Uziemione dreamlinery mogą uskrzydlić PLL LOT

Małgorzata GrzegorczykMałgorzata Grzegorczyk
opublikowano: 2013-01-18 00:00

Szczęście w nieszczęściu? Jeśli zarząd przewoźnika dobrze to rozegra, pechowe maszyny go nie pogrążą.

Pasażerowie pierwszego rejsu transatlantyckiego dreamlinera w barwach LOT oceniali podróż z Warszawy do Chicago jako komfortową i bezstresową. Gorzej oceni go zarząd narodowego przewoźnika — Boeingi 787 zostały uziemione. Tymczasem to na nich poprzedni prezes budował strategię marketingową — pasażerowie z całego świata mieli kupować bilety polskiej linii, żeby polecieć niesamowitą maszyną.

Dreamliner LOT (FOT. ARC)
Dreamliner LOT (FOT. ARC)
None
None

— Należące do LOT dreamlinery są sprawne i bezpieczne, ale trafią na przegląd ze względu na bezpieczeństwo. W związku z tymczasowym wyłączeniem z floty Boeingów 787, jak i pośrednimi kosztami, których przyczyna leży po stronie producenta, po zebraniu wszystkich danych będziemy reklamować je u producenta — mówi Tomasz Balcerzak, wiceprezes LOT.

LOT szacuje straty związane z tym, że oba samoloty na razie nie wykonują rejsów. Podobno są „znaczne”. Wszystkie planowane rejsy długodystansowe obsługują Boeingi 767. LOT ma operacyjne zabezpieczenie rejsów do końca marca i liczy, że do tego czasu problemy z dreamlinerami zostaną rozwiązane.

Eksperci uważają, że problemy z maszynami nie okażą się gwoździem do trumny dla przewoźnika, który w ubiegłym roku miał ponad 200 mln zł straty i żyje dzięki kilkusetmilionowej pomocy publicznej.

— Choć uziemienie dreamlinerów źle wpływa na relację pasażerowie — linie lotnicze, to pokazuje, jak wielką wagę w lotnictwie przykłada się do bezpieczeństwa. Budowa strategii marketingowej na dreamlinerze od początku była nierozsądna. W tej branży fajerwerki nie działają — mówi Tomasz Dziedzic, ekspert z Instytutu Turystyki.

Są też tacy, którzy uważają, że przy umiejętnym rozegraniu sprawy uziemienie dreamlinerów może pomóc. — Na miejscu LOT od razu wstrzymałbym płatność raty leasingowej, która wynosi 1 mln USD miesięcznie za samolot. To da firmie trochę oddechu.

Prawdziwym zagrożeniem są konkurenci: Qatar z pięcioma lotami z Warszawy tygodniowo, Emirates, które za chwilę uruchomią siedem połączeń w tygodniu, i Air Berlin, który mówi o trzech połączeniach dziennie do Berlina — uważa Marek Andryszak, prezes TUI Polska, który przez wiele lat zajmował się w Niemczech czarterami dla niemieckiego touroperatora. Prezes Marcin Piróg został odwołany, gdy wyszło na jaw, że LOT prosi państwo o 1 mld zł pomocy publicznej. Chociaż Ministerstwo Skarbu Państwa przez dwa wcześniejsze miesiące przygotowywało się do udzielenia tej pomocy, jego przedstawiciele byli zaskoczeni sytuacją w LOT.