Utknij w powidoku

Weronika A. Kosmala
19-09-2017, 22:00

Utkin, Utkin, chyba nie kojarzę — odpowie prawdopodobnie Kowalski, bo to nie o Bolesława Utkina trzeba pytać, tylko o Bogusława Lindę.

Okno wychodziło na skrzyżowanie, kawałek powojennej Łodzi. Czasem trochę przez nie raziło i wtedy jeszcze bardziej starał się nie odwracać wzroku — mrużąc powieki, siedział przed obrazem na wytartych deskach podłogi. Ze dwie plamy farb rozrobione na płaskim talerzu, obok drewniane kule i od dawna tylko lewy but. W ostatnim filmie Andrzeja Wajdy, oczy Bogusława Lindy miały patrzeć tak, jak patrzył Strzemiński, a dłoń malować tytułowe powidoki — obrazy, które powstają na zamkniętej powiece, kiedy wcześniej widzi się coś w świetle.

CZARNY KWADRAT:
Wyświetl galerię [1/2]

CZARNY KWADRAT:

Bolesław Utkin bardzo długo przebywał w otoczeniu Władysława Strzemińskiego, co wyraźnie przełożyło się na charakter jego prac. Czysta, geometryczna kompozycja ma cenę wywoławczą 9 tys. zł i estymację do 15 tys. zł. [FOT. GALERIA RYNEK SZTUKI]

Powidoki słońca, powidoki rzeczy stanowiły końcowy etap twórczy Strzemińskiego, który zmarł w nieprzyjaznym mu ustroju w 1952 r. Gdyby inwestor miał do wyboru którykolwiek z pozostawionych przez niego obrazów, nie musiałby się długo zastanawiać, jednak trudno mówić w ogóle o dzisiejszym rynku, jeśli wspomina się czasy, w których awangardowe prace zrywano ze ścian i łamano ich blejtramy. Powidoki zostały na powiekach młodych twórców, odwiedzających tę pracownię z oknem i wytartą podłogą, a każdy z tych uczniów Strzemińskiego zachował z nich coś innego. Myśląc o zakupie sztuki, warto ich poznać, wracając na trochę do pozostawionej przez malarza Łodzi.

Sztuka władzy

Przeglądając katalogi aukcji, często napotykamy takie zwroty, jak czyjś krąg albo jakieś środowisko, a w związku z tym, że Strzemiński był współzałożycielem łódzkiej uczelni dla plastyków, jego krąg był naprawdę szeroki. Bolesław Utkin znalazł się w nim po raz pierwszy na początku lat 30., kiedy nauczyciel przygotowywał m.in. wystawę awangardowej kolekcji w specjalnie przygotowanej do tego sali.

Po wojnie, Salę Neoplastyczną w łódzkim muzeum zaaranżowano od nowa, a prace zawisły i stanęły na swoich miejscach — nie na długo, bo okazały się nieprzydatnie puste, bez żadnej nośnej wiadomości o sojuszu robotniczo-chłopskim. Strzemiński chciał uwolnić sztukę o jakiejkolwiek historii, tworzyć malarstwo czyste, działające na widza nie poprzez jakąkolwiek treść, tylko poprzez elementy artystyczne: kolor, kształt, linie podziałów. Neoplastycyzm rozwijał się w różnych ośrodkach Europy, ale Strzemiński był dla tego nurtu prawdziwym naukowcem — zupełnie bezużytecznym dla władzy, podobnie jak sala, którą rozebrano.

Po śmierci malarza, odtworzył ją jego uczeń, Utkin, malując wszystko jak na zdjęciach: ściany, podłogę, sufit w geometryczne bryły czerni, bieli i trzech podstawowych kolorów. Rozumiał tamtą myśl, ideę czystej sztuki, działanie kształtów i stosował ją w swoich pracach.

Czasem jego formy były miękkie, jak jakieś organizmy, a czasem ostro geometryczne, jak trójkąty, kwadrat i koło z obrazu wystawionego na najbliższą aukcję. Kompozycja Utkina licytowana będzie od 9 tys. zł i pójdzie pod młotek 23 września razem z kilkoma innymi pracami artystów pozostawionych przez Strzemińskiego — w domu aukcyjnym Rynek Sztuki w Łodzi.

Kobro brak

Bywało, że kradziono maszynę do pisania, ale przepisywano też ręcznie, po cichu i w domu. „Teoria widzenia” Władysława Strzemińskiego miała nie ujrzeć już światła, ale studenci powielali ją tak, że dotarła nawet na Górny Śląsk, gdzie awangardowe środowisko tworzył m.in. Lech Kunka.

On też skończył szkołę w Łodzi i uciekał przed sztucznym, przyciężkawym socrealistycznym malarstwem. Jego praca z 1966 r., którą wystawi Rynek Sztuki, powstała już po odwilży, a jej cena wywoławcza to 2,5 tys. zł — nie opowiada jednak niczego zmyślonego, tylko przedstawia jedno różowe koło.

Podobnie jest z dwoma projektami tkanin autorstwa innego artysty tworzącego w łódzkim kręgu: pierwsza z progiem 3,9 tys. zł przypomina plamki powidoków, druga abstrakcyjne fale. Są pracami Stefana Wegnera, artysty z pokolenia Strzemińskiego, pozostającego w bliskiej relacji z nim, Henrykiem Stażewskim i Katarzyną Kobro. Obraz Stażewskiego — chociaż z lat 80. — również znalazł się we wrześniowym katalogu, ale z ceną startową 11,5 tys. zł i w znanych z tego okresu jaskrawych, pulsujących kolorach.

Stażewski tworzył swoje abstrakcyjne kompozycje od samego początku tej łódzkiej historii i oglądał je obok prac Strzemińskiego i rzeźb Kobro w ich Neoplastycznej Sali. Malował długo i zmarł pod koniec lat 80., dlatego na rynku to właśnie jego kwadraty są najbardziej rozpoznawalne, a najdroższy relief wylicytowano w 2014 r. powyżej 0,5 mln zł. Z tego grona na aukcji brakuje jeszcze wspomnianej Katarzyny Kobro, której zaginione rzeźby odtwarzał po wojnie — jak muzealną salę — Bolesław Utkin.

Byłyby jedną z najlepszych lokat, ale prawie nie ma ich w obiegu — Kobro była żoną Strzemińskiego, tą postacią filmu „Powidoki”, która umiera zimą. Strzemiński wkłada wtedy do wody z niebieską farbą chudą kiść kwiatów, żeby mieć co jej zanieść. Czeka, ciągle paląc, aż zamieni się w namiastkę bukietu, a łodygi przeniosą przejmująco zimny kolor do płatków.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika A. Kosmala

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Utknij w powidoku