Volvo Car Corporation dostarcza samochody już od 75 lat. Zdaniem prezesa firmy, dzięki przynależności spółki do grupy Forda możliwy jest jeszcze szybszy rozwój marki. Zarząd VCC wie, że samochody muszą być różne, tak jak różne są upodobania klientów, i nieważne jest, jaka firma za tym stoi.
- „Puls Biznesu”: Jaki był XX wiek dla firmy Volvo, jakie największe sukcesy i porażki?
Hans-Olov Olsson: Volvo miało trudne i bardzo skromne początki w 1927 r. W ciągu wieku skromna firma stała się jednym z najważniejszych graczy wśród producentów samochodów, ciężarówek, autobusów silników do łodzi czy silników samochodowych. Nasze produkty sprzedają się w ponad 100 krajach.
Jeżeli chodzi o największe sukcesy, to z pewnością można do nich zaliczyć produkowany w połowie lat 60. samochód oznaczony numerem 144. Jeszcze lepszym przykładem potwierdzającym sukces komercyjny marki może być model 850, który był niejako odrodzeniem firmy jako producenta samochodów. Zdarzały nam się również porażki. Jedną z nich, jeżeli nie największą, była współpraca z firmą Renault, kiedy to straciliśmy sporo czasu na realizację nowego programu produkcyjnego. Jeżeli jednak wziąć pod uwagę, że owocem tych poszukiwań był model 850, to porażka obróciła się w sukces i to dość szybko.
- Jakie są dalsze plany firmy na początku nowego wieku?
— W biznesie samochodowym plany robi się na okres od 3 do 10 lat. Pozwala to na zmiany polityki firmy zależnie od sytuacji rynkowej. Mówienie o przyszłości dalszej niż 10 lat w tej branży jest praktycznie niemożliwe. Volvo Car Corporation chce przez najbliższe 10 lat sukcesywnie umacniać swoją pozycję na światowych rynkach. Zależy nam na stałym wzroście sprzedaży i wprowadzaniu nowych modeli samochodów. Naszym celem jest sprzedaż 600 tys. aut rocznie i zrealizujemy to przez rozszerzanie już istniejącej oferty samochodów. Liczymy na młodych klientów, którzy będą kupować nasze auta i sukcesywnie je wymieniać wraz z upływem lat na większe. Nasza oferta pod koniec dekady będzie znacznie bogatsza i ciekawsza niż jest obecnie.
- Dlaczego Pana zdaniem tak wiele firm z branży motoryzacyjnej łączy się ze sobą, czy połączenie Volvo z Fordem oznacza większe dochody dla firmy.
— Głównym powodem łączenia się producentów aut jest konieczność obniżania kosztów prac badawczo-rozwojowych. Chodzi tu głównie o pozyskiwanie nowych technologii. To, że Volvo jest częścią koncernu Forda nie oznacza automatycznie większych zysków dla naszej firmy. VCC jest spółką dochodową. Firmy z naszej grupy mają oddzielne finanse i oddzielne zobowiązania. Bardzo ciężko pracujemy na to, żeby być firmą dochodową, i tak będzie w przyszłości.
- Czy jest możliwe, że w ciągu wieku na rynku pozostanie jeden lub dwóch producentów samochodów, którzy wzorem firmy Microsoft będą produkować auta jak programy komputerowe.
— Kto w latach 80. przypuszczał, że za 20 lat rynek producentów samochodowych będzie wyglądał tak jak dziś? Tu naprawdę wiele się może zdarzyć. Niewykluczone, że rynek niezależnych producentów będzie się nadal kurczył. Możliwe, że dojdzie do sytuacji, kiedy zostanie na nim naprawdę jeden potężny producent. Nadal ważne jest umacnianie pozycji konkretnej marki, z jej indywidualnymi cechami, przeznaczonymi dla różnych grup odbiorców. Ta indywidualność jest zachowywana nawet jeżeli właściciel danej marki zostaje przejęty przez inną firmę.
Porównanie aut do oprogramowania komputerowego nie jest dobre. Samochód ma wiele cech indywidualnych, kupujący kieruje się indywidualnym gustem, potrzebami, wie jak będzie użytkował auto. Wystarczy spojrzeć, ile marek aut istnieje obecnie i, co ważniejsze, wszystkie się sprzedają.
