UOKiK: 1,3 mln zł kary dla SAM

DI, PAP
29-04-2008, 11:29

1,3 mln zł kary nałożył Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK) na spółkę Stalexport Autostrada Małopolska (SAM) - koncesjonariusza odcinka autostrady A4 pomiędzy Katowicami a  Krakowem.

Urząd uznał, że remonty na płatnym odcinku autostrady A-4 Katowice-Kraków nie powinny pogarszać standardu jazdy, a jeśli tak się dzieje, przejazd tym odcinkiem powinien być tańszy.

O decyzji Urzędu dotyczącej spółki Stalexport Autostrada Małopolska poinformował we wtorek w Katowicach prezes Urzędu Marek Niechciał. Jest ona efektem wszczętego jesienią ub.r. postępowania antymonopolowego w tej sprawie.

Spółka ma dwa tygodnie na złożenie odwołania do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, a potem do kolejnych instancji sądowych, co może zająć wiele miesięcy. Do czasu prawomocnego wyroku nie musi stosować się do decyzji UOKiK. Jeżeli jednak ostatecznie przegra w sądzie, za każdy dzień niewypełnienia zaleceń może otrzymać do 10 tys. euro kary.

Do chwili nadania depeszy przedstawiciele SAM nie skomentowali decyzji UOKiK-u, zapowiadając komunikat w tej sprawie na później.

UOKiK uznał, że spółka naruszyła prawo, narzucając konsumentom "nieuczciwe" ceny za przejazd remontowanym odcinkiem autostrady. Poza karą finansową, prezes Urzędu nakazał spółce zmianę tej praktyki, co w praktyce ma oznaczać obniżenie opłat lub takie prowadzenie robót, aby nie powodowało to znaczących utrudnień i tym samym nie wydłużało czasu przejazdu.

"Nasze postępowanie potwierdziło, że remonty obejmują znaczną część tej autostrady - nawet jedną trzecią - i to znacząco wydłuża czas przejazdu, a jednocześnie opłaty za przejazd nie różnią się od tych, pobieranych w normalnych warunkach" - tłumaczył Niechciał podczas spotkania z dziennikarzami na kładce dla pieszych nad katowickim odcinkiem autostrady A-4.

Właśnie dokuczliwe remonty spowodowały w ubiegłym roku lawinę skierowanych do UOKiK-u skarg użytkowników autostrady. Urząd ustalił, że w szczytowym momencie prac prawie na jednej trzeciej długości trasy ruch był ograniczony do jednego pasa w każdym kierunku, a czas przejazdu wydłużył się o ponad 20 proc., choć były też przypadki, że podróż 60-km odcinkiem trwała ponad dwa razy dłużej.

"Stwierdziliśmy, że SAM, jako koncesjonariusz, nadużył swojej pozycji dominującej, czyli zachował się jak monopolista, który nie szanuje konsumentów. Nakazaliśmy mu zmianę zachowania" - tłumaczył Niechciał.

Urząd stanął na stanowisko, że kierowcy, płacąc pełną opłatę, mają prawo oczekiwać świadczenia odpowiedniej jakości, a obowiązująca cena (13 zł za cały odcinek dla samochodu osobowego) została ustalona przy założeniu, że autostrada będzie odpowiadała wszystkim wymogom drogi tej klasy.

Tymczasem utrudnienia w ruchu pogorszyły komfort i bezpieczeństwo jazdy oraz wydłużyły czas przejazdu. Spółka złamała też umowę koncesyjną, zgodnie z którą łączna długość remontowanych w tym samym czasie odcinków nie powinna przekraczać 8 km; w szczytowym momencie było to ponad 18 km.

"Nasza decyzja nie oznacza, że w Polsce nie można remontować dróg. Chodzi o to, aby remontować je z głową. Gdy remontuje się płatną drogę w sposób utrudniający przejazd, trzeba albo obniżać opłaty lub tak zorganizować prace, aby konsument wjeżdżając na autostradę wiedział, że będzie na miejscu za kilkadziesiąt minut, a nie za parę godzin, jak się zdarzało" - mówił prezes.

Kierowcy, którzy zapłacili pełną kwotę za przejazd remontowaną autostradą, mogą składać reklamacje na zasadach ogólnych i żądać zwrotu części środków. Mogą im w tym pomóc rzecznicy konsumentów.

Niechciał zapowiedział, że jeszcze przed wakacjami powinno zakończyć się podobne postępowanie, dotyczące remontowanego odcinka autostrady A-2 Konin-Nowy Tomyśl. Opłaty pobiera tam spółka Autostrada Wielkopolska. Prezes nie chciał przesądzać, jaka będzie decyzja, ale potwierdził, że sprawa odcinka Katowice-Kraków może być tu pewnym wyznacznikiem.

Spółka SAM argumentowała we wcześniejszych komunikatach, że nie ma możliwości zawieszenia lub zmniejszenia opłat za przejazd remontowanym odcinkiem, bo z opłat finansowany jest kredyt, zaciągnięty na remonty i modernizację drogi. Zaniechanie poboru opłat oznaczałoby wstrzymanie finansowania, skutkujące spowolnieniem lub zaniechaniem niezbędnych prac.

W ub.r. prezes SAM Tomasz Niemczyński wyjaśniał, że z prawnego punktu widzenia w ramach opłaty za przejazd koncesjonariusz nie gwarantuje kierowcy ani np. określonego czasu przejazdu, ani takiej czy innej prędkości jazdy, jak wielu kierowców interpretuje fakt wniesienia opłaty

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: DI, PAP

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / UOKiK: 1,3 mln zł kary dla SAM