Unię dogonimy za prawie 60 lat

Mira Wszelaka
opublikowano: 2004-01-05 00:00

Polską gospodarkę czeka długi pościg. Marna to pociecha, że Bułgarzy, a głównie Rumuni mają jeszcze dalej.

Samo przystąpienie Polski do Unii nie zapewni dobrobytu. To, na ile skorzystamy z członkostwa, będzie w głównej mierze zależało od tempa rozwoju gospodarczego, którego wspólnota nie zagwarantuje ani sobie, ani nam. Unijna pomoc finansowa na podnoszenie konkurencyjności polskiej gospodarki i wyrównywanie rozwoju regionalnego jest warunkowa, a doświadczenia wcześniej przystępujących do UE krajów wskazują na duże trudności w wykorzystaniu finansowego wsparcia.

Zabawa w bierki

Według Economist Intelligence Unit oraz Accenture Oracle, w najbardziej optymistycznym scenariuszu (czyli przy założeniu, że Polska w UE prowadzi bardzo rozsądną politykę ekonomiczną, rozwija się w tempie minimum 5 proc. PKB, zaś UE 2 proc. rocznie) średni poziom bogactwa dla 15 najbardziej rozwiniętych państw Unii osiągniemy za 59 lat. Tymczasem mieszkańcy Estonii i Słowenii średnie dochody unijne uzyskają po 31 latach członkostwa, Węgrzy po 34, Słoweńcy po 38, a Czesi po 39. Jedynie Bułgarzy i Rumuni na dochodzeniu do europejskich standardów będą potrzebować o wiele więcej czasu — odpowiednio 63 i 80 lat. Na szczęście Unia rozwija się nieco wolniej.

„Byłe państwa bloku komunistycznego przygotowujące się do członkostwa w Unii należą do najbardziej dynamicznie rozwijających się państw świata. Tempo rozwoju jest tam przynajmniej o 2 pkt proc. wyższe od średniej unijnej” — czytamy w raporcie.

Doganianie nie będzie odbywać się jednakowo. Różnice pozostaną przede wszystkim w układzie regionalnym.

Według optymistycznych obliczeń Witolda Orłowskiego, szefa doradców ekonomicznych prezydenta, do 2040 r. wielkość PKB na głowę mieszkańca Polski wzrośnie z około 21 proc. średniego PKB liczonego dla piętnastu krajów i około 41 proc. według parytetu siły nabywczej do odpowiednio 58 oraz 79 proc. Jak podkreśla autor, to tempo zmniejszania różnic rozwojowych jest nieco szybsze od tego, jakie obserwowano w Hiszpanii i Portugalii, choć wolniejsze niż w Irlandii.

Koncert życzeń

Ekonomiści twierdzą jednak, że najważniejsze, by Polska wzorem uboższych krajów, które wcześniej przystępowały do Unii, znalazła się na ścieżce przyspieszonego wzrostu. Do tego jednak potrzebne są: odpowiedzialna i stabilna polityka makroekonomiczna, promocja oszczędności krajowych i inwestycji, zmniejszanie roli państwa w gospodarce, ograniczanie skali fiskalizmu, zwiększenie konkurencyjności przedsiębiorstw dzięki ich prywatyzacji oraz zapewnieniu efektywności funkcjonowania administracji publicznej na szczeblu centralnym i samorządowym, zwłaszcza przy realizacji inwestycji publicznych. Oby nie były to tylko pobożne życzenia.