- Co sądzi Pan o rynku Europy Środkowej, a szczególnie Polski? Jakie są plany VCC względem naszego kraju?
— Dostrzegamy naprawdę duży potencjał w rynku całej Europy Środkowej. Rozpoczynając działalność Volvo w Polsce skoncentrowaliśmy się na autach z segmentów średniego i wyższego. Obecnie sprzedaż naszych samochodów kształtuje się na poziomie około 1,5 tys. sztuk. Wierzę jednak, że nasz udział w polskim rynku będzie się sukcesywnie zwiększał. W roku 2002 powinniśmy osiągnąć poziom około 2 tys. sprzedanych samochodów. W dalszej przyszłości liczymy na jeszcze większy udział i szacujemy, że realną wielkością sprzedaży jest około 5 tys. samochodów rocznie.
- Volvo ma bardzo bogatą ofertę różnych modeli, czy koncern planuje skoncentrowanie się na jakiejś grupie pojazdów, na przykład off road lub limuzyny?
— Od zawsze kreowaliśmy wizerunek Volvo jako auta rodzinnego. Dlatego nasze samochody są właśnie takie, a nie inne. Będziemy kontynuować taką politykę i chcemy szczególnie skoncentrować się na takich autach jak XC (SUV) i kombi V70. Dostrzegamy jednak potrzebę dostarczania aut dla młodych ludzi nie mających jeszcze rodzin oraz dla tych, których dzieci już dorosły i nie mieszkają z rodzicami, czyli dla ludzi starszych. Będziemy więc równolegle dostarczać auta klientom, którzy nie lubią lub nie potrzebują kombi, np. sportowe S60, eleganckie S80 czy małe S40. Volvo przyszłości będzie przede wszystkim bezpieczne, przyjazne dla środowiska oraz atrakcyjne z wyglądu.
- Kogo zaliczyłby Pan do największych konkurentów VCC?
— Oczywiście w autach z wyższego segmentu największymi konkurentami są dla nas marki niemieckie Audi, BMW i Mercedes-Benz oraz szwedzki Saab. Wśród producentów aut klasy średniej również Audi i BMW oraz Ford i Volkswagen.
- Jakie Pana zdaniem będą auta przyszłości. Czym będą napędzane. Jakie są obecne trendy w tej branży?
— Wierzymy, że silniki stworzone przez Otta (Nicolaus August Otto, twórca czterosuwowego silnika spalinowego — przyp. red.) będą jeszcze obowiązywać przez jakiś czas. Również jednostki Diesla obecnie mają ogromny potencjał rozwojowy. Mogą być cichsze, czystsze i bardziej wydajne. To właśnie diesel będzie prawdopodobnie zdobywał rynek europejski. W USA może nie znaleźć zwolenników.
Volvo od wielu lat pracuje nad samochodem ekologicznym i badania te będą kontynuowane. Jeżeli chodzi o napęd elektryczny, to jeszcze wiele lat upłynie zanim stanie się on powszechny. Sprawia bowiem użytkownikom zbyt wiele trudności praktycznych i ekonomicznych.
Pojawiły się opinie, że spółka z Fordem nie była potrzebna Waszej firmie. Czy Volvo nie straci na tej współpracy.
— Ford jest naszym właścicielem, a nie wspólnikiem. Możliwe, że w momencie wykupywania naszych akcji przez Forda nie było to dla nas najlepsze rozwiązanie. W końcu zarabialiśmy i stale się rozwijaliśmy. Jednak trzeba myśleć o przyszłości. Sami jako VCC nie podołalibyśmy badaniom technologicznym nad silnikami. Do tego dochodzi kwestia dostosowywania jednostek napędowych do coraz bardziej wyśrubowanych norm środowiskowych. VCC nie byłby w stanie udźwignąć tych nakładów samodzielnie.
- A jakie jest Pana ulubione auto?
— Moim pierwszym samochodem było Volvo PV 544. Pracuję dla tego koncernu przez ponad 30 lat, trudno mi więc myśleć o jakimś innym samochodzie niż właśnie Volvo.
