Niemal równo rok temu Variant, krakowski dystrybutor obejm i chemii motoryzacyjnej (m.in. płynów eksploatacyjnych, spryskiwaczy), wchodził na GPW bez większego rozgłosu. Nie było redukcji zapisów w transzy inwestorów indywidualnych, a na zamknięciu premierowej sesji kurs wzrósł zaledwie o 1 proc. wobec ceny emisyjnej (wyniosła 10 zł). Przez rok wartość rynkowa firmy wzrosła blisko dwukrotnie, co jest zasługą konsekwentnego — choć trzeba przyznać, że dość powolnego — poszerzania oferty, pozwalającego wykorzystywać dobrą koniunkturę w branży.
Spółka uzyskała ze sprzedaży nowych akcji blisko 13 mln zł. Poszły na wzmocnienie kapitału obrotowego oraz stworzenie centrum logistycznego i produkcyjnego. Inwestycja nie została jeszcze ukończona. Działa już magazyn i skład celny, część fabryczna zostanie w całości oddana do użytku w pierwszym kwartale przyszłego roku.
Variant koncentruje się na poszerzeniu działalności, dokonując tego organicznie lub przez przejęcia innych podmiotów. Robi to bardzo ostrożnie i minimalnymi nakładami. Skupia się na firmach wartych kilkaset tysięcy złotych. Taka taktyka ogranicza ryzyko i daje możliwość wycofania się w każdej chwili z niszy, która nie przyniesie spodziewanych zysków. W pierwszym kwartale utworzono spółkę Variant Service, zajmującą się dostawą wyposażenia dla serwisów. Docelowo ten segment ma dawać około 10 proc. przychodów. Na podobną skalę rozwijany będzie biznes w obszarze wytwarzania elementów pneumatycznych.
Po stronie porażek spółki można zapisać brak efektów rozpoczętych w ubiegłym roku rozmów z producentem Łady, co miało przynieść skokowy wzrost sprzedaży. Sprawa utknęła w martwym punkcie. Dla inwestorów rozczarowaniem może być też brak przełożenia umocnienia złotego na prognozy spółki. Firma importuje 70 proc. produktów i półproduktów, a ryzyko walutowe tylko częściowo eliminowane jest transakcjami zabezpieczającymi bądź hedgingiem naturalnym (25 proc. towarów trafia na eksport). Plan finansowy na 2005 i 2006 r., przedstawiony przez zarząd przy okazji oferty publicznej, opierał się na założeniu stabilizacji kursu w przedziale 4,3-4,4 zł. W pierwszym półroczu średni kurs euro był o 10-12 proc. niższy, ale firma, niestety, nie rozważała z tego powodu podniesienia prognoz na ten rok, zakładającego osiągnięcie 72,3 mln zł przychodów i 6,9 mln zł zysku netto.