Bliskość ważnych wsparć na WIG20 nie jest dostateczną zaporą do uruchomienie popytu, co udowodniły pierwsze dni lutego. Większą nadzieję na mobilizację kupujących może zagwarantować poprawa klimatu na zagranicznych parkietach. Niewielki impuls wzrostowy dotarł na koniec tygodnia zza Atlantyku. Może szansa na uspokojenie nastrojów znajdować się też w dacie. Dzisiaj mamy piątek, 13-ty dzień miesiąca. Takie spekulacje nie mieszczą się jednak w pragmatyzmie dużych funduszy i gra pod taki scenariusz jest ryzykowna. Rozwój wydarzeń na europejskich giełdach uwarunkowany będzie przez dane o dynamice PKB Niemiec, Francji oraz całego Eurolandu za IV kw. Prognozy nie są optymistyczne, ale ostatnio niektóre wskaźniki makro potrafią zaskakiwać.
Zachowanie inwestorów z Wall Street wprawia ostatnio w zakłopotanie
interpretacyjne. O ile intencje niedźwiedzi są oczywiste- sprowadzić wyceny
spółek i indeksy do jak najniższego poziomu, to już zamiary i cele ich
adwersarzy nie są już tak pewne.
Dziwić może alergia jaką wykazują
nowojorskie giełdy na plan wsparcia gospodarki przedstawiony przez waszyngtońską
administrację i na nowy program ratowania systemu bankowego, zaprezentowany
przez Timothy Geithner’a. Pierwszy był już znany od dawna i trudno tu mówić o
jakimś zaskoczeniu, a z kolei przecieki o kształcie wsparcia amerykańskich
banków pojawiły się w nocy z poniedziałku na wtorek, na azjatyckich portalach
ekonomicznych. Mimo to wtorkowa sesja na Wall Street rozpoczęła się od
umiarkowanych spadków i dopiero wystąpienie Sekretarza Skarbu nagle wprowadziło
popłoch w szeregi graczy. Trudno jednak uwierzyć, żeby inwestorzy byli tak
naiwni i rynek oczekiwał od niego zapewnień, o szybkim przełamaniu recesji i
zbliżaniu się boomu gospodarczego.
Wczoraj na giełdy dotarły lepsze od
zakładanych dane makroekonomiczne. Liczba osób ubiegających o zasiłek wyniosła
623 tys. i była minimalnie mniejsza niż tydzień wcześniej. Sprzedaż detaliczny
wzrosła o 1 proc. mdm i była to pierwsza zwyżka od 7 miesięcy. Prognozy
straszyły kolejnym spadkiem, chociaż były sygnały o poprawie sytuacji na rynku
konsumentów. Odczyt grudniowych zapasów hurtowników okazał się niższy od
szacunków i wyniósł minus 1,3 proc., ale tu spadek może oznaczać odłożenie
potencjalnego popytu i nie powoduje paniki. Także raport o zmniejszeniu się cen
domów o 12,4 proc. do średniej wartości 180 tys. dolarów nie mógł wprowadzić
nerwowości. Tym bardziej, że potwierdził odpowiedzialność za załamanie się
rynku nieruchomości trzech stanów- Kalifornii, Florydy i Nevady. To tego doszedł
lepszy kwartalny zysk Coca Coli.
Również gwałtowny spadek kursu ropy naftowej na ostatnich sesjach zaskakuje, tym bardziej, że jej cena traktowana jest jak barometr koniunktury giełdowej. W poprzednim miesiącu sprzedaż benzyny w USA wzrosła o 2,6 proc. Ostatni raport MAE, która monitoruje rynek, zakłada globalny spadek zużycia tego surowca do 84,7 mln bbl/d, w 2009 r., a to po obniżce wydobycia przez OPEC oznacza względną równowagę.
Przy takich danych jakie dotarły na nowojorskie parkiety, indeksy jeszcze
tydzień temu wystrzeliłyby w górę, a tym razem przez większą część sesji
absolutną dominację ponownie przejęła podaż. Te dziwne ruchy powstają przy
widocznej od kilku tygodni przewadze kupujących, co skutkuje często łatwością
podnoszenia indeksów. Czwartek był tego dobitnym przykładem. Amerykańskie byki
prowadzą zaskakującą i hazardową grę, ale może im to przynieść później pokaźne
zyski.