To biznes pełen codziennych wyzwań, chirurgicznej precyzji, a także ekstremalnych przeżyć. Jego podstawą jest pionowy tunel o średnicy 4,5 metra, w którym wentylatory dużej mocy wytwarzają jednorodny strumień powietrza o prędkości do 320 km/h. To dzięki niemu można spełnić marzenie o lataniu. Obiekt znajduje się w Morach pod Warszawą.



— Tunel powstał w dość szybkim tempie, bo przygotowanie inwestycji trwało 11 miesięcy. To rekord w skali świata, bo tego typu konstrukcje buduje się zazwyczaj w dwa lata. Flyspot ruszył 20 maja 2014 r. — mówi Bartosz Więcek, menedżer ds. marketingu i sprzedaży. Spółka wykorzystuje technologię ISG, czyli Indoor Skydiving Germany. Dzięki niej ciąg powietrza w tunelu jest równy i pozbawiony turbulencji, nawet przy maksymalnej symulowanej prędkości spadania.
Mistrzostwa w lataniu
Powstanie Flyspotu przyczyniło się do rozwoju w Polsce skydivingu, czyli sportu polegającego na kontrolowanym, swobodnym spadaniu i wykonywaniu w locie figur i układów zespołowych. Stymulacja w tunelu pozwala na znacznie dłuższe spadanie niż w przypadku skoku ze spadochronem.
— Założenie było takie, że budujemy tunel dla profesjonalistów — skoczków spadochronowych, zarówno dla tych, którzy robią to zawodowo, jak i sportowców. To fantastyczne narzędzie treningowe, szczególnie ze względu na czas. Skok ze spadochronem trwa ok. 30 sekund. Człowiek w ciągu jednego dnia może wyskoczyć z samolotu maksymalnie osiem razy, czyli będzie w powietrzu przez ok. 4 minuty. We Flyspocie zespół, który przyjeżdża na trening, spędza w tunelu czas potrzebny do oddania 80-90 skoków. To dla nich niesamowite przyspieszenie w rozwoju swoich umiejętności, nie wspominając o kosztach — komentuje Bartosz Więcek.
Spadochroniarze bardzo sobie cenią tunel w Morach. Aby tu latać, przyjeżdżają z najdalszych zakątków globu, nawet z Australii. Warto dodać, że dzięki powstaniu obiektu na więcej praktycznych zajęć może sobie pozwolić m.in. polska kadra w skokach spadochronowych. Nasz kraj na prestiżowych zawodach na całym świecie reprezentuje regularnie i z sukcesami sześć zespołów i trzech solistów. — Przedtem przygotowanie chociażby mistrzostw Polski w skokach spadochronowych było bardzo problematyczne. Organizatorzy musieli prosić wojsko, by wystawiło dwa zespoły skoczków, ponieważ — aby zawody w ogóle się odbyły — potrzebne były cztery teamy. Natomiast w ostatnich tunelowych mistrzostwach Polski, czyli zawodach skydriverskich rozgrywanych w tunelu, brało udział kilkanaście zespołów z kraju i ok. 20 z pozostałych państw. Mieliśmy również okazję organizować Puchar Świata, na który przybyły reprezentacje z 28 krajów. To pierwsza lotnicza i najważniejsza spadochronowa impreza tej rangi organizowana w Polsce od 10 lat — podkreśla Bartosz Więcek.
Przepis na sukces
Zanim jednak rozpoczęła się budowa obiektu w Morach, twórcy firmy Flyspot podpatrywali tunele aerodynamiczne za granicą i przyglądali się realizacji podobnych pomysłów w Polsce. Zwrócili uwagę na fakt, że większość tego typu inicjatyw powstaje zazwyczaj w strefach popularnych wśród spadochroniarzy, z dala od miast, co — jeśli chodzi o prowadzenie dochodowego biznesu — można uznać za tzw. strzał w kolano. Stąd pomysł na wybudowanie tunelu blisko stolicy. Jak podkreślają, tunele aerodynamiczne mają sens jedynie w wyselekcjonowanych miejscach — aglomeracja zamieszkana przez 2 mln mieszkańców jest dobra do prowadzenia tego typu biznesu.
