20 czerwca to, według Wojciecha Tabisia, dyrektora departamentu energetyki w Ministerstwie Gospodarki, Pracy i Polityki Społecznej, termin, w którym rząd musi zdążyć z przygotowaniem projektu ustawy (wraz z rozporządzeniami) likwidującej energetyczne kontrakty długoterminowe (KDT).
Sposób rozwiązania KDT zaproponowany przez Polskie Sieci Elektroenergetyczne (PSE) został już zaakceptowany przez zespół ds. rynku energii kierowany przez Marka Kossowskiego, wiceministra gospodarki, pracy i polityki społecznej. Podczas ubiegłotygodniowego posiedzenia zespołu uzgodniono, że w najbliższych dniach projekt trafi pod obrady rządu. W porządku obrad Rady Ministrów (RM) znalazł się nawet punkt dotyczący budowania konkurencji na rynku energii, jednak posiedzenie przełożono i dziś już nie wiadomo, czy RM zajmie się rozwiązaniem KDT teraz, czy dopiero gdy powstanie projekt ustawy.
— Sposób likwidacji kontraktów zyskał już akceptację zespołu, ale wciąż jest szereg wątpliwości dotyczących szczegółów. Chodzi m.in. o bezpieczeństwo budżetu państwa, na którym spoczęłyby finansowe gwarancje związane z realizacją projektu — wyjaśnia Wojciech Tabiś.
Likwidacja kontraktów na dostawę energii — zawartych w latach 90. między jej producentami a PSE — pociągnie za sobą konieczność wypłacenia rekompensat elektrowniom rezygnującym z umów. Odszkodowanie miałyby być sfinansowane z emisji euroobligacji (chodzi o blisko 11 mld zł) przez specjalnie powołaną spółkę. Papiery byłyby gwarantowane przez rząd.
W ramach KDT sprzedaje się dziś około 60 proc. energii elektrycznej. Według niektórych ekspertów, kontrakty są jedną z najpoważniejszych barier w budowaniu konkurencyjnego rynku energii.