Urzędnicy na czterech łapach

aktualizacja: 26-10-2017, 23:39

Julce jako jedynej w ratuszu Aleksandrowa Łódzkiego fryzjera opłaca gmina. W gabinecie burmistrza czuje się jak u siebie. Przychodzi tam czasem w odwiedziny, choć na co dzień urzęduje w centrum monitoringu. I doskonale wie, gdzie szef zwykle trzyma kanapki.

— No, troszkę się jej ostatnio przytyło — wyznaje ze skruchą Jacek Lipiński, burmistrz Aleksandrowa Łódzkiego już czwartą kadencję. Ale trudno się jej oprzeć. To pupilka całego urzędu. Julka jest średniej wielkości suką mieszańcem. Została odebrana właścicielowi oprawcy, który znęcał się nad nią, głodził, bił, obciął jej ogon... Dziś nie widać po niej tych przejść, jest ciepła i przyjacielska, wita petentów i pracowników — można powiedzieć: urzędnik idealny.

Pracownik nie tylko na papierze.
Wyświetl galerię [1/5]

Pracownik nie tylko na papierze.

Magistrat Aleksandrowa Łódzkiego przygarnął do swoich działów i podległych jednostek 14 zwierząt,w tym kota, który... zajmuje się głównie spaniem w szufladzie w dziale mediów. Urząd współpracuje ze schroniskiem„Psiakowo i spółka” w Piotrowicach pod Łowiczem, gdzie na adopcję czekają porzucone psy i koty Krzysztof Jarczewski

Dom na jesień życia

Wcześniej w centrum monitoringu urzędował Hadi, pierwszy pies adoptowany przez urząd miasta.

— Kiedy zobaczyłem go w schronisku, aż mi się serce ścisnęło. On już nie wierzył, że kiedyś znajdzie nowy dom. Prawdopodobnie był psem zagrodowym i kiedy się zestarzał, właściciel uznał, że staruszek nie jest mu potrzebny. Patrzyłem w smutne psie oczy i postanowiłem, że coś dla starych psów trzeba zrobić — opowiada burmistrz Lipiński. Tak narodził się pomysł pomocy najstarszym mieszkańcom schroniska. Hadi spędził w urzędzie rok jesieni życia, gdy odszedł, pustkę trzeba było wypełnić. „Poranne wejścia do pracy po odejściu naszego przyjaciela były przeraźliwie smutne...” — pisał na Facebooku burmistrz.

Wybór padł na dziesięcioletnią Julkę, która przed przygarnięciem przez schronisko przeszła istne piekło. Kolejne psiaki trafiły do siedzib Przedsiębiorstwa Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej, gdzie jest ujęcie wody. Łącznie w ratuszu i podległych mu jednostkach organizacyjnych pracuje 14 zwierząt — w tym kot w dziale mediów, głównie zajmujący się spaniem w szufladzie. —

Rzeczywiście, działania, które podjęliśmy dwa lata temu, by walczyć z psią bezdomnością, mają innowacyjny charakter w kraju. Najpierw była adopcja do urzędu najstarszych, często schorowanych psów, które nie miały szans na znalezienie domu, bo ludzie wolą brać młode, ładne. Nigdzie wcześniej w Polsce nikt nie wpadł na taki pomysł, choć opieka nad bezdomnymi zwierzętami to ustawowy obowiązek gminy. Potem ruszyliśmy z profilaktyką bezdomności. W rezultacie ludzie zaczęli masowo adoptować zwierzęta, urzędnicy też. Jeden z radnych dał dom dziewięciu kotom, co tydzień widzę na Facebooku informację, że kolejny adoptował pieska ze schroniska, z którym współpracujemy — opowiada Jacek Lipiński. Tym schroniskiem jest „Psiakowo i spółka” w Piotrowicach pod Łowiczem.

Promocja i interwencje

Burmistrz zapewnia, że współpraca układa się fantastycznie, często odbywają się wspólne sesje zdjęciowe promujące adopcje. Schronisko nawet wozi bezpłatnie psy do nowych właścicieli, również do odległych miast, np. do Krakowa.

