Uwaga na uprawnienia do emisji dwutlenku węgla

Anna Bytniewska
opublikowano: 2011-07-14 00:00

Globalne włamanie do e-systemu może mieć lokalne skutki. Firmy muszą być czujne, by nie narazić się na straty.

Przez polskie rejestry uprawnień przepłynęły kradzione certyfikaty

Globalne włamanie do e-systemu może mieć lokalne skutki. Firmy muszą być czujne, by nie narazić się na straty.

Na międzynarodowym rynku handlu uprawnieniami do emisji dwutlenku węgla (CO2) mogą znajdować się dokumenty, które zimą tego roku wykradziono z kont elektronicznego systemu handlu. Zniknęło wówczas prawie 3 mln certyfikatów. Firmy w Polsce i za granicą, w których portfolio znalazły się trefne papiery, mogą mieć problem z ich rozliczaniem — alarmuje firma Consus, zajmująca się m.in. doradztwem i handlem emisjami. Problem może dotyczyć firm dysponujących 820 instalacjami przemysłowymi, zlokalizowanych nad Wisłą.

Czeski cynk

Krajowy Ośrodek Bilansowania i Zarządzania Emisjami (KOBiZE) twierdzi, że polski rejestr uprawnień nie ucierpiał.

— Nie było ani włamania do polskiego rejestru, ani nieautoryzowanych wejść do systemu — zapewnia Paweł Mzyk, zastępca kierownika KOBiZE.

Czy to oznacza, że polscy uczestnicy rynku mogą się czuć bezpiecznie? Zdaniem KOBiZE, ryzyko mogą nieść rynek wtórny i transakcje bilateralne.

— W drugiej połowie stycznia odnotowaliśmy przepływ kradzionych uprawnień z czeskiego rejestru przez konta w polskim rejestrze na konta w rejestrach poza granicami kraju. Konto należało do pośrednika, czyli nie należało do zakładu, który prowadziłby instalację objętą systemem handlu uprawnieniami do emisji. Transakcja była legalna z formalnego punktu widzenia. Nie wiadomo jednak, czy pośrednik miał świadomość, że obraca kradzionymi uprawnieniami — mówi Paweł Mzyk.

KOBiZE dowiedział się o tym tylko dzięki Czechom, którzy poinformowali, że wykonana u nich transakcja nie była autoryzowana. Operator szacuje wartość operacji na "miliony złotych".

— W zależności od ostatecznych rozwiązań, świadomy bądź nieświadomy zakup skradzionych uprawnień może się wiązać z koniecznością zakupu dodatkowych uprawnień lub z sankcjami karnymi — twierdzi dr Juliusz Preś, makler w firmie Consus.

Wartość skradzionych certyfikatów eksperci oceniają na 45 mln EUR.

— To nie jest dużo w skali globalnej, ale dla poszczególnych firm, jeżeli na ich kontach znajdują się kradzione uprawnienia, może być dotkliwe — mówi Ryszard Pazdan, prezes firmy Atmoterm.

Kraje Unii Europejskiej powoli rozwiązują problem.

— Wiadomo np., że 240 tys. ton uprawnień do emisji CO2 należących do Austrii znalazło się w szwedzkich rejestrach. Rząd Szwecji oddał je Austriakom. Czeski rząd zrekompensował swoim firmom straty z tytułu kradzieży uprawnień za 18 mln EUR. 270 tys. ton uprawnień do emisji Włoch trafiło na konta Wielkiej Brytanii. Śledztwo w tej sprawie trwa — mówi Ryszard Pazdan.

Spokojny sen

Branże, korzystające z uprawnień do emisji CO2, twierdzą, że na ich kontach wszystko jest w porządku. Szkopuł w tym, że autoryzowane u nas certyfikaty mogą nie mieć autoryzacji w innych krajach.

— Kradzież uprawnień obejmuje mniej niż 1 proc. wszystkich certyfikatów, ale obawy handlujących o możliwość zakupu uprawnień pochodzących z kradzieży spowodowały, że znacząco spadły obroty na rynku — twierdzi Juliusz Preś.

Podkreśla, że część właścicieli jednostek nie sprawdza regularnie stanu rachunku.

— To może rodzić problemy, ponieważ kradzione certyfikaty zostały ponownie wprowadzone do obrotu i mogą znajdować się na rachunkach nieświadomych sytuacji uczestników systemu. Także w Polsce — podkreśla Juliusz Preś.

— Nie sądzę, by duże firmy ryzykowały reputację i kupowały niepewne papiery, ale niczego nie można wykluczyć. Polska Izba Przemysłu Chemicznego próbowała zainteresować Komisję Europejską tym, że umożliwienie handlu certyfikatami podmiotom, do których nie są przypisane instalacje przemysłowe, może być niebezpieczne dla rynku — komentuje Jerzy Majchrzak, dyrektor izby.

Energetyka jest spokojna.

— Firmy sprawdziły listy kradzionych uprawnień w internecie i nie posiadają takich uprawnień — zapewnia Sławomir Krystek, dyrektor generalny Izby Gospodarczej Energetyki i Ochrony Środowiska.