Urzędnicy zamknęli firmę… faksem

Jarosław Królak
opublikowano: 2011-12-09 00:00

Irene produkuje i sprzedaje za granicą zbiorniki LPG. W Polsce nie może. Urzędnicy zabronili

W najbliższą niedzielę o godz. 19.30 w Telewizji Polsat kolejny odcinek programu „Państwo w państwie”, powstającego przy współpracy z „Pulsem Biznesu”. Na przykładzie firmy Irene (produkcja zbiorników gazu LPG) pokażemy, jak łatwo w Polsce urzędnicy mogą sparaliżować działanie przedsiębiorstwa. Mimo że Irene w lutym 2011 r. wygrała w sądzie, nadal nie może produkować na rynek polski, bo korzystny dla niej wyrok jest nieprawomocny. Nie wiadomo, kiedy sprawą zajmie się NSA. Tymczasem firma wpadła w poważne tarapaty. Zaczyna brakować na pensje dla pracowników.

— Jesteśmy na krawędzi. Walczymy o przetrwanie — mówi Janusz Ratomski, właściciel Irene.

Zabójczy donos

W 1996 r. Janusz Ratomski wymyśla biznes swojego życia — produkcja zbiorników na gaz LPG, wykorzystywany do napędu samochodów. Trafnie przewiduje, że rynek będzie się dynamicznie rozwijał, gdyż rosnące ceny benzyny i oleju napędowego zachęcają coraz więcej kierowców do montażu w autach instalacji gazowych. Zakłada firmę Irene. Fabryka w Dąbrówce Czarnej (pomorskie) z każdym rokiem zwiększa moce produkcyjne i zatrudnia coraz więcej pracowników.

— Przyjąłem zasadę, że połowę pracowników będą stanowiły kobiety. Uważam, że nie są gorszymi np. spawaczami niż mężczyźni — mówi Janusz Ratomski.

Jego zbiorniki uzyskują konieczną homologację Ministerstwa Infrastruktury. Idą jak woda. W 1999 r. sprzedaje nawet 130 tys. sztuk. Głównie na rynek polski. Zbiorniki Irene zaczynają też trafiać do Azji, Ameryki Południowej, krajów Unii Europejskiej. Niespodziewanie przychodzi kres sielanki. W październiku 2009 r. białostocka firemka montująca w pojazdach zbiorniki na gaz donosi do Transportowego Dozoru Technicznego (TDT), że trzy zbiorniki wyprodukowane przez Irene są nieszczelne.

— Urzędnicy skontrolowali trzy zbiorniki i ponoć wykryli jakieś usterki. Nie pokazano mi tych rzekomo wadliwych zbiorników. Nie pokazano nawet ich fotografii. Nie wiadomo, gdzie one są. Jestem pewny, że to nagonka na mnie i moją firmę — oskarża Janusz Ratomski. Kontrolerzy z TDT stwierdzili, że niektóre wyroby firmy Irene są niewłaściwej jakości, co zagraża bezpiecznej eksploatacji w pojazdach. Podejmują decyzję o zawieszeniu prawa firmy do wytwarzania stalowych zbiorników cylindrycznych i specjalnych (toroidalnych) na gaz LPG.

— Decyzja o zawieszeniu naszej działalności przyszła faksem. Nie wierzyłem własnym oczom, że w ten sposób cofnięto mi uprawnienia do produkcji zbiorników na rynek polski — opowiada Janusz Ratomski.

Dariusz Bakalarski, kierownik wydziału techniki TDT, tłumaczy, że zawieszenie uprawnień firmie Irene nastąpiło na skutek wprowadzenia do obrotu nieszczelnych zbiorników na gaz, co groziło wybuchem w samochodach osobowych. Jednak TDT zakazał sprzedawania jej produktów tylko na polskim rynku. Nie podważył tego prawa w odniesieniu do rynków zagranicznych. Właściciel firmy doszukuje się drugiego dna swoich kłopotów.

— Mam sygnały świadczące o tym, że wobec mnie toczy się nieczysta gra. Dowiedziałem się, że na moją firmę wydano wyrok: jeśli nie zniknie z rynku, ma być przez kogoś przejęta — mówi Janusz Ratomski.

W tej branży konkurencja jest duża. Jest o co walczyć. Obecnie w Polsce na LPG jeździ grubo ponad 2 mln samochodów. Jesteśmy jednym z największych w Europie rynków autogazu.

Walka o sprawiedliwość

Ratomski się nie poddał. Od decyzji TDT odwołał się do Ministerstwa Infrastruktury. Na nic się to zdało. Urzędnicy resortu utrzymali w mocy stanowisko TDT. — Nie miałem innego wyjścia, niż skierować sprawę do sądu. Na rozprawę sądową urzędnicy podmienili niektóre dokumenty. Jestem tego pewny, ponieważ razem z moim radcą prawnym kserowaliśmy zebrane materiały i zauważyliśmy to — dodaje Janusz Ratomski.

