Unijna tama dla pracowników z Polski

Iwona JackowskaIwona Jackowska
opublikowano: 2013-05-20 00:00

Prawo: Kończą się robocze prace nad zaostrzeniem przepisów o delegowaniu pracowników do pracy w UE. Polscy europosłowie walczą o ochronę MSP

Jeśli Unia Europejska przyjmie obecny restrykcyjny projekt szczegółowych zasad delegowania pracowników do pracy na terenie innych krajów wspólnoty, wielu małych i średnich przedsiębiorców może mieć poważny problem. W najgorszym wariancie niektórym przyjdzie całkowicie zrezygnować z podpisywania kontraktów z europejskimi partnerami. Dla naszego kraju jest to perspektywa szczególnie niepokojąca.

Pracodawca, który chce oddelegować pracownika do pracy w innym kraju UE będzie musiał spełnić wiele noiwych warunków. [FOT. BLOOMBERG]
Pracodawca, który chce oddelegować pracownika do pracy w innym kraju UE będzie musiał spełnić wiele noiwych warunków. [FOT. BLOOMBERG]
None
None

Przeciw nadużyciom

Jak podaje Rafał Rzeźniczak, członek zarządu Stowarzyszenia Agencji Zatrudnienia (SAZ), w Polsce kierowaniem do pracy za granicę zajmują się przede wszystkim małe i średnie firmy, a wszystkie łącznie delegują więcej pracowników niż Niemcy czy Francja, które rocznie wysyłają po ok. 200 tys. osób. Według danych SAZ, 70 proc. delegowanych stanowią właśnie mieszkańcy państw starej Unii. Jednocześnie do tych krajów najczęściej kieruje się pracowników. I one głównie chcą zaostrzenia przepisów.

Ten restrykcyjny projekt to przyszła dyrektywa w sprawie egzekwowania dyrektywy 96/71WE dotyczącej delegowania pracowników w ramach świadczenia usług na obszarze UE. To rodzaj przepisów określających, jak w praktyce realizować postanowienia podstawowej dyrektywy, a właściwie, jak poprawić stosowaną praktykę.

— Podstawowa dyrektywa jest dość krótka, ogólna, oszczędna w słowach — mówiła podczas zorganizowanego przez SAZ spotkania na temat zmian europosłanka Danuta Jazłowiecka, członkini Komisji Zatrudnienia i Spraw Socjalnych (EMPL), w której toczą się prace nad ostatecznym kształtem nowych rozwiązań. Jak wyjaśniała, o wprowadzeniu szczegółowej dyrektywy wdrożeniowej zdecydowały przypadki naruszania prawa, jego obchodzenia i nadużycia.

Projektowana dyrektywa określa wymagania, które należy spełnić, by stwierdzić, że mamy do czynienia z rzeczywistym delegowaniem pracowników. Jeden z warunków wymaga, aby firma delegująca uzyskiwała ponad 50 proc. obrotów w kraju w tej samej branży, w której jest zatrudniony delegowany pracownik, albo miała określoną liczbę kontraktów. Inne kryteria dotyczą czasowego charakteru delegowania pracownika, obowiązku zatrudniania go przez określony czas przed delegacją.

— Takie rozwiązania przypominają koncesjonowanie działalności — podkreśla Krzysztof Jakubowski, członek zarządu SAZ.

Prawnik na utrzymaniu

Przyszła dyrektywa wprowadzi też mechanizmy kontrolne. Nałoży na przedsiębiorców obowiązek przechowywania przez dwa lata dokumentacji związanej z delegowaniem pracownika w kraju świadczenia usług, takich jak np. umowy o pracę, karty płac, rozliczeńczasu pracy. Dokumenty trzeba będzie przetłumaczyć. Wreszcie firmy będą musiały ustanowić w kraju partnera kontraktu przedstawiciela do kontaktów, który będzie mógł zawierać umowy w imieniu firmy delegującej. Pełnomocnik prawny ma przebywać tam przez rok po zakończeniu kontraktu.

— Wszystkie te rozwiązania oznaczają wzrost kosztów i zmniejszenie konkurencyjności firm — twierdzi Krzysztof Jakubowski. Konieczność przechowywania dokumentacji w kraju delegacji oraz rezydowanie tam przedstawiciela wiąże się z czynnościami i formalnościami, które mogą przypominać prowadzenie tam działalności przez polskiego przedsiębiorcę.

— To oznacza ustanowienie oddziału czy filii, czyli zakładu, który może zostać obarczony podatkiem — alarmowali przedstawiciele SAZ. Krytycznie też do tego podchodzi Danuta Jazłowiecka.

— Próbujemy przekonać naszych unijnych partnerów do złagodzenia takich wymagań. Utrzymywanie prawnika przez długi czas, także po wygaśnięciu kontraktu, to ogromne obciążenie finansowe dla małego przedsiębiorcy, który pięciu pracowników wysyła do pracy na 6 miesięcy — mówiła europosłanka.

Poinformowała, że przygotowała już kompromisowe rozwiązania do restrykcyjnych zapisów projektu. Proponuje np., aby zrezygnowanoz wymogu osiągania przez firmę określonego poziomu obrotów, także z uwagi na niestabilne kursy walut. Takie kryteria należy wprowadzić do dyrektywy jako przykładowe, a ich ocena powinna być dostosowana do każdego indywidualnego przypadku. Poprawki i ostateczna wersja dyrektywy mają być głosowane w komisji zatrudnienia jeszcze w tym miesiącu, a na posiedzeniu plenarnym najwcześniej w lipcu br.

Nie wiadomo, czy kompromisy zostaną przyjęte. Przebieg prac nad nowymi rozwiązaniami świadczy też, że jednocześnie toczy się bój o ochronę krajowych rynków pracy przed zatrudnianiem pracowników z zewnątrz. Za zaostrzeniem przepisów opowiadają się Niemcy, Francja, Holandia, Dania i Belgia. Tamtejsze związki zawodowe lobbują głównie za zmianami w sektorze budowlanym.