USA: recesja bez recesji

Jacek Kowalczyk
05-08-2008, 00:00

Za Atlantykiem nastroje coraz gorsze. Takiej zapaści nie było od lat trzydziestych ubiegłego wieku — mówią eksperci.

Amerykańscy ekonomiści oceniają, jak ich gospodarka radzi sobie z kryzysem

Za Atlantykiem nastroje coraz gorsze. Takiej zapaści nie było od lat trzydziestych ubiegłego wieku — mówią eksperci.

Czegoś takiego amerykańska gospodarka jeszcze nie doświadczyła. Stany Zjednoczone po raz pierwszy w historii znalazły się w fazie recesji, mimo że PKB nadal rośnie. Recesja bez recesji — mówią ekonomiści zza oceanu, którzy specjalnie dla „PB” diagnozują sytuację w USA (czytaj na dole).

Rzut beretem

W czerwcu Amerykanie wzbogacili się o 0,1 proc. — wynika z opublikowanych wczoraj danych departamentu handlu USA. To dobrze obrazuje stan całej gospodarki Stanów Zjednoczonych: idzie ona do przodu, ale w dramatycznie niskim tempie. Mało tego, wiele bardzo ważnych dla równowagi gospodarczej wskaźników pogarsza się. Stopa bezrobocia i inflacja rosną, a popyt na towary maleje.

— Najgorsze jednak ciągle jest przed nami. Amerykańska gospodarka odbije się od dna dopiero, kiedy przestanie pogarszać się sytuacja na rynku nieruchomości, a to musi potrwać — mówi Peter Kretzmer, ekonomista Bank of America.

To zła wiadomość nie tylko dla mieszkańców USA. Geograficznie Polskę dzieli od Ameryki wiele tysięcy kilometrów, ale odległość między obiema gospodarkami jest znacznie mniejsza. Dlatego zła sytuacja za oceanem źle nam wróży.

— Chociaż coraz częściej pojawiają się głosy, że gospodarka amerykańska traci na znaczeniu, jej wpływ na sytuację ekonomiczną w Polsce nadal jest bardzo duży. Warto więc obserwować wydarzenia w USA — mówi Marcin Mróz, główny ekonomista Fortis Banku.

Dwie drogi do NY

Gospodarka amerykańska oddziałuje na naszą dwoma kanałami.

— Pierwszy wiąże się z handlem. Ewentualna recesja w USA negatywnie przekłada się na gospodarkę europejską: firmy ze strefy euro wysyłają dużo swoich towarów właśnie za ocean. A jeśli kłopoty będą mieli eksporterzy Eurolandu, ucierpią też nasi producenci — mówi Maja Goettig, ekonomistka Banku BPH.

Kraje UE są obecnie odbiorcą blisko 80 proc. polskiego eksportu, nasi producenci często wytwarzają podzespoły do towarów sprzedawanych w Ameryce.

— Czynnikiem łagodzącym negatywny wpływ spowolnienia w Europie na Polskę jest rosnące zróżnicowanie geograficzne eksportu — dodaje Maja Goettig.

Drugi pas transmisyjny z USA do Polski to rynek kapitałowy.

— Nastroje na Wall Street bezpośrednio przekładają się na decyzje inwestorów na całym świecie, również na Giełdzie Papierów Wartościowych. Sytuacja w Stanach Zjednoczonych kształtuje też kurs euro do dolara, a to od niego zależy siła naszej waluty — tłumaczy Marcin Mróz.

Gospodarka jest bliska stagnacji…

Gospodarka USA od kilku kwartałów balansuje na granicy recesji — to skutek kryzysu na rynku kredytów hipotecznych, który dał o sobie znać pod koniec 2007 roku. Do tej pory Amerykanom udawało się utrzymywać dynamikę PKB na plusie, choć od zera dzieliły ją ułamki procenta. Pozytywny wynik to zasługa handlu zagranicznego (eksportu). W I kwartale wzrósł o 5,5 proc. kwartał do kwartału. Według ekonomistów, drugi kwartał może przynieść nawet dwucyfrową dynamikę.