W lutym tego roku warszawski Wojewódzki Sąd Administracyjny (WSA) uchyla decyzję TDT w zakresie cofnięcia firmie Irene uprawnień do wytwarzania zbiorników cylindrycznych i toroidalnych. Sąd nakazuje resortowi infrastruktury zwrócenie Ratomskiemu kosztów postępowania i orzeka, że wadliwa decyzja TDT nie może być wykonywana. Problem w tym, że orzeczenie sądu nie jest prawomocne. Zakaz produkcji obowiązuje nadal. Ministerstwo odwołało się od wyroku do NSA. Irene też wniosła kasację do NSA.

— W sierpniu 2011 r. odwołaliśmy się od części uzasadnienia wyroku WSA, z którą się nie zgadzaliśmy. Modlę się o jak najszybsze orzeczenie NSA, aby móc wreszcie normalnie działać. Poinformowano nas, że NSA zajmie się sprawą najwcześniej za rok, czyli w sierpniu przyszłego roku. Dla naszej firmy może być za późno. Nie wiem, czy doczekamy. Zatrudniałem 180 osób. Część musiała odejść, bo nie starcza już na pensje. Straciłem już 6 mln zł — żali się Janusz Ratomski.

Zapytaliśmy w NSA, czemu Irene musi tak długo czekać.

— W ubiegłym roku do NSA wpłynęło 11,6 tys. skarg kasacyjnych. Sędziów jest tylko 93, zatem ich obłożenie jest bardzo duże. Do samej Izby Gospodarczej NSA, zajmującej się sprawami dotyczącymi działalności gospodarczej, trafiło w 2010 r. 2,6 tys. skarg kasacyjnych. W izbie tej pracuje 25 sędziów. Sprawy w NSA zasadniczo załatwiane są według kolejności wpływu. Średnio na rozpatrzenie kasacji trzeba oczekiwać od roku do półtora. Jednak w szczególnie uzasadnionych przypadkach zdarza się rozpatrzenie sprawy szybciej, poza kolejnością wpływu — mówi Wojciech Sawczuk z biura informacji sądowej NSA.

Sprawa Irene widocznie na to nie zasługuje. Dariusz Bakalarski wyznał reporterce Polsatu, że jego urząd jest zdziwiony tym, iż firma Irene szuka wsparcia w mediach, skoro postępowanie sądowe jeszcze się nie skończyło.

„Państwo w państwie”

Program tworzony przez redakcje Polsat News oraz „Pulsu Biznesu” jako jedyny w Polsce piętnuje przypadki nadużywania prawa oraz korupcji i nepotyzmu w relacjach państwo-przedsiębiorca. Scenariusz każdego z programów osnuty jest wokół szczególnie jaskrawego przypadku samowoli urzędniczej, której skutkiem jest bankructwo przedsiębiorstwa, przedsiębiorcy oraz utrata pracy przez pracowników. Dziennikarze ścigają takie przypadki, piętnują nieuczciwych urzędników i upominają się o sprawiedliwość. Ideą przewodnią programu jest walka z powszechnym w klasie urzędniczej przekonaniem, że wszyscy prowadzący działalność gospodarczą to potencjalni przestępcy

Zgłoś swój problem

Masz kłopoty z państwowym lub samorządowym urzędem czy instytucją? Czujesz, że jesteś krzywdzony, prokuratura bezpodstawnie Cię oskarża, Twój biznes jest niszczony, a urzędnicy nie dają Ci żyć? Zgłoś się do nas. Zajmiemy się najbardziej kontrowersyjnymi przypadkami. Będziemy je opisywać w „PB” i przedstawiać w Polsacie w programie „Państwo w państwie”. Nie ograniczymy się do jednorazowego nagłośnienia sprawy. Będziemy ją monitorować, naciskać urzędników, polityków i rząd. Nie zostawimy Cię samego. Pisz na adresy:

[email protected] oraz [email protected]

Harmonogram

W każdy piątek w „Pulsie Biznesu” — opis przypadku przedsiębiorcy pokrzywdzonego przez urzędników

W każdą niedzielę o 19.30 — start programu w głównym Polsacie, o godz. 20 — kontynuacja w Polsat News

W każdy poniedziałek — relacja z programu na stronie głównej pb.pl, stronie dedykowanej programowi pwp.pb.pl oraz w kanale wideo na stronie wideo.pb.pl.

W każdy wtorek — relacja z programu na łamach „Pulsu Biznesu” wraz z zapowiedzią tematu kolejnego programu.