Uwolnienie tuż, a przygotowań huk

Barbara Warpechowska
opublikowano: 2007-04-24 00:00

Za dwa miesiące powinniśmy sami wybrać, od kogo kupimy energię elektryczną. Czy przygotowania zostaną zakończone na czas?

Rynek Niektórzy specjaliści z branży wątpią, czy przygotowania do liberalizacji zakończą się przed 1 lipca

Za dwa miesiące powinniśmy sami wybrać, od kogo kupimy energię elektryczną. Czy przygotowania zostaną zakończone na czas?

Zgodnie z unijną dyrektywą, 1 lipca w Polsce ma nastąpić uwolnienie rynku energii. Oznacza to, że każdy będzie mógł wybrać sobie dostawcę energii. Jest to tzw. zasada TPA (ang. Third Party Accesses — dostęp strony trzeciej). Będzie mogło z niej skorzystać 14 mln odbiorców indywidualnych.

Niewielu chętnych

Duzi odbiorcy przemysłowi, którzy zużywają najwięcej energii, już od kilku lat mogą wybierać sprzedawcę. Przedsiębiorstwem, które korzysta z TPA od 2000 r. jest PCC Rokita, duża firma chemiczna z Brzegu Dolnego.

— Mieliśmy wielu dostawców, którzy zmieniali się niekiedy co kwartał. Głównym kryterium zmian była cena — energia stanowi bowiem około 16 proc. kosztów naszej firmy, a prawie 60 proc. kosztów jednej z naszych jednostek — kompleksu chlorowego. Od stycznia 2006 r. naszym dostawcą jest Enea. Obecnie warunki zakupów są coraz trudniejsze i korzystanie z TPA przynosi coraz mniej korzyści finansowych — ocenia Anna Michalska, rzeczniczka firmy.

Również wrocławski Hutmen kilka lat temu zmienił dostawcę.

— W pierwszym roku oferty były najatrakcyjniejsze. Wybraliśmy najkorzystniejszą — Energetyki Kaliskiej, rezygnując z Energii Pro — mówi Jan Sendal, członek zarządu, dyrektor produkcji i rozwoju we wrocławskim Hutmenie.

Podkreśla on, że z roku na rok maleje konkurencyjność na rynku energii. Ostatnio Hutmen zrezygnował z TPA i wrócił do cen taryfowych, bo dla firmy okazały się znacznie tańsze. Energia to drugi w kolejności koszt po robociźnie w Hutmenie.

— KGHM od 2004 r. kupował energię według TPA. Jednak przetarg na dostawy na ten rok skończył się niepowodzeniem. Zgłosiły się tylko dwie firmy. Na dodatek ich oferty były droższe od zakupu taryfowego — twierdzi Radosław Poraj-Różecki, rzecznik KGHM.

Energia w KGHM stanowi 6-7 proc. kosztów.

Według Witolda Szwagruna, dyrektora portalu Centrum Informacji o Rynku Energii (CIRE), sprzedawcy nie przygotowali specjalnie konkurencyjnych ofert i w rezultacie nie spadły też znacząco ceny energii.

— W 2006 r. z prawa wyboru dostawcy skorzystało ponad 60 odbiorców, głównie zużywających bardzo duże ilości energii, ale są już także pierwsi mali odbiorcy o zużyciu poniżej 2000 MWh/rok — powiedziała nam Halina Bownik-Trymucha, dyrektor departamentu promowania konkurencji Urzędu Regulacji Energetyki (URE).

To i tak dwukrotnie więcej niż rok wcześniej. Pomogło zatwierdzenie przez prezesa URE instrukcji systemów przesyłowego i dystrybucyjnych, dotyczących bilansowania i zarządzania ograniczeniami systemowymi. Wprowadzono korzystniejsze dla odbiorców zasady bilansowania i prowadzenia rozliczeń oraz jednolitą procedurę zmiany sprzedawcy. To jednak i tak niewiele jak na 2 mln klientów, którzy mogli zmienić sprzedawcę.

Prąd jak komórka

Czy odbiorcy indywidualni będą bardziej aktywni w zabieganiu o tańszych dostawców?

— Przy wyborze nowego sprzedawcy lub decyzji o pozostaniu u dotychczasowego klienci będą się kierować atrakcyjnością oferty cenowej i usługowej. Zakładamy, że w pierwszych latach około 5 proc. gospodarstw domowych może zmienić dostawcę — uważa Andrzej Zwierzchowski, dyrektor sprzedaży energii w Stoen.

Grzegorz Lot, dyrektor ds. sprzedaży i marketingu w Vattenfall Sales Poland, twierdzi, że uwolnienie rynku dla gospodarstw domowych przetrze szlaki także dla przedsiębiorców i spowoduje znaczne uproszczenie procedur.

