Unijni pośrednicy preferują własne rynki

Dorota Kaczyńska
opublikowano: 2003-10-14 00:00

Zdaniem znawców rynku nieruchomości, unijni pośrednicy nie interesują się

na szeroką skalę ekspansją na wschodnie rynki. Główna przyczyna to bariera językowa.

Specjaliści z Zachodu zgodnie twierdzą, że Polaków czeka sporo pracy w zakresie budowy rynku nieruchomości. Mowa nie tylko o instytucjach rządowych, ale także pośrednikach, zarządcach, rzeczoznawcach, jednym słowem, o wszystkich podmiotach odgrywających jakąkolwiek rolę w tym sektorze. Pierwszy krok mamy już za sobą — zagraniczni eksperci z uznaniem mówią o naszej etyce działania i standardach zawodowych.

— Polska dziś jeszcze jako kandydat, a wkrótce członek Unii, niewątpliwie otrzyma spore dofinansowanie. W związku z tym, na krajowym rynku nieruchomości z pewnością zapanuje ożywienie. Wiele pracy czeka więc branżę budowlaną i pośrednictwa nieruchomości — mówi Gerard Steller, prezydent CEPI (Europejska Rada Zawodów Rynku Nieruchomości).

Zdaniem Fransa Burgeringa, byłego prezydenta CEPI, wiele zależy od postawy samych Polaków w obliczu napływu nowego, zachodniego kapitału.

— Zachęcam polskich pośredników, aby sami kontaktowali się z zagranicznymi inwestorami. Jeżeli bowiem Polacy zostawią zachodnim pośrednikom jakieś pole do działania, ci natychmiast wykorzystają nadarzającą się okazję — twierdzi Frans Burgering.

Istotnym elementem w gospodarce nieruchomościami jest także wprowadzanie pewnych mechanizmów ochrony rynku. Mogą one ożywić lub spowolnić koniunkturę w branży. Takie mechanizmy funkcjonują w niektórych krajach Unii.

— Dania i inne kraje skandynawskie znane są z rozwiniętych mechanizmów ochrony konsumentów. Nie namawiam wprawdzie do kopiowania tamtejszych rozwiązań, ale roztoczenie pewnej ochrony nad konsumentem powinno mieć dobry wpływ na funkcjonowanie lokalnych rynków — twierdzi Palle Ulstrup, dyrektor generalny Duńskiej Organizacji Pośredników Handlu Nieruchomościami.

— Nie należy także zapominać o jednoczesnym wprowadzeniu ochrony dla właścicieli nieruchomości. Jednak wszystkie te działania powinny być bardzo wyważone — dodaje Frans Burgering.

Brak środków na zakup nieruchomości to bolączka nie tylko Polaków i obywateli innych państw kandydujących. Podobny problem od dwóch lat występuje w krajach Unii.

— Wszyscy mamy za sobą ciężki okres. Europejski rynek wchodzi w fazę transformacji. Tymczasem w Europie status zawodu pośrednika i zarządcy nieruchomości zaczyna się dopiero budować — mówi Serge Winnykamien, ekspert belgijskiego rynku zarządzania nieruchomościami.

Rozszerzenie Unii może przyczynić się do stabilizacji rynku nieruchomości. Jak twierdzi Alexander Benedetti, sekretarz generalny EPAG (Grupa Europejskich Pośredników w Obrocie Nieruchomościami), przystąpienie nowych państw powinno stać się siłą ożywiającą rynek całej Unii.

— Największa zaleta łączenia państw tkwi w możliwości tworzenia nowych, wspólnych projektów i przedsięwzięć — dodaje Serge Winnykamien.

Według zachodnich ekspertów, otwarcie granic nie spowoduje zbyt dużych zmian w obrocie nieruchomościami. Jak twierdzi Palle Ulstrup, specyfika tego sektora objawia się tym, iż pośrednicy nie widzą zbytniej potrzeby działania na zagranicznych rynkach, o ile powodzi im się dobrze we własnym kraju. Główną przyczyną takiego podejścia jest bariera językowa.

— Duńczycy należą do najbardziej eurosceptycznych członków wspólnoty. Mieliśmy zatem spore obawy przed wkroczeniem zagranicznych pośredników na nasz rynek po naszej akcesji do Unii w 1973 r. Okazało się jednak, że nic takiego nie miało miejsca. W drugą stronę mechanizm zadziałał podobnie — duńscy pośrednicy penetrowali niewielkie obszary w krajach UE, dotarli do pewnych regionów Francji, Włoch i Hiszpanii, jednak ich działalność koncentrowała się przede wszystkim na obsłudze duńskich klientów — opowiada Palle Ulstrup.

— Oczywiście swoboda i wolność usług, jaką gwarantuje Unia, będzie sprzyjać próbom wejścia do Polski zagranicznych pośredników i zarządców. W tym przypadku od samych Polaków zależy, czy utrzymają pozycję na własnym rynku. Austriacy mieli podobne dylematy i udało im się „obronić” — zapewnia Gerard Steller.