Piąta rocznica wejścia Polski do UE to zarazem piąta rocznica drugiego w naszej historii podatku od towarów i usług. Niestety, wiąże się również z pierwszym zmniejszeniem planowanych w budżecie dochodów z tego podatku. Obecny VAT, wprowadzony ustawą uchwaloną i opublikowaną tuż przed 1 maja 2004 r., siłą rzeczy był częściowo "dzieckiem" pierwszego VAT, obowiązującego od 5 lipca 1993 r. Nie powtórzył jednak sukcesu poprzednika, a wręcz odwrotnie: na początku oraz na końcu niniejszego pięciolecia dochody budżetu z tego źródła były niższe od planowanych.
Obiektywną miarą sukcesu lub klęski wprowadzenia każdego podatku jest jego efektywność fiskalna, której najprostszym pomiarem staje się wielkość oraz dynamika dochodów budżetowych. W unijnym modelu opodatkowania VAT to podatek najważniejszy i od jego skuteczności zależy kondycja finansów publicznych. Jednak w latach 2004-09 nie osiągnęliśmy sukcesu, więcej, słabnie efektywność VAT, mimo że stary i nowy podatek są w sensie konstrukcyjnym porównywalne, posługują się podobnymi stawkami, mają ten sam zakres podmiotowy, analogiczną podstawę opodatkowania oraz sposoby rozliczenia i terminy płatności. Notabene nowy VAT wprowadzono w okresie dużej dynamiki przyrostu PKB. Wszedł on w życie w znacznie korzystniejszych warunkach, po dziesięcioletnim okresie nauki i doświadczeń związanych ze stosowaniem VAT.
Rodzi się więc pytanie — co dalej? Czy słabnące dochody z podatku od towarów i usług pogrążą budżet w roku 2009 i latach następnych? Nie jesteśmy skazani na klęskę, gdyż kluczem do odwrócenia tej tendencji jest pozbycie się złego prawa i zastąpienie go lepszym, wolnym od luk, którymi uciekają budżetowe pieniądze. I nie musi się to wiązać z podwyżką stawek! Na pewno lepiej napisać dobrą ustawę niż podwyższać stawki.