Uwaga! Słowaków kusi nasza bryndza

Marta Biernacka
opublikowano: 2004-03-03 00:00

Zostało niewiele czasu, aby zabezpieczyć interesy polskich wytwórców produktów regionalnych na rynku UE.

„PB”: Po długich zabiegach powstała Izba Produktu Lokalnego i Regionalnego. Jakie są jej zadania?

Marek Gąsiorowski, Fundusz Współpracy: Izba ma przede wszystkim reprezentować i wspierać wytwórców produktów regionalnych poprzez szkolenia, promowanie i pomoc w znalezieniu źródeł finansowania. Ma być też partnerem do rozmów z rządem i parlamentem. Chcemy konsultować propozycje dotyczące procedur przyznawania oznaczeń regionalnych, a także politykę w zakresie produktów regionalnych. Bardzo istotne jest zwrócenie uwagi konsumentom na walory tych produktów i ich znaczenie dla gospodarki.

W czym konkretnie izba będzie w stanie pomóc przedsiębiorcom?

— Zgodnie z prawem unijnym, produkt regionalny musi być zgłaszany do rejestracji przez grupę producentów, którzy wytwarzają go na ściśle określonym terenie. Zadaniem izby jest konsolidacja i wspólne działanie. Nasi producenci przyzwyczaili się do konkurowania na lokalnych rynkach. Problemem więc będzie dla nich rozpoczęcie szerszej promocji. Izba będzie mogła ich reprezentować.

Jak Pan ocenia stopień przygotowania Polski do prowadzenia polityki ochrony i promocji produktów regionalnych o tradycyjnym pochodzeniu?

— Ta ochrona niestety kuleje. Chaos proceduralny, brak koordynacji działań najważniejszych instytucji państwowych, do tego zagubienie samych producentów stwarza zagrożenie dla obecności polskich produktów regionalnych w UE.

Jak realne jest to zagrożenie?

— Jeśli produkty regionalne i lokalne nie będą chronione oznaczeniem geograficznym lub świadectwem szczególnego pochodzenia, to inne kraje mogą rościć sobie pretensje do ich produkcji. Pretensje np. do bryndzy, którą my uważamy za rodzimy produkt, zgłaszają Słowacy, powołując się na tradycję produkcji tego sera, sięgającą XVIII wieku.

Produkty regionalne mają duże znaczenie dla obszarów wiejskich. Lokalizacja produkcji, zastrzeżona dzięki oznaczeniu geograficznemu do określonego w specyfikacji obszaru, może wpływać np. tworzenie miejsc pracy. W UE wytwarzanie produktów regionalnych jest też sposobem na zwiększanie dochodów rolników.

Dlaczego izba powstała tak późno?

— Pomysł narodził się na przełomie lat 2001–2002. Niestety potrzebny był czas na zgromadzenie 100 podmiotów gospodarczych, które muszą ją tworzyć. Ponadto mówiło się wtedy o akcesji, ale nikt nie zwracał uwagi na politykę UE, jeśli idzie o zachowanie tradycyjnej regionalnej żywności i ochrony prawnej.

Nie osłabiło to Pana zapału...

— Zadawałem sobie pytanie, jakie produkty regionalne są w Polsce warte szerszej promocji oprócz oscypka. Odpowiedzią był konkurs „Nasze kulinarne dziedzictwo”, Program Agrolinia 2000, a potem Projekt Agro-Smak. Organizatorami konkursu była redakcja „Modnej Gospodyni”, Redakcja Rolna Programu 1 Polskiego Radia i Fundusz Współpracy. W pierwszej edycji zgłosiło się 150 osób, w drugiej liczba uczestników sięgnęła 500. W 2003 r. zgłosiło się 800 osób.

Projekt Agro-Smak rozpoczęliśmy w lutym 2003 r., będzie on realizowany do końca 2004 r. Celem jest uwrażliwienie decydentów i producentów na znaczenie produktów regionalnych, pomoc w rozwoju rynku. Przykładem jest zaangażowanie finansowe i merytoryczne w rejestrację izby. Wsparcie finansowe uzyskaliśmy od ambasady amerykańskiej w Polsce.

Jakie produkty mają szansę stać się wizytówką polskiej tradycji?

— Jeśli wszystkie 45 produktów regionalnych, które wyłonił konkurs „Nasze kulinarne dziedzictwo” uzyskałoby oznaczenie geograficzne, Polska byłby na siódmym miejscu wśród krajów UE. Na pierwszym są Włochy, które oznaczeniami chronią 133 produkty. W Unii jest ponad 600 takich wyrobów. We Włoszech i Francji stanowią one około 10 proc. produkcji rolniczej. Polska ma szansę, aby powiększyć znacząco to grono. Nazwy: kiełbasa lisiecka, łąckie jabłko w płynie, bieszczadzki miód jodłowy, krajeńskie wiśnie w occie, są przecież kuszące...