Jak niska musi być oferowana cena paliwa, aby firma, która kupuje je hurtowo, nabrała podejrzeń co do uczciwości sprzedającego? — Powiedziałbym: cena dnia PKN Orlen minus 150 zł. A minus 200 zł to już na pewno — mówi Leszek Wieciech, szef Polskiej Organizacji Przemysłu i Handlu Naftowego (POPiHN), zrzeszającej największe firmy paliwowe, m.in. Orlen, Lotos, BP i Shell.

No to spójrzmy na oferty cenowe, które co i rusz trafiają na biurka zakupowców z firm paliwowych. „Cena netto w oparciu o cenę publikowaną na stronach PKN Orlen minus 210 PLN/m3 z dnia odbioru” — pisze w ofercie handlowej firma z Lublina. „Cena minus 240 zł na każdym 1000 litrów” — oferuje przedsiębiorca z Leszna. „Hurtowa cena dnia PKN Orlen netto minus rabat nawet do 270 zł na 1000 l” — przebija poprzedników dostawca z Żórawiny.
Zderzenie interesów
Początkowe pytanie jest kluczowe w świetle projektu zmiany ustawy VAT, który od tygodni rozgrzewa przedsiębiorców z branży paliwowej. Intencją jest wyeliminowanie z rynku firm, które nie odprowadzają tego podatku, dzięki czemu są w stanie zaoferować nienaturalnie niskie ceny paliw. Pomóc w walce ma koncepcja solidarnej odpowiedzialności nabywcy za zaległość podatkową sprzedawcy. Z jednej strony stoi zatem zdeterminowany rząd, który chce się w końcu rozprawić z oszustwami podatkowymi, które kosztują państwo 3 mld zł rocznie.
Z drugiej strony — małe i średnie firmy obracające paliwami, pilnujące kosztów, dla których propozycje resortu finansów są biznesowym zagrożeniem. Pomiędzy nimi plasuje się stanowisko największych firm paliwowych,które zmiany popierają, choć chętnie by je jeszcze dopieściły. Stanowisko oszukującej szarej strefy czytelnik sam sobie może wyobrazić. Do tego dochodzą głośne akcje Roberta Gwiazdowskiego, reprezentującego Związek Przedsiębiorców i Pracodawców i oprotestowującego poszczególne zapisy ustawy. Jest się w czym gubić, ale jest i z czym walczyć.
Kowalski nie ucierpi
Zaczynając od spraw głośnych — w jednym wątpliwości Roberta Gwiazdowskiego można już rozwiać. Przepisy, których najbardziej kontrowersyjnym elementem jest solidarna odpowiedzialność, na pewno nie obejmą zwykłego Kowalskiego. A z tego powodu Robert Gwiazdowski wszczął alarm. Zwykli kierowcy mogą spokojnie tankować tam, gdzie im się podoba, lub tam, gdzie jest najtaniej. Bez abstrakcyjnego przymusu sprawdzania statusu podatkowego danej stacji benzynowej. Resort finansów wyraźnie to już doprecyzował. „Wyjaśniamy, że projektowane zmiany w podatku VAT, dotyczące wprowadzenia instytucji odpowiedzialności solidarnej, będą obejmowały tylko i wyłącznie hurtowy oraz prowadzony na szeroką skalę handel towarami wrażliwymi takimi jak paliwo, stal czy złoto” — doprecyzował resort w komunikacie.
Ma to być łatwe do sprecyzowania w przepisach podatkowych. — Wystarczy określić kwotowo, jaki obrót miesięczny sprawi, że dany podmiot wpadnie w obszar obowiązywania przepisów — mówi Roman Namysłowski, dyrektor w Ernst & Young.
Zakupy u „słupa”
A w obrocie hurtowym — ścierają się interesy. Koncepcja wprowadzenia solidarnej odpowiedzialności podoba się POPiHN.
— Bo chroni legalnie działające przedsiębiorstwa przed nieuczciwą konkurencją, która oszukując na podatkach, oferuje zaniżone ceny — mówi Leszek Wieciech.
Oszuści potrafią być dość finezyjni. Wykorzystują firmy „słupy”, które, sprzedawszy towar, po prostu znikają. Bez odprowadzenia VAT, naturalnie. Kupujący od nich pośrednicy często doskonale wiedzą, że dostawca jest podejrzany. Ale na tym polega przekręt — sam pośrednik dokłada starań, aby formalnie być pod każdym względem bez zarzutu. Zgodnie z prawem odlicza sobie zapłacony „słupowi” VAT i wychodzi dalej na rynek z tanią ofertą. Takiemu pośrednikowi na razie nie można nic zrobić. Nowe przepisy, oparte na solidarnej odpowiedzialności, to zmienią. Choć nie są doskonałe.
