Miliardy z Unii zostaną w kraju — zapewnia Ministerstwo Rozwoju. Chodzi o inwestycje z perspektywy 2007-13, które trzeba było rozliczyć do końca ubiegłego roku. Nie udało się. Jeszcze jesienią 2015 r. zagrożone były projekty, do których Bruksela miała dołożyć 31 mld zł. Dla części wdrożono jednak tzw. procedurę fazowania,
czyli w starej perspektywie rozliczono wykonaną część zadania, a ta, która jeszcze jest realizowana, zostanie sfinansowana z perspektywy 2014-20. Dzięki monitoringowi przyspieszono także realizację wielu projektów. To nie wystarczyło, więc dla niektórych inwestycji, dotyczących m.in. dostawy tramwajów i pociągów czy zadań z programu Innowacyjna Gospodarka, wprowadzono program naprawczy. — Dzięki niemu udało się uratować 13,3 mld zł unijnych funduszy — zapewnia Jerzy Kwieciński, wiceminister rozwoju.
Wpłynęły faktury
Zgodnie z ustaleniami z Komisją Europejską, beneficjenci przelewali np. na specjalny rachunek pieniądze dla wykonawców, ale mogły być one faktycznie wypłacone dopiero po skończeniu projektu. Rozszerzono też zakres rozliczenia funduszy z dotychczas objętych tą procedurą wydatków publicznych na wydatki ogółem „uwzględniające krajowy wkład prywatny”. Firmy i samorządy realizujące inwestycje objęte programem naprawczym musiały do końca czerwca przedstawić do rozliczenia dokumenty i faktury, których wartość przekroczyła właśnie 13 mld zł. Ostateczne zamknięciei rozliczenie perspektywy 2007-13 przewidziano na marzec 2017 r. Wówczas Bruksela powinna przelać nam pieniądze.
Katalog wydatków
— Za te pieniądze moglibyśmy zbudować 45 muzeów takich
jak warszawskie Centrum Nauki Kopernik, 320 km autostrad, zakładając, że kilometr takiej drogi kosztuje obecnie niespełna 10 mln EUR, albo kupić 160 składów pendolino — wylicza Jerzy Kwieciński. Szanse, że pieniądze rzeczywiście zostaną przeznaczone na taki cel, są jednak niewielkie, bo rząd ma inne priorytety. Jerzy Kwieciński twierdzi, że jeśli fundusze wpłyną w przyszłym roku, mogą być jednym ze źródeł finansowania programu 500+. Pomysł nie podoba się ekspertom, którzy woleliby przekazać pieniądze na wkład własny do projektów infrastrukturalnych albo na utrzymanie dróg, linii kolejowych czy innych obiektów użyteczności publicznej.
— Jestem zwolenniczką finansowania projektów inwestycyjnych, a nie konsumpcyjnych. Przekazanie pieniędzy z unijnej refundacji na program 500+ będzie złą wiadomością. Już obecnie w Krajowym Funduszu Drogowym mamy 63 mld zł długu, a podczas niedawnego spotkania w Banku Gospodarstwa Krajowego prognozowano, że w końcu tej perspektywy zadłużenie wzrośnie do 140 mld zł — mówi Barbara Dzieciuchowicz, prezes Ogólnopolskiej Izby Gospodarczej Drogownictwa.