URE: GZE musi znów współpracować z hutą

Agnieszka Berger
opublikowano: 2002-02-26 00:00

Leszek Juchniewicz, prezes Urzędu Regulacji Energetyki, nakazał gliwickiemu dystrybutorowi energii niezwłoczne zawarcie umowy przesyłowej z Hutą Łaziska. Wszystko wskazuje jednak na to, że decyzja URE nie zakończy trwającego od wielu miesięcy sporu między GZE a HŁ.

Górnośląski Zakład Elektroenergetyczny musi podpisać z Hutą Łaziska umowę o przesył energii elektrycznej. Tak zdecydował prezes URE, nadając jednocześnie swojej decyzji klauzulę natychmiastowej wykonalności. Oznacza to, że werdykt urzędu — którego elementem jest wzór umowy, jaką mają zawrzeć między sobą zainteresowani — pozostanie wiążący, nawet jeśli któraś ze stron odwoła się od niego do Sądu Antymonopolowego.

Czy odwoła się GZE, jeszcze nie wiadomo. Oficjalnie spółka nie zna na razie werdyktu regulatora.

— Czekamy na pismo z URE. Dopiero po jego dogłębnej analizie podejmiemy decyzję w sprawie ewentualnego odwołania — mówi Piotr Kołodziej, prezes gliwickiej spółki dystrybucyjnej.

Jest wysoce prawdopodobne, że GZE — jak to zasugerował prezes URE — zwróci się do sądu powszechnego w sprawie odzyskania zaległych należności od huty. Będzie to już kolejne postępowanie dotyczące spornych rozliczeń między obiema firmami. Łączna suma roszczeń dystrybutora wobec HŁ sięga 200 mln zł.

Huta, której — w przeciwieństwie do GZE — spieszno było do zapoznania się z treścią decyzji urzędu, jest zadowolona z rozstrzygnięcia, ale nie do końca.

— Cieszymy się, że prezes URE nie uzależnił zawarcia nowej umowy przesyłowej od zapłaty przez hutę 16 mln zł żądanych przez dystrybutora. Jesteśmy również zadowoleni z faktu nadania decyzji regulatora klauzuli natychmiastowej wykonalności. Nie podoba nam się natomiast, że prezes URE nakazał nam rozliczanie się z GZE według maksymalnej ceny taryfowej i w systemie przedpłatowym. Nasze wątpliwości, co do zgodności z prawem energetycznym, budzą również przewidziane w umowie warunki jej zerwania — wylicza Krzysztof Mendecki, wiceprezes HŁ.

Rzeczywiście, zgodnie z oczekiwaniami spółki dystrybucyjnej, huta musi płacić GZE na trzy dni przed rozpoczęciem dostawy i z dziesięciodniową częstotliwością. Jeśli dystrybutor nie dostanie pieniędzy w terminie, ma prawo zaprzestać świadczeń na rzecz HŁ.

Największe niezadowolenie huty budzi jednak kwestia stosowanej przez dystrybutora ceny przesyłu energii. Właśnie jej zakwestionowanie zapoczątkowało spór pomiędzy odbiorcą i dostawcą. Huta nadal obstaje przy swoim, twierdząc, że cena powinna odzwierciedlać rzeczywiste koszty usługi.

— Nie wykluczamy odwołania się od niedzielnego werdyktu URE. Mamy dwa tygodnie, żeby podjąć decyzję w tej sprawie — zapowiada Krzysztof Mendecki.

Według wiceprezesa HŁ, przed Sądem Antymonopolowym nadal toczy się postępowanie dotyczące kwestionowanej przez hutę wcześniejszej decyzji regulatora.

Okiem eksperta

URE powinien szybko powrócić do zarzuconych w 2000 r. opłat przesyłowych węzłowych i dystansowych. Takie kalkulowanie cen przesyłu energii zapewniałoby odbiorcom opłaty na poziomie rzeczywistych kosztów tej usługi. Obecne zasady taryfowania, polegające na grupowaniu odbiorców i uśrednianiu stawek w obrębie grupy, powodują, że odbiorcy, których lokalizacja w sieci jest korzystniejsza, a zatem koszty przesyłu — niższe, subsydiują pozostałych. Ma to miejsce m.in. w przypadku Huty Łaziska. Trudno się dziwić, że HŁ nie chce własnym kosztem wspierać innych odbiorców energii. Z drugiej strony, nie można oczekiwać od GZE urealnienia opłat dla huty, jeśli nie będzie mu towarzyszyło urealnienie stawek dla pozostałych klientów. Dystrybutor musiałby pokryć różnicę z własnej kieszeni. Dlatego postawa GZE, choć merytorycznie niesłuszna, jest jedyną możliwą w ramach obowiązującego prawa. To zaś oznacza, że prawo jest wadliwe i wymaga natychmiastowej zmiany.

profesor Jan Popczyk Politechnika Śląska