— Obecnie jesteśmy jednym z najlepiej działających tuneli na świecie oraz jednym z nielicznych, który — mówiąc obrazowo — jest nad tzw. kreską, patrząc na działalność od strony biznesowej. Realizm symulacji, jaki dostarczamy, jest bardzo wysoki. Jesteśmy wzorcem — inni chcą się od nas uczyć i kopiować nasz sukces — przyznaje bez skrępowania Bartosz Więcek. Kolejnym elementem, który sprawia, że Flyspot przyciąga zarówno profesjonalistów, jak i amatorów latania, są instruktorzy. Właściciele firmy oczekują wobec nich bardzo wysokich umiejętności.
— W momencie, w którym budowaliśmy w Polsce tunel, nie było w naszym kraju instruktorów na poziomie umiejętności, który spełniałby nasze wymagania. Postanowiliśmy więc nawiązać kontakt ze światową gwiazdą w skydivingu — Tylerem Bairdem, który sprowadził do nas fantastycznych mentorów z całego świata, którzy równolegle pracowali i szkolili zatrudnionych przez nas Polaków. Obecnie otrzymujemy wiele propozycji od instruktorów chcących dla nas pracować. Możemy wybierać tych najlepszych, wykorzystywać ich wiedzę i stosować ich rozwiązania u nas — opowiada Bartosz Więcek.
Zacisnąć pasa
Prowadzenie tego typu przedsięwzięcia wymaga ogromnej dyscypliny finansowej. Sam koszt utrzymania tunelu jest nie lada wyzwaniem — i tak do zasilenia turbin potrzebny jest prąd porównywalny z energią zużywaną przez 500 domów jednorodzinnych. Zapewnienie opłacalności inwestycji wymaga optymalizacji kosztów i ciągłego pozyskiwania nowych klientów.
— Koszt zbudowania tunelu aerodynamicznego waha się od 8 do 10 mln EUR. Inwestycja musi zwrócić się w ciągu 10 lat. Rocznie należy zatem spłacić ok. 1 mln EUR, co przekłada się na 400 tys. zł miesięcznych kosztów związanych z obsługą długu. Do tego dochodzą koszta eksploatacji i pensje, łącznie 700 tys. zł. Aby na to zarobić, musimy sprzedać codziennie 8 godz. lotów — dzień w dzień, przez 10 lat. Jeśli chcemy być nad kreską, musimy sprzedać więcej. Uczyliśmy się tego biznesu trzy lata. Mieliśmy o tyle łatwiej, że na polskim rynku nie istniała konkurencja, więc mogliśmy sobie na to pozwolić. Jednak ówczesny biznesplan uległ z czasem zmianom, musieliśmy go mocno przeformatować, zacisnąć pasa, aby to się opłacało — podkreśla Bartosz Więcek. Założyciele Flyspotu chcą promować skydiving w kolejnych dużych aglomeracjach.
Już wiosną tego roku będzie można polatać w nowym obiekcie w Katowicach, położonym naprzeciwko Silesia City Center. To jednak nie koniec — już trwają przygotowania do uruchomienia kolejnego obiektu, tym razem w Trójmieście. — Mamy najlepsze na rynku kompetencje do poszerzania branży. Amatorom skydivingu zaoferowaliśmy zupełnie nową jakość. Tunel pod Warszawą przez wielu uważany jest za najlepszy na świecie. Jego sukces może oznaczać, że rynek tego typu usług jest szeroki. Ale przeciwnie, popyt na latanie w tunelu aerodynamicznym jest ograniczony, a branżowy know-how praktycznie nie istnieje. Prowadzenie tunelu w zrównoważony, biznesowy sposób jest niezwykle trudne. Wymaga nie tylko precyzyjnego biznesplanu, ale też żelaznej analizy, kontroli kosztów i dyscypliny finansowej. Na tym rynku utrzymają się wyłącznie najlepsi — uważa Michał Braszczyński, prezes Flyspotu.