okiem eksperta

Peter Kretzmer

ekonomista Bank of America

Najgorsze ciągle przed nami

Chociaż zatrudnienie i dochody spadają, PKB i inne wskaźniki delikatnie rosną. Może się więc okazać, że to będzie pierwsza recesja z dodatnią dynamiką rozwoju gospodarczego. Najbardziej dotkliwym objawem kryzysu jest spadek sprzedaży domów, dynamiki budownictwa i utrata wartości nieruchomości. Duże napięcie panuje też na rynku finansowym — od problemów ze spłatą kredytów hipotecznych po zacieśnienie kryteriów udzielania kredytów. Najbardziej widoczną oznaką tych napięć była strata zaufania do banku inwestycyjnego Bear Stearns i do władz odpowiedzialnych za sektor budownictwa. Przed nami jednak kolejne kwartały delikatnego wzrostu połączonego z dalszym wzrostem stopy bezrobocia i spadkiem przychodów.

…Amerykanie stali się mniej rozrzutni…

Amerykański styl życia kojarzy się przede wszystkim z konsumpcją. Jednak odkąd do domów mieszkańców USA zawitało widmo recesji, zaczęli oni ograniczać wydatki. Po wybuchu kryzysu na rynkach kredytowych, nagle wysokość rat kredytowych wielu Amerykanów gwałtownie poszła w górę, a wartość ich nieruchomości spadła. Sytuację pogorszyły jeszcze rekordowo wysokie ceny ropy naftowej i żywności. Dynamika konsumpcji spadła przez to do jednego procenta.

okiem eksperta

John Bilardello

ekonomista Standard and Poor’s

Czas oszczędności

Konsumpcja w Stanach Zjednoczonych w dużej mierze zależy od cen energii. Ich poziom wpływa na wiele innych procesów, które dzieją się na rynku. Widzimy wysokie ceny ropy, prądu, ogrzewania, a także metali i żywności oraz spadek wartości nieruchomości. Jeśli spojrzymy do źródeł tych zmian, znajdziemy tam wiele zależności. Ta seria zdarzeń bardziej dotyka gospodarstwa domowe niż przy poprzednich osłabieniach koniunktury. Mocno ucierpiał sektor motoryzacyjny, cierpią linie lotnicze. Ludzie znacznie mniej podróżują. Nie widzimy na razie dramatycznych ruchów w sprzedaży detalicznej i gastronomii, ale tu też spodziewamy się spadku — w takich czasach, jak obecne, ludzie zwykle kupują mniej ubrań, rzadziej chodzą do restauracji.

…a miejsc pracy ubywa…

USA przez lata były krajem o rekordowo niskim bezrobociu. Jeszcze rok temu bez zatrudnienia było niewiele ponad 4 proc. zdolnych do pracy mieszkańców USA. W czerwcu 2008 r. stopa bezrobocia wynosiła 5,5 proc. i wszystko wskazuje na to, że nadal rośnie. Ekonomiści przewidują, że będzie jeszcze gorzej. Z prognoz Merill Lynch wynika, że w połowie przyszłego roku stopa bezrobocia wzrośnie do 7 proc. (według Eurostatu bezrobocie w Polsce wyniosło w czerwcu 7,3 proc.)

okiem eksperta

Sheryl King

ekonomistka Merill Lynch

Czegoś takiego jeszcze nie było

Tracimy miejsca pracy od sześciu miesięcy. Czegoś takiego gospodarka amerykańska nigdy wcześniej nie doświadczyła, niezależnie od tego, czy jest już w fazie recesji, czy się do niej zbliża. A najgorsze ciągle przed nami. Gospodarka Stanów Zjednoczonych doświadcza najgorszego kryzysu finansowego od lat trzydziestych ubiegłego wieku. Zacieśnianie się kredytów i spadek wartości aktywów będą postępować. Ciągle nie widzieliśmy jeszcze najgorszych skutków napięć na rynku kredytowym. Kryzys w tym sektorze będzie negatywnie wpływał na gospodarkę falami przez kilka kolejnych lat.

