Urzędy marnują pieniądze na sprzęt

Kamil Kosiński
opublikowano: 2004-05-05 00:00

Urzędy najczęściej wydają na IT po 50-300 tys. zł rocznie. Większość pieniędzy przeznaczana jest na zakupy sprzętu. Niepotrzebnie...

W marcu 2004 r. Instytut Badania Opinii i Rynku Pentor przeprowadził badanie stanu informatyzacji polskiej administracji publicznej. Analiza objęła 167 instytucji. Pięćdziesiąt z nich to urzędy centralne. Reszta to urzędy gmin. Badane samorządy musiały przy tym dysponować budżetem wysokości co najmniej 30 mln zł..

Wydatki na informatykę wszystkich badanych instytucji mieściły się najczęściej w przedziale 50-300 tys. zł rocznie. Taką deklarację złożyli przedstawiciele 41 proc. badanych urzędów. Instytucje centralne były przy tym wyraźnie zasobniejsze. W co trzeciej z nich środki przeznaczane na IT przekraczały 300 tys. zł. W przypadku samorządów lokalnych niespełna 10 proc. mogło się pochwalić takimi nakładami na informatykę.

Komputery bez umiaru

Z badania wynika, że większa część środków przeznaczanych na informatykę trafia do dostawców sprzętu. Wydatki hardware’owe to z reguły 53 proc. wszystkich wydatków administracji na informatykę.

W najbliższym czasie przewaga wydatków sprzętowych nad software’owymi raczej się nie zmieni. Blisko dwie trzecie badanych urzędów chce w 2004 r. kupić nowe komputery. Podobne wydatki w roku 2005 planuje 47 proc. instytucji.

Inwestycje software’owe oczywiście też są deklarowane. Jednak ich natężenie jest wyraźnie mniejsze od zakupów sprzętu. Zakupy oprogramowania w roku 2004 deklaruje tylko 46 proc. badanych instytucji. Podobne plany na rok 2005 ma — jeszcze mniej — zaledwie 37 proc. urzędów.

Wydaje się przy tym, że informatycy z sektora publicznego nie mają raczej pojęcia o możliwościach zwiększania wydajności systemów IT innymi metodami niż kupowanie wciąż nowych, lepszych, ale również droższych komputerów.

O technologiach terminalowych, pozwalających na długoletnie używanie tych samych maszyn biurkowych pomimo zwiększania się wymagań aplikacji słyszało zaledwie 29 proc. badanych szefów IT z sektora publicznego. Tego typu rozwiązania wykorzystuje się zaś tylko w dwóch, spośród prawie 170 badanych, urzędów.

— Systemy terminalowe, zwane też systemami centralnego przetwarzania danych, a do takich rozwiązań zalicza się infrastruktura dostępowa Citrix, oddzielają aplikacje od komputerów użytkowników końcowych. Dzięki temu z najnowszych wersji oprogramowania można efektywnie korzystać nawet na starych maszynach biurkowych. Nie trzeba tak często wymieniać komputerów na nowe, a zaoszczędzone środki można przeznaczyć na zakupy nowych aplikacji — tłumaczy Klaus Scheibe, dyrektor marketingu odpowiedzialny za region Europy Środkowej w Citrix Systems.

O tym, że nie jest to teza bez pokrycia, świadczą badania. Z analizy Pentora i czeskiego Tamboru wynika, że przeciętny komputer pracuje w polskim urzędzie o 4 lata krócej niż w Czechach, gdzie w 70 proc. przypadków aplikacje zainstalowane są wyłącznie na serwerach, a nie na komputerach użytkowników końcowych.

Można by też zaryzykować tezę, że pozwoliłoby to na ogólne obniżenie wydatków na utrzymanie działów IT. Trudno bowiem stwierdzić, że polski sektor publiczny jest jakoś szczególnie niedoinwestowany soft-ware’owo. Z analizy Pentora wynika, że przeciętna instytucja publiczna korzysta aż z 24 różnych programów komputerowych.

Zaganiany administrator

Zaledwie w 46 proc. badanych urzędów dystrybucja tego oprogramowania przynajmniej w niektórych przypadkach odbywa się w sposób automatyczny. Jednocześnie w 86 proc. instytucji przynajmniej czasami, aby dokonać tzw. upgrade’u lub instalacji zupełnie nowej aplikacji, informatyk odwiedza stanowiska pracy poszczególnych użytkowników. Jak mozolna to praca, świadczą liczby. W przeciętnej instytucji centralnej pracują 1223 osoby. W badanych urzędach gmin — 135. Prawie 80 proc. z nich korzysta z komputerów. Biorąc pod uwagę liczbę zatrudnionych informatyków, na jednego administratora przypada 48 pecetów. Do tego należy dodać odległości pomiędzy poszczególnymi biurami. Co prawda aż 40 proc. badanych urzędów nie ma żadnych filii, oddziałów itp., jednak nawet więcej niż połowa gmin o przychodach powyżej 30 mln zł takie jednostki terenowe posiada. Spośród instytucji centralnych tylko 22 proc. mieści się w jednej lokalizacji.

— Ręczna instalacja oprogramowania na wielu komputerach biurkowych jest czasochłonna, a przez to droga. W systemach terminalowych oprogramowanie instaluje się i uaktualnia tylko na centralnym serwerze, z którego może być udostępniane użytkownikom nawet z biur terenowych. Z naszych doświadczeń wynika, że prawdopodobieństwo wystąpienia jakiegoś błędu przy wykorzystaniu narzędzi do automatycznej dystrybucji oprogramowania wynosi zaledwie 5 proc. Poza tym, administratorzy mogą łatwiej utrzymywać efektywność takiego centralnego systemu niż instalacji rozproszonych — komentuje Klaus Scheibe.