Wcześniejsza wersja, o której prezes NBP Marek Belka powiedział, że „to jest po prostu zło”, budziła obawy jakoby mogłaby poczynić znaczne szkody w gospodarce.

W środę złoty umocnił się względem wspólnej waluty aż o 0,8 proc. do 4,31 zł za euro i w sumie o 3 proc. od momentu największego dołka z końca maja.
- Wydaje się, że przeważył zdrowy rozsądek i polskie banki mogą odetchnąć z ulgą, że najgorszy scenariusz zakładający poniesienie przez nie największych kosztów i tym samym zagrażający stabilności systemu bankowego, zostanie uniknięty – powiedział w rozmowie z ft.com Piotr Matys z Rabobanku.
Jego zdaniem ten rajd złotego ma szanse pewnej kontynuacji, zwłaszcza, że Rezerwa Federalna Stanów Zjednoczonych wydaje się mniej chętna do podniesienia stóp latem w związku ze słabymi danymi z rynku pracy.
Jednocześnie ostrzega jednak, że złoty i inne waluty Europy Środowo-Wschodniej “będą najbardziej podatne wśród rynków wschodzących, jeśli Wielka Brytania zagłosuje za wystąpieniem z UE” i niezależnie od rezultatu „awersja do ryzyka może zwiększyć się przed referendum”, które ma się odbyć 23 czerwca.