…w dodatku ceny rosną

nflacja to dziś problem globalny — kraje takie jak Chiny czy Indie rozwijają się w zawrotnym tempie, przez co na całym świecie rośnie popyt na żywność i ropę naftową. I właśnie ceny w tych dwóch kategoriach rosły w ostatnich kwartałach bardzo szybko — również w USA. Fed ma przez to dylemat — walka z inflacją przeszkadzałaby w wychodzeniu z kryzysu gospodarczego. Dlatego władze monetarne USA zdecydowały się drastycznie ciąć stopy procentowe i prędko ich nie podniosą.

okiem eksperta

Ian Morris

ekonomista HSBC Securities USA

Fed ma swoje priorytety

Według naszych prognoz, wskaźnik inflacji w 2008 r. wyniesie 3,9 proc. — o 1,4 pkt proc. więcej niż w roku ubiegłym. Ceny będą rosły w stosunkowo wysokim tempie przez kilka kwartałów. Jednak inflacja bazowa po wyłączeniu cen żywności i energii wyniesie 2,1 proc., czyli tyle samo co przed rokiem. Dlatego uważamy, że Rezerwa Federalna utrzyma stopy procentowe na niezmienionym poziomie przez cały obecny rok. W ostatnim czasie wzrosło jednak prawdopodobieństwo, że w ciągu najbliższych kilku miesięcy stopy spadną o 50 pkt baz. — do 1,5 proc. Wcześniej oczekiwaliśmy, że pierwsza podwyżka nastąpi

najwcześniej w czerwcu 2009 r.

Teraz uważamy jednak, że Fed wstrzyma się z tym krokiem o kolejne cztery miesiące.

cztery pytania do...

Steven Hess:

Eksporterzy bohaterami Ameryki

1Czy Stany Zjednoczone są już recesji?

Steven Hess, ekonomista Moody’s: Technicznie gospodarka nie jest w recesji. Przez rok PKB urósł o 1 proc. w pierwszym kwartale 2008 r. — to niski poziom, ale jesteśmy na plusie. Jednak w pierwszym kwartale popyt krajowy był ujemny i tylko eksportowi netto zawdzięczamy pozytywny wynik. Firmy i gospodarstwa domowe odczuwają już kryzys, zatrudnienie spada. Dane z drugiego kwartału nie są jeszcze znane, ale ulgi podatkowe przyznane przez rząd i dobre wyniki eksportu powinny utrzymać dynamikę PKB powyżej zera. Niestety, ciągle nie dotknęliśmy dna. Sytuacja na rynku mieszkaniowym będzie się pogarszała, dopiero w 2009 r. zacznie się stopniowo poprawiać. Inwestycje w przedsiębiorstwach również nadal są niewielkie.

2Która część amerykańskiej gospodarki najbardziej ciągnie ją w dół?

Najsłabszym ogniwem jest sektor mieszkaniowy. Z jednej strony do niedawna wysokie stopy procentowe zniechęcały do kupowania domów, z drugiej — budżety gospodarstw domowych zostały nadwyrężone przez rosnące ceny paliw. Sprzedaż nieruchomości spadła więc o ponad 20 proc. w tym roku, mimo że ceny domów i mieszkań również idą w dół.

3Czy obecny poziom inflacji to dla gospodarki amerykańskiej duże zagrożenie?

Chociaż wskaźnik inflacji wzrósł do 5 proc., inflacja bazowa po wyłączeniu cen żywności i energii wynosi tylko 2,4 proc., a temu właśnie wskaźnikowi Fed przygląda się mocniej. Bank centralny może więc spokojnie zostawić stopy procentowe na niskim poziomie, żeby przeciwdziałać powolnemu wzrostowi gospodarczemu. Stopy pójdą w górę dopiero w 2009 r.

4Jak długo zajmie sprowadzanie inflacji w USA do bezpiecznego poziomu?

To zależy przede wszystkim od cen energii. Jeśli ceny ropy naftowej spadną, to będą oddziaływały na wskaźnik całej inflacji. Jednak niski wzrost gospodarczy powinien powstrzymywać inflację bazową od zbyt dużego wzrostu.

Jacek

Kowalczyk

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Surowce / USA: recesja bez recesji