— Obecnie brakuje standardów, regulujących proces zmiany dostawcy energii. Wierzę, że stopniowo klienci w Polsce będą zmieniać sprzedawcę energii z równą swobodą, jak obecnie zmieniają operatora telefonii komórkowej i że nie będzie to zależeć od wielkości zużycia, a raczej od atrakcyjności oferty — przekonuje Grzegorz Lot.

Obie firmy stawiają na podnoszenie jakości obsługi, telefoniczne i internetowe biura oraz ułatwienia dla klientów. Stoen dorzuca jeszcze usługi dodatkowe, takie jak: audyt energetyczny, doradztwo i zarządzanie infrastrukturą.

— Będziemy bardzo aktywnie zabiegać o pozyskanie nowych klientów — zapewnia Arkadiusz Dobień, rzecznik spółki Enea, jednego z głównych dostawców energii w zachodniej Polsce.

— Uwolnienie rynku mobilizuje nas np. do dodatkowych ułatwień w płaceniu rachunków — przekonuje Beata Ostrowska, rzecznik grupy Energa, największego dystrybutora energii w kraju.

Jednak Leszek Juchniewicz, prezes Urzędu Regulacji Energetyki uważa, że odbiorcy indywidualni nie mogą liczyć na zbyt wiele, a zwłasza na obniżenie cen energii.

Sprzedawca z urzędu

Dyrektywa unijna, mówiąca o uwolnieniu rynku, przewiduje również, że spółki obrotu powinny być oddzielone od spółek dystrybucyjnych (dostawcy energii). Taki rozdział ma zwiększyć konkurencyjność, a tym samym ułatwić odbiorcom wybór dostawcy. Zostały jednak dwa miesiące, a przekształcenia nadal są w sferze zapowiedzi.

Beata Ostrowska jest przekonana, że Energa zdąży wydzielić Operatora Systemu Dystrybucyjnego (OSD).

— Zaproponowany przez zarząd sposób przeprowadzenia restrukturyzacji został uznany przez zespół sterujący ds. regulacji programu dla elektroenergetyki, działający przy ministrze gospodarki, ministrze skarbu państwa i prezesie URE, za najlepszy i zarekomendowany innym polskim przedsiębiorstwom elektroenergetycznym jako modelowy. Zyskał też akceptację central wszystkich związków zawodowych działających w sektorze — przypomina Beata Ostrowska.

Po 1 lipca odbiorcy powinni otrzymywać dwie odrębne umowy.

— Dla tych, którzy nie będą zainteresowani zmianą, ustawodawca przewidział instytucję tzw. sprzedawcy z urzędu. Początkowo będą nimi spółki obrotu powstałe po wydzieleniu operatorów systemu dystrybucyjnego, a następnie przedsiębiorstwa wyłonione w ramach otwartej procedury przetargowej, przeprowadzonej przez prezesa URE — wyjaśnia Halina Bownik-Trymucha.

W Polsce około 300 firm może sprzedawać energię. Nowym sprzedawcą może być każde przedsiębiorstwo energetyczne, które uzyskało koncesję na obrót energią elektryczną. Ich listę można znaleźć na stronach URE: www.ure.gov.pl.

URE zamierza upowszechniać wiedzę o prawach i zasadach zakupu energii. Kampanię promującą otwarcie rynku energii dla wszystkich odbiorców zapowiedziała też Komisja Europejska. Jej częścią będzie uruchomienie w maju specjalnej witryny na stronie internetowej URE.

Zostały dwa miesiące

Najważniejsze jest jednak to, czy Polska zdąży z przygotowaniami do uwolnienia rynku do 1 lipca. Wielu specjalistów uważa, że jest to niemożliwe, bo za dużo czasu i wysiłku poświęcaliśmy konsolidacji niż rozdzieleniu spółek, choć UE zwracała nam uwagę, że jeżeli Polska postawi priorytet konsolidacji nad priorytetem rozdzielenia, to nie da sobie rady z własnym sektorem i nie wykreuje rynku.

Cztery firmy

Do lipca powinna się zakończyć planowana przez rząd konsolidacja sektora elektroenergetycznego. Zgodnie z przyjętym rok temu programem, w Polsce mają powstać cztery grupy energetyczne:

Polska Grupa Energetyczna (osiem zakładów dystrybucyjnych, BOT i PSE)

Grupa Północ (Energa i Elektrownia Ostrołęka)

Grupa Południe (Południowy Koncern Energetyczny, Energia Pro, Enion, elektrownia Stalowa Wola)

Grupa Centrum (Enea, elektrownia Kozienice i kopalnia Bogdanka)