— Skuteczna promocja adopcji spowodowała, że psy idą na cały świat. Ludzie nauczyli się wierzyć w słowo burmistrza, dlatego jeśli mamy trudny przypadek — psa starego, chorego, to burmistrz bierze udział w sesji i zwykle dom szybko się znajduje. Był taki psiak, który ledwie uszedł z życiem, właściciel go strasznie traktował, a teraz, jak widzimy na zdjęciach z Facebooka, leży na kanapie w Szkocji — informuje Katarzyna Rezler z Centrum Zarządzania Kryzysowego, koordynująca w urzędzie prozwierzęce akcje. W ostatnim roku nowe domy znalazły już 72 psy, z tego około 20 zabranych właścicielom. Na każde 10 zwierząt, które trafiają do schroniska, dziewięć wraca do właścicieli — to zguby, które odnajdują się dzięki akcjom internetowym i chipom.

— Bezwzględnie odbieramy zwierzęta ludziom, którzy się nad nimi znęcają albo trzymają je w bardzo złych warunkach. W tym roku odebraliśmy już 23 psy i trzy konie. Zdajemy sobie sprawę z tego, jaki sposób myślenia nadal pokutuje, zwłaszcza na wsiach — właściciel uważa, że pies ma wszystko, czego mu potrzeba. Gdy dostaje do ręki krowi łańcuch, który zapinał dookoła psiej szyi, wtedy dopiero się dziwi, jakie to ciężkie i zimne. Jeśli właściciel dobrze rokuje, to dajemy mu szansę na poprawę. Jeżeli natomiast się znęca, popełnia przestępstwo, wtedy odbieramy psy i kierujemy zawiadomienie do prokuratury. Te zwierzęta

nigdy nie wracają do oprawców. Mało takich spraw było dotychczas w Polsce, ale już zapadły pierwsze wyroki skazujące na karę bezwzględnego więzienia. Mamy nadzieję, że będą adekwatne do przewinienia. Do tej pory wymiar sprawiedliwości traktował to po macoszemu — wyjaśnia burmistrz.

Dobra kalkulacja

Jacek Lipiński, z wykształcenia prawnik, uważa, że skoro obowiązkiem gminy jest opieka nad bezdomnymi zwierzętami, to w urzędzie tak się właśnie dzieje — zwierzę dostaje karmę, ma gdzie mieszkać, ma opiekę medyczną. I wychodzi to taniej niż w schronisku.

— Pół roku temu po raz pierwszy zdarzyło się, że jako gmina, chyba jedyna w Polsce, nie mieliśmy ani jednego bezdomnego psa — tak też jest dzisiaj — a kiedyś było ich 300-400 rocznie — wylicza burmistrz.

Gmina wydawała co roku około pół miliona złotych na utrzymanie psów w schronisku, teraz to niecałe 120 tysięcy. — W tym roku mamy w budżecie zapisane 360 tys. zł na walkę z bezdomnością zwierząt, ale dwie trzecie tych pieniędzy wydajemy na profilaktykę — zapewnia Jacek Lipiński. Ta profilaktyka to prowadzone od dwóch lat bezpłatne czipowanie zwierząt, bezpłatna sterylizacja i kastracja, akcje w terenie.

— Prowadzimy je na wsiach, chodzimy od domu do domu z weterynarzem, który czipuje psy na miejscu, odwiedzamy wszystkie gospodarstwa. Jeśli ktoś się decyduje na sterylizację, finansujemy ją w stu procentach, a nawet zabieramy zwierzę samochodem do Aleksandrowa i odwozimy do domu po zabiegu. Staramy się też pomagać ludziom, którzy mają psy, a są w gorszej sytuacji finansowej. Prowadzimy akcję dostarczania bud na zimę ludziom, których na to nie stać. Ale stawiamy warunki — jeżeli pies jest na łańcuchu, muszą go wydłużyć, przełożyć na obrożę, pies jest od razu odpchlony, odrobaczany, szczepiony przeciwko wściekliźnie i dopiero wtedy właściciel dostaje nową budę. Potem raz w miesiącu odwiedzamy gospodarstwo i sprawdzamy warunki — opowiada Katarzyna Rezler.

