Unijni klienci bardzo cenią certyfikaty

Marta Biernacka
30-03-2004, 00:00

Polskie produkty nie zawsze cieszą się w Unii dobrą marką. Sokołów przełamuje ten stereotyp.

„Puls Biznesu”: Co oznacza dla firmy Sokołów data 1 maja 2004 r.?

Bogusław Miszczuk, prezes Sokołowa: Otwarcie nowego i chłonnego, choć bardzo wymagającego rynku. Sądzę, iż pierwsze dwa lata po akcesji będą okresem dużego popytu na polską wołowinę. Jesteśmy o 40 proc. tańsi niż unijni producenci i postrzegani w Europie jako pretendent do drugiej po Niemczech pozycji w produkcji wieprzowiny.

Co uważa Pan za klucz do sukcesu na zagranicznych rynkach?

— To właściwie przygotowana i realizowana strategia rozwoju. Jednakże bardzo ważne znaczenie mają również certyfikaty jakościowe i licencje. Na rynku unijnym klienci są wymagający, oczekują dobrego wyrobu, najlepiej o potwierdzonej jakości. Mamy HACCP, ISO 9001, EFSIS oraz AQAP. Eksport do UE rozpoczęliśmy pod koniec 2001 roku. Wcześniej był on praktycznie niemożliwy bowiem w latach 1992- -2001 Polska była uznawana przez Unię za kraj zagrożony pomorem świń. Niekorzystny wpływ wywarła również epidemia BSE.

Jaka jest recepta na podbój europejskich klientów?

— Obawiam się, iż raczej nie ma złotego środka, ale można wymienić działania, które pomagają. My rozpoczęliśmy od założenia własnej spółki wyspecjalizowanej w handlu zagranicznym, Sokol–Ex. Zapewnia ona kompleksową obsługę naszego eksportu. Prowadzi monitoring zagranicznych rynków, szukając nabywców.

Na co firma zwraca przede wszystkim uwagę przy wejściu na obcy rynek?

— Na ceny i preferencje klientów, zwłaszcza jakościowe i zdrowotne. Robimy dokładny przegląd zawartości sklepowych półek. Dla przykładu, w 2002 roku mieliśmy ogromny zbyt na wołowinę. Bez wątpienia apetyt unijnego klienta na polskie mięso zaostrzały bardzo konkurencyjne ceny, nawet do 40 proc. niższe od zachodnich.

Problem w tym, że Polska nie jest często najlepiej postrzegana za granicą...

— Tak, choć na szczęście nie zawsze. Tym większe jest zdziwienie obcokrajowców, kiedy odwiedzają zakłady należące do grupy Sokołów. Zamiast przysłowiowej polskiej szarości i braku porządku zastają dobrą organizację i nowoczesne linie produkcyjne, jakie raczej trudno zobaczyć w ich rodzimym kraju.

Lubi Pan szokować?

— Raczej obserwować reakcje. Są one tym silniejsze, że to, co goście z Zachodu widzą w naszych zakładach, przeczy stereotypowi Polski w Europie. Stereotyp ten pogłębia nie zawsze właściwa promocja naszego kraju. Braliśmy ostatnio udział w dużej międzynarodowej imprezie przedakcesyjnej, zorganizowanej przez jedną z polskich ambasad. Przez cały czas zastanawiałem się, czy Polska to tylko podhalański oscypek i folklor... Nie mogłem oprzeć się wrażeniu, iż znowu zabrakło miejsca na nowoczesność.

Jak Pan buduje wizerunek nowoczesnej spółki?

— Oprócz innych działań, nadal bardzo dobrą okazją do promocji są targi. Prezentujemy się na nich dość niekonwencjonalnie, co zwraca uwagę klientów. W Europie najważniejsze targi mięsne to: ANUGA w Kolonii, Sial w Paryżu i Frankfurcka IFA. W USA bywamy w Chicago. Targi ciągle dają możliwość pozytywnego zapisania się w świadomości odbiorcy i dość skutecznej promocji. Zazwyczaj wywozimy z nich również medale...

Sokołów dociera m.in. do USA i Kanady. O jaki rynek zamierza teraz powalczyć?

— Byłbym bardziej skromny i mówił raczej o naszej obecności w Europie. Nasze plany dotyczą zarówno ekspansji na nowe obszary, jak i poszerzenia oferty na rynku unijnym. Prowadzimy rozmowy z siecią Tesco w Wielkiej Brytanii. Mamy też szansę stać się jej dostawcą w Europie Środkowej i Wschodniej.

Do Włoch eksportujemy surowiec do produkcji słynnej szynki parmeńskiej. Już niedługo ten smaczny i poszukiwany produkt znajdzie się w naszej ofercie. Planujemy też kilka niespodzianek.

Może Pan uchylić rąbka tajemnicy?

— Powiem tylko, że nasze biuro rozwoju pracuje nad sposobami prawnego zabezpieczenia produktów, które mogłyby otrzymać unijną ochronę patentową jako wyroby regionalne. Dla obcokrajowców, a szczególnie Anglików, którzy będą gościć w naszym kraju, przygotowaliśmy specjalny produkt. Już wkrótce będą oni mogli poczuć się jak w domu, mogąc zjeść typowe angielskie śniadanie — jajko z bekonem i lubiane kiełbaski.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marta Biernacka

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Unijni klienci bardzo cenią certyfikaty