica kilku punktów oznacza utratę przez LOT dużej części rynku i w poważny sposób zmienia warunki konkurencji — mówi Andrzej Grzelakowski, wiceminister transportu.

Za dużo do stracenia

Z wyliczeń LOT wynika, że przyjęcie umowy na warunkach postulowanych przez KE oznaczałoby zmniejszenie wpływu przewoźników polskich w okresie przejściowym o mniej więcej 200 mln USD (ponad 900 mln zł). Z drugiej strony przyjęcie polskich postulatów zmniejszyłoby te straty o 40-50 mln USD (180-225 mln zł).

— W obu przypadkach zyskałyby porty regionalne. Z tym jednak, że byłyby to kwoty wynoszące od 5 do10 proc. kwoty strat polskich przewoźników — podkreśla Adam Berezowski.

Po wprowadzeniu WEOL krajowi przewoźnicy mogliby skorzystać z klauzuli ochronnej. Polscy negocjatorzy ostrzegają jednak, że jej mechanizmy działają wolno i są mało skuteczne. Dlatego nasz kraj domaga się możliwości natychmiastowego zamrożenia warunków WEOL, jeśli kondycja naszych przewoźników pogorszyłaby się gwałtownie.

— Chcemy gwarancji, że w chwili nagłej utraty rynku przez polskich przewoźników wynegocjowane proporcje zostaną natychmiast zamrożone, a krajowym graczom zostanie przyznany wyższy udział — mówi Andrzej Grzelakowski.