Urzędnik nie ma prawa łamać Konstytucji

Wiktor Krzyżanowski
25-10-2002, 00:00

Z nieskrywaną dumą odnotowujemy, że opublikowany w „PB” z 22 października artykuł „Skarbówka podsłucha podatnika bez zgody sądu” odbił się szerokim echem zarówno w innych mediach, jak i w gabinetach Ministerstwa Finansów (MF). Po raz drugi udało nam się wywołać temat, który sprowokował biuro prasowe resortu nie tylko do sprostowania — co jest w przypadku MF czynnością raczej rutynową — ale także do wydania specjalnego komunikatu. Duma ta wynika z faktu, że oto po raz kolejny podnieśliśmy problem, który w sposób ewidentny godzi w wolność oraz równość obywateli i przedsiębiorców, a resort finansów próbuje go przepchnąć dla osiągnięcia dodatkowych dochodów budżetu. Przy okazji — rozumiemy, że ogrom pracy służb informacyjnych resortu finansów przerasta możliwości kadrowe. Co oczywiście nie zwalnia nikogo, z p.o. dyrektorem biura prasowego na czele, od dokładnego zapoznania się z tematem, który prostuje, czy w którego sprawie rozsyła komunikat.

A sprawa jest ewidentna. We wspomnianym artykule opisaliśmy wachlarz uprawnień służb skarbowych, które mają być usankcjonowane przyjętym przez rząd projektem ustawy. Chodzi o możliwość czytania korespondencji, podsłuchiwania rozmów, nagrywania i śledzenia obywateli, a także użycie siły czy broni palnej, w obronie interesu fiskusa. O ile jednak same metody policji skarbowej mogą co najwyżej budzić niesmak, o tyle fakt, że do ich zastosowania nie jest potrzebna zgoda sądu, wymaga protestu.

Konstytucja gwarantuje każdemu obywatelowi prawo do prywatności. Na jej straży stoją niezawisłe sądy. Zasada domniemania niewinności zabrania podejmowania jakichkolwiek działań przeciwko wolności obywatela bez decyzji sądu, sankcjonującej istnienie przesłanek dla popełnienia przestępstwa. To znaczy, że nikt w Polsce — i każdym innym cywilizowanym kraju — nie może być zatrzymany, podsłuchiwany czy inwigilowany na podstawie decyzji tego czy innego urzędnika-polityka. Taką decyzję może wydać tylko niezawisły sąd.

Tymczasem we wspomnianym projekcie pojawia się zapis: „w przypadkach nie cierpiących zwłoki, gdy zachodzi obawa utraty informacji lub zatarcia dowodów przestępstwa, Generalny Inspektor Kontroli Skarbowej może zarządzić, po uzyskaniu pisemnej zgody Prokuratora Generalnego, kontrolę operacyjną, jednocześnie zwracając się do sądu z wnioskiem o wydanie postanowienia w tej sprawie”. Mówiąc po polsku: wiceminister finansów (polityk) i minister sprawiedliwości (też polityk) — lub ich pełnomocnicy — mogą zarządzić inwigilację, kiedy uznają, że przypadek nie cierpi zwłoki. Ciekaw jestem, jaki przypadek inwigilacji zwłokę cierpi?

I o to tu chodzi. By żaden polityk czy inny urzędnik nie miał prawa podsłuchiwać mnie, nagrywać, zaglądać do korespondencji, zatrzymywać czy strzelać tylko dlatego, że sprawa nie cierpi zwłoki. O podjęciu takich działań MUSI każdorazowo decydować sąd. Tak jest w całym cywilizowanym świecie. Tak jest także w Polsce.

Rozumiemy frustrację urzędników resortu finansów, którzy starają się sprostać panującej powszechnie w gmachu przy Świętokrzyskiej modzie na skuteczność w poszukiwaniu dodatkowych dochodów. Ale są granice paranoi. Widocznie przypadek konstytucyjnych wątpliwości, dotyczących abolicji i deklaracji majątkowych, niczego urzędników nie nauczył. Na szczęście pozostaje prezydent Aleksander Kwaśniewski, który już raz pokazał, że wszelkie zaklęcia czy gadżety ministra finansów są dla niego niczym wobec podstawowego zadania, jakim jest obrona przestrzegania Konstytucji. I dobrze. Może za którymś wnioskiem do Trybunału urzędnicy zrozumieją. Choć to oczywiście pobożne życzenie.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wiktor Krzyżanowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Urzędnik nie ma prawa łamać Konstytucji