Uwaga na linię końcową

Dorota Gąsowska
opublikowano: 2006-05-29 00:00

Przy rozdziale środków pomocowych dla państw słabiej rozwiniętych, a do takich na razie zalicza się Polska, Unia kieruje się wyłącznie racjonalnymi przesłankami. Brukselskie instrukcje wskazują jasno, co trzeba zrobić, aby otrzymać tyle a tyle euro na taki a taki cel. Nie obiecują, że jeśli wypełni się dziesięć stron wniosku więcej, to kwota dopłaty wzrośnie. Nie przekonują też, że tylko długa i skomplikowana procedura weryfikacji wniosku o dotację gwarantuje trafność decyzji o jej przyznaniu.

Tymczasem w Polsce trzeba było zmiany rządu, aby urzędnicy zrozumieli, że, jak mawiają starsi Polacy, nadgorliwość gorsza jest od faszyzmu. Nowa ekipa zredukowała wreszcie liczbę załączników potrzebnych do złożenia wniosku, dzięki czemu ścieżka z unijnego skarbca do firmowej kasy beneficjenta została skrócona. Gdyby jeszcze udało się do końca wdrożyć ten nieszczęsny SIMIK — system informatyczny mający ułatwiać aplikowanie o dotacje. Pewność, że uda się nam nie uronić zbyt wiele europejskich pieniędzy, byłaby większa. Tymczasem Ministerstwo Finansów, które system wdraża, jest spóźnione już ponad dwa lata.

Podczas jednego z meczów siatkarskiej reprezentacji Polski pewien zawodnik bardzo chciał zdobyć punkt chytrą zagrywką na linię końcową boiska. W efekcie posłał ją w trybuny. Zdzisław Ambroziak, legendarny siatkarz i komentator sportowy, tak opisał to zagranie: „Upolował duży aut! A teraz sympatycznie popukał się palcem w głowę, bo wie, że przekombinował!”. Oby tego samego nie dało się powiedzieć o twórcach polskiego systemu rozdzielania unijnej pomocy...