W 2002 r. napłynie do Polski 7 mld USD

Małgorzata Birnbaum
opublikowano: 2002-04-17 00:00

W tym roku napływ inwestycji zagranicznych powinien być zbliżony do poziomu ubiegłorocznego — wyniósł wówczas 7,1 mld USD (28,8 mld zł). Mogą to jednak być tylko pobożne życzenia.

Ten rok nie powinien znacząco różnić się od ubiegłego pod względem napływu inwestycji zagranicznych — uważają ekonomiści oraz analitycy rynku.

— Chciałbym, żeby w tym roku napływ kapitału zagranicznego znalazł się przynajmniej na poziomie z 2001 r., czyli około 7 mld USD. Tylko w ten sposób Polska zdoła wyrównać poziom gospodarczy z UE, do której ma dołączyć w 2004 r. — mówi Antoni Styrczula, prezes PAIZ.

Przyznaje jednak, że z badań przygotowanych dla jego agencji wynika, że w tym roku inwestycje te wyniosą 6,5-7 mld USD (26,4-28,4 mld zł).

— Najważniejsze jest jednak, by zachować poziom inwestycji z poprzednich lat, który — z wyjątkiem rekordowego 2000 r., gdy przeprowadzono olbrzymie prywatyzacje — oscylował wokół 7 mld USD — tłumaczy Antoni Styrczula.

Zygmunt Janiec, dyrektor Izby Przemysłowo-Handlowej Inwestorów Zagranicznych, przewiduje optymistycznie — 7-8 mld USD (28,4-32,5 mld zł).

Podobnie ocenia Jerzy Cieślik, prezes Ernst & Young.

— Jesienią powinna nastąpić poprawa koniunktury gospodarczej. Wtedy też na pewno będzie wiadomo, czy Polska przystąpi do UE. Z naszych analiz wynika, że wtedy obudzą się spóźnieni inwestorzy zagraniczni — małe i średnie firmy z Europy, które będą chciały wejść na polski rynek — mówi Jerzy Cieślik.

Peter Driscoll, prezes PricewaterhouseCoopers, mówi o 6-7 mld USD, ale przyznaje, że poziom inwestycji zagranicznych mógłby być wyższy, jeśli nastąpiłoby znaczące przyspieszenie prywatyzacji. Najmniej optymistyczne są prognozy Piotra Bielskiego z BZ WBK, który ocenia, że do Polski napłynie 6-6,5 mld USD (24,4-26,4 mld zł).

— Rządowe założenia dotyczące wpływów prywatyzacyjnych na ten rok to 6,6 mld zł. Nie są to liczby imponujące. Dlatego inwestycje w prywatyzowane spółki będą musiały zostać zastąpione inwestycjami typu greenfield — przewiduje Piotr Bielski.

W ubiegłym roku budżet zarobił na prywatyzacji ponad 6 mld zł, z czego 410 mln USD (1,7 mld zł) napłynęło z zagranicy. Zakładano wpływy rzędu ponad 10 mld zł. Jeśli założyć, że rząd znowu przeszacował wpływy o 40 proc. (czyli wyniosą one 3,96 mld zł), a zagraniczni inwestorzy znowu wezmą 25-proc. udział w prywatyzacji, to w formie inwestycji zagranicznych napłynie do Polski 990 mln zł. W takim przypadku rzeczywiście dużo więcej musiałoby być inwestycji od podstaw. Takie rozwiązanie byłoby z korzyścią dla gospodarki, bo właśnie w wyniku inwestycji greenfield powstaje najwięcej miejsc pracy. Jednak, zdaniem Petera Driscolla, tego typu projekty utrzymają się na dotychczasowym poziomie.

Wśród specjalistów nie ma zgody co do sektorów, do których trafią zagraniczne pieniądze.

— W przeciwieństwie do innych krajów, np. Irlandii, nie mamy branż, które promujemy. Na pewno pieniądze trafią do sektorów prywatyzowanych, czyli energetyki i usług — przewiduje Zygmunt Janiec.

Odmiennego zdania jest prezes Ernst & Young.

— Kończą się czasy napływu inwestycji do jednego sektora, bo powoli kończy się prywatyzacja. Dlatego liczyłbym na zróżnicowany dopływ kapitału zagranicznego do wielu sektorów — mówi Jerzy Cieślik.

Piotr Bielski spodziewa się wielu projektów handlowych.

— Podobnie jak w ubiegłym roku, spodziewam się inwestycji w sieci supermarketów. To wciąż atrakcyjny rynek, a w tym roku motorem napędowym polskiej gospodarki ma być konsumpcja prywatna. Obecne spowolnienie gospodarcze jest o tyle korzystne dla inwestorów, że pozwala tanim kosztem budować obiekty — uważa Piotr Bielski.

— W 2002 r. branżami, w których możemy spodziewać się największych inwestycji bezpośrednich, są: handel detaliczny i obrót towarowy, przemysł przetwórczy i maszynowy (z wyjątkiem przemysłu samochodowego). Spodziewam się, że nastąpią dalsze inwestycje w przemysł paliwowy i energetyczny — choć tu wiele zależy od procesu prywatyzacji. Nie sądzę natomiast, że będą następowały dalsze znaczne inwestycje w sektorze usług finansowych — twierdzi Peter Driscoll.

Antoni Styrczula spodziewa się inwestycji w handel i usługi, sektor motoryzacyjny i produkcję artykułów spożywczych i zaawansowanych technologii. Zapewnia, że PAIZ prowadzi rozmowy z trzema dużymi inwestorami, którzy interesują się sektorem produkcyjnym.

— Chciałbym, aby takich inwestycji było w tym roku więcej niż w handel — mówi Antoni Styrczula.