Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta. Od początku roku kurs Biotonu wzrósł o ponad 160 proc., bo o walory biotechnologicznej spółki zacięcie walczy dwóch graczy: chiński dystrybutor leków NovoTek Pharmaceuticals oraz CEE Equity Partners. Ale jeszcze w 2013 r. ten dawny blue chip (w latach 2005-10 Bioton był w WIG20) widniał na liście alertów giełdowych, bo jako spółka groszowa był świetną pożywką dla inwestorów spekulacyjnych. To pokazuje, jak duży potencjał do zarobku oferują firmy z tzw. sektora life science, ale też z jak ogromnym ryzykiem trzeba się liczyć, decydując się na inwestycję.

— Spółki biotechnologiczne są spółkami idealnie wpisującymi się w hossę spowodowaną wszechobecnym tanim pieniądzem, szczególnie że w wielu przypadkach wycena jest wynikiem przypisania prawdopodobieństw do poszczególnych projektów, a więc jest zupełnie subiektywna. Sytuacja jest często zero-jedynkowa: sukces oznacza kilkakrotny wzrost, porażka oznacza wyzerowanie inwestycji. Ryzyko jest więc duże, ale w końcu pieniądze niemalże leżą na ulicy, a bezpieczne instrumenty mają ujemne rentowności, więc czemu nie ryzykować? — mówi Jarosław Niedzielewski, dyrektor departamentu inwestycji w Investors TFI.
Z funduszem w portfelu
Na warszawskiej giełdzie notowanych jest zaledwie kilkunastu przedstawicieli sektora. Oprócz Biotonu znajdziemy tam biotechnologicznego Mabiona, producentów leków generycznych, takich jak Krka i Sopharma, oraz firmy zajmujące się szeroko pojętą diagnostyką (PZ Cormay, Medicalgorithmics i Synektik). NewConnect oferuje natomiast walory 11 spółek biotechnologicznych w początkowej fazie rozwoju. Aby zbudować portfel z tych walorów, wystarczy kilkaset złotych. Innym rozwiązaniem jest inwestycja w fundusze spółek medycznych, które nie skupiają się wyłącznie na polskiej giełdzie, ale szukają okazji także na rynkach zagranicznych. Dzięki temu maksymalizują potencjał do zarobku, ale też przy okazji różnicują portfel geograficznie i walutowo. Tego rodzaju produkty są ostatnio bardzo popularne.
Działający od niespełna roku Globalny Fundusz Medyczny Trigona przyciągnął prawie 250 mln zł, a w najstarszym na rynku fundusz PZU Energia Medycyna Ekologia Polacy ulokowali już 1,3 mld zł. Oba fundusze zyskują w tym roku 5-7 proc. Nie dziwi więc, że na tę modę chce się załapać także Union Investment, które od października rozpocznie sprzedaż jednostek nowego produktu o nazwie UniAkcje Biopharma. Jego zarządzający będzie poszukiwał okazji do zarobku wśród spółek farmaceutycznych, medycznych i biotechnologicznych z całego świata.
— Starzejące się społeczeństwa przeznaczają coraz więcej pieniędzy na ochronę zdrowia. Przewiduje się, że w krajach wysoko uprzemysłowionych tzw. sektor life sciences może stać się najważniejszym filarem gospodarki. Już teraz akcje spółek z branży biotechnologicznej charakteryzują się wysokim potencjałem zysku w porównaniu z tradycyjnymi sektorami— przekonuje Waldemar Wołos, dyrektor departamentu rozwoju nowych produktów Union Investment TFI.
Rynkowy test
Najwięcej spółek biotechnologicznych notowanych jest na Wall Steet i to właśnie zza oceanu płynęły w ostatnim czasie sowite zyski. Amerykański indeks Nasdaq Biotechnology wzrósł przez rok o prawie 40 proc., a przez 3 lata ponad 180 proc. Indeks wciąż pnie się w górę.
— Osiągnięcia spółek w drugim kwartale 2015 r. pokazują, że sektor radzi sobie lepiej niż reszta rynku, odnotowując najwyższą dynamikę sprzedaży i zysków. To powoduje, że oczekiwania na kolejne kwartały są bardzo wysokie. Wzrost zysków ma jeszcze bardziej przyspieszyć. Można mieć wątpliwości, czy aż tak wysoki poziom oczekiwań co do przyszłości tego sektora nie jest zbytnią przesadą — ostrzega Jarosław Niedzielewski. Jego zdaniem, przy tak wysoko ustawionej poprzeczce może się okazać, że w kolejnych sezonach ten rynek czeka więcej rozczarowań niż do tej pory, co zapewne spowolni dotychczasowe tempo trendu wzrostowego.
— Jak duża kara czeka na spółki pokazujące nieco gorsze wyniki, np. dotyczące sprzedaży, pokazuje przykład spółki Biogen z USA, która miesiąc temu zaliczyła spadek rzędu 20 proc. po publikacji słabszych danych o przychodach — przypomina Jarosław Niedzielewski. © Ⓟ