Gmina zajmuje się też wolno żyjącymi kotami. W terenie działają koci opiekunowie — każdy ma najwyżej siedem zwierząt pod

opieką, wszystkie zaczipowane, wysterylizowane, odpchlone, odrobaczone. Na cztery koty przypada jedna budka, przez cały rok dostają karmę kupowaną przez gminę — miesięcznie to kilogram na kota latem i 2 kg zimą.

— Prowadzimy projekt „Kanapa, czyli z klatki do chatki”, pokazujemy na Facebooku adoptowane psy, jeździmy po szkołach, uczymy dzieci, żeby się nie bały wziąć do domu psa ze schroniska. Pokazujemy też psy, wydawałoby się „nieadopcyjne”, jak niewidomy trzynastolatek, który prawie całe życie przesiedział w schronisku. Teraz mieszka w Aleksandrowie. Nowi właściciele zameldowali, że niedawno zaczął szczekać! — cieszy się Katarzyna Rezler. Jacek Lipiński uważa, że przemiana zwierzęcia na lepsze w dobrym domu jest oczywista. Sam ma adoptowanego psa i kota.

— Moja suczka przeszła ogromną traumę — prawdopodobnie ktoś ją dusił. Nie można jej było założyć smyczy, uciekała, chowała się, nie dała się pogłaskać. Dziś mogę powiedzieć, że wreszcie mi zaufała — mówi burmistrz. Zdarza się, że gmina finansuje drogie zabiegi medyczne dla zwierząt, jeżeli właściciela na to nie stać. Czasem mniej uczciwi próbują to wykorzystać.

— Ktoś porzuca psa, na co mamy dowody, a twierdzi, że to pies bezdomny. Próbuje naciągnąć na finansowanie leczenia, na które ma pieniądze. Nie zrażamy się tym. Wciąż mamy nowe pomysły i przychodzą do nas ludzie z kolejnymi. Niedawno zgłosiła się firma ubezpieczeniowa, która postanowiła zasponsorować roczne ubezpieczenie od chorób i następstw nieszczęśliwych wypadków adoptowanego kota lub psa. Zaletą naszych projektów jest to, że włączają się w nie mieszkańcy. Dzięki stronom na Facebooku niejeden zgubiony pies wrócił do domu po kilkudziesięciu minutach — twierdzi Jacek Lipiński.

W sierpniu o gminie zrobiło się głośno w ogólnopolskich mediach, gdy burmistrz wyznaczył 2 tys. zł nagrody za wskazanie człowieka, który wyrzucił z samochodu starego psa, co zarejestrowały kamery monitoringu. Kudłata suczka siedziała w zaroślach w pobliżu miejskiej ciepłowni. Tam zobaczyła ją kobieta, która spacerowała z dzieckiem, przyniosła jedzenie i miskę z wodą. Następnego dnia suczka była w tym samym miejscu, ciężko oddychała, jej stan był coraz gorszy. Mieszkanka Aleksandrowa za pomocą Facebooka zaalarmowała burmistrza. Suczką zajęły się służby miejskie. W lecznicy weterynaryjnej okazało się, że ma około 13 lat, jest skrajnie odwodniona, ma guzy i jest w złym stanie. Podano jej elektrolity, zadbano, by jej stan się poprawił. Jacek Lipiński postanowił odszukać człowieka, który porzucił stare i chore zwierzę. Chodzi mu także o to, by sprawcę ukarać. Za porzucenie psa grozi nawet do dwóch lat pozbawienia wolności — stąd pomysł nagrody. Sprawcy jednak nie udało się ustalić, prawdopodobnie psa ukradziono właścicielowi. Dzięki akcji w mediach suczka wróciła do domu. Jednym z psów, które zatrudnił urząd, jest też Beksa.

— Podczas transportu płakał najgłośniej, stąd wzięło się imię. Ktoś go musiał skrzywdzić. Przednią łapkę ma źle zrośniętą po złamaniu. Trafił do Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji, gdzie ma budę i kojec, codziennie patroluje teren. A imię zmieniliśmy mu na Farciarza, bo nie ma już powodów do płaczu, odkąd do nas trafił — śmieje się burmistrz. &

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: EWA TYSZKO

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Urzędnicy na czterech łapach