Upadłość wcale nie musi oznaczać zwolnień

Adam L.Kalus
opublikowano: 2005-03-24 00:00

Protestujący pracownicy służby zdrowia z radością przyjęli odrzucenie we wtorek przez Sejm możliwości przekształcania szpitali w spółki prawa handlowego z większościowym udziałem skarbu państwa bądź samorządów. Bali się stawiania szpitali oraz innych publicznych placówek służby zdrowia w stan upadłości, bo według nich oznaczałoby to zwolnienia z pracy. Nikt im nie wyjaśnił, że „upadłość” szpitala wcale nie musi oznaczać jego fizycznej likwidacji.

Niewiedza wzięła się stąd, że obowiązujące od 1 października 2003 r. prawo upadłościowe i naprawcze nazywa upadłością oddłużenie sądowe poprzez zawarcie układu z wierzycielami. W dawnym prawie nazywało się otwarciem układu. A zatem orzeczenie przez sąd upadłości z możliwością zawarcia układu z wierzycielami nie stwarza podstawy do zwolnień pracowników. Natomiast jeśli zostaje orzeczona tzw. upadłość likwidacyjna, wówczas rzeczywiście kończy się to na ogół likwidacją zakładu i zwolnieniami — choć niekoniecznie. Nawet w stanie upadłości likwidacyjnej zakład może prowadzić działalność pod rządami syndyka, a w razie poprawy wyników można również na tym etapie doprowadzić do zawarcia układu z wierzycielami i redukcji długów.

W odrzuconych przepisach o restrukturyzacji szpitali chodziło przede wszystkim o to, aby szpitale, podobnie jak inni przedsiębiorcy, mogły skorzystać z takich form oddłużenia — a nie o to, aby stworzyć podstawy prawne do zwalniania pracowników. Jednak zawiłości jakże groźnie brzmiącej „upadłości” trzeba było zawczasu kompetentnie i fachowo objaśniać — zarówno protestującym pracownikom, jak i posłom.

Adam L.Kalus prezes Baupol Consulting