— Istnieje ryzyko uznaniowości i nadużywania tego prawa przez organy kontrolne. Należy doprecyzować, że przy zachowaniu należytej staranności nabywca nie zostanie pociągnięty do odpowiedzialności solidarnej — mówi Leszek Wieciech. Proponuje wprowadzenie pojęcia „zaufanego sprzedawcy”. O takim statusie miałby decydować np. okres prowadzenia działalności lub brak zaległości podatkowych.
Mali drżą o przyszłość
— Jestem brokerem, mam wielu klientów, więc jestem w stanie oferować dobre ceny. Zresztą, na rynku bywają i niższe, nawet ponad 300 zł poniżej Orlenu — bagatelizuje nasze pytania przedstawiciel jednej z firm wymienionych na początku artykułu. Prawda czy fałsz? Nie sposób ocenić, ale nie dziwi fakt, że małe i średnie firmy protestują przeciwko solidarnej odpowiedzialności.
— Ten przepis wzmocni państwowych producentów paliw i zmniejszy konkurencyjność na rynku. Przecież groźba sankcji podatkowych może spowodować odpłynięcie kupujących od mniejszych, elastycznych i mogących zapewnić lepszą cenę podmiotów w stronę droższych, ale uznanych za „pewniejsze” koncernów. Uderzy to w szczególności w małe i średnie przedsiębiorstwa — alarmuje Ireneusz Jabłonowski, prezes POLpetro,prowadzącej sieć niezależnych stacji Huzar.
— Proponowane rozwiązanie przerzuca odpowiedzialność za nieskuteczność działania służb państwowych na uczciwych przedsiębiorców — dodaje Halina Pupacz, prezes Polskiej Izby Paliw Płynnych, zrzeszającej firmy prywatne. Kontrowersje budzi też to, że nabywca ma odpowiadać za vatowskie długi sprzedawcy, gdy zakupi towar po cenie niższej od rynkowej. Jak to liczyć? Rynek paliw charakteryzuje się dużą zmiennością. Ponadto — jak wskazują rozmówcy — śledzenie wahań cen jest czasochłonne.
— Każda umówiona pomiędzy stronami cena jest ceną rynkową — stwierdza Ireneusz Jabłonowski.
— Nie ulega wątpliwości, że nowe przepisy są korzystne dla przedsiębiorców, którzy są uczciwi i mają czyste sumienie. Ale diabeł tkwi w szczegółach — dodaje Roman Namysłowski z Ernst & Young. Konsultacje nowych przepisów trwają.
O co ten szum?
Nowy projekt ustawy o VAT, wprowadzający tzw. solidarną odpowiedzialność za zaległości podatkowe w VAT, dotyczy nie tylko branży paliwowej. Obejmuje towary wrażliwe, czyli również stal i złoto. Ma wejść w życie 1 stycznia 2014 r. Dla przypomnienia: według prawa dostawcy muszą odprowadzać naliczony VAT do fiskusa. Oszuści tego nie robią — sprzedają towar, inkasują należność i… znikają z rynku. Kupujący, płacąc kwotę brutto, może sobie odliczyć uiszczony VAT od podatku należnego. Nowe przepisy proponują, aby karać kupującego, jeśli był świadomy oszustwa.
OKIEM EKSPERTA
Diabeł tkwi w szczegółach
ROMAN NAMYSŁOWSKI
dyrektor w Ernst & Young
Zmiany w przepisach są potrzebne dla zapewnienia uczciwej konkurencji. Istotne są jednak szczegóły. Warto wprowadzić do ustawy dodatkowe mechanizmy, które pozwolą przedsiębiorcom wyeliminować ryzyko i uwolnić się od solidarnej odpowiedzialności. W końcu najgorsze są nieprecyzyjne przepisy, które doprowadzą do wieloletnich batalii z fiskusem. Mógłby to być np. rachunek powierniczy w urzędzie skarbowym, na który wpływałby od kupującego VAT naliczony na danej transakcji. Pieniądze byłyby uwalniane, jeśli dostawca wywiąże się ze zobowiązań fiskalnych.