Czytasz dzięki

W czerwcu do pracy wróci cała załoga

opublikowano: 11-05-2020, 22:00

Pol-Inowex, który relokuje fabryki, dziś działa na 30 proc. mocy, ale nikt nie powinien stracić pracy. Trwają rozmowy o kontraktach — choć na razie tylko w Europie

Od półtora miesiąca świat tkwi w zawieszeniu, polski rząd mówi o „nowej normalności”, a sporo ludzi narzeka na chińskie przekleństwo, czyli życie w ciekawych czasach. Bartosz Świderek, wiceprezes Pol-Inoweksu — rodzinnej firmy zajmującej się relokacją fabryk, w której pracuje od lat 90. — widzi jednak wiele analogii do kryzysu z 2008 r.

Sporo czasu poświęcam na motywowanie pracowników. Rząd i media
nakręciły spiralę strachu, niektórzy bali się wychodzić z domów. To bardzo
zaszkodzi konsumpcji i odbudowie gospodarki. Bardzo pozytywnie zadziałało na
moich ludzi przemówienie królowej Elżbiety II wygłoszone do Brytyjczyków. Szkoda,
że nie mamy takiego autorytetu w Polsce — mówi Bartosz Świderek, wiceprezes
Pol-Inoweksu.
Zobacz więcej

WOJNA BYŁA GORSZA:

Sporo czasu poświęcam na motywowanie pracowników. Rząd i media nakręciły spiralę strachu, niektórzy bali się wychodzić z domów. To bardzo zaszkodzi konsumpcji i odbudowie gospodarki. Bardzo pozytywnie zadziałało na moich ludzi przemówienie królowej Elżbiety II wygłoszone do Brytyjczyków. Szkoda, że nie mamy takiego autorytetu w Polsce — mówi Bartosz Świderek, wiceprezes Pol-Inoweksu. Fot. WM

— Wtedy przez pierwsze trzy miesiące od upadku Lehman Brothers funkcjonowaliśmy bez zmian, z rozpędu. Potem przez pół roku było bardzo źle, ale dziewięć miesięcy od kryzysu wszystko zaczęło się znów kręcić i w 2010 r. mieliśmy wyższe obroty niż w 2008 r. Teraz klienci zachowują się podobnie jak wtedy — pierwsze po chwilowym przestoju zgłaszają się do nas międzynarodowe koncerny, które chcą optymalizować produkcję. U nich kalkulacja jest prosta, liczby w Excelu pokazują, co robić — wyjaśnia Bartosz Świderek.

Nowe w obecnym kryzysie jest zamknięcie granic, więc prezes rozmowy z klientami prowadzi zdalnie.

— To odróżnia obecny kryzys od poprzedniego. Ku mojemu zdziwieniu można pracować w ten sposób. Zwykle spędzałem poza domem 200-250 dni w roku. Teraz wszystko załatwiam zdalnie. Wolę relacje bezpośrednie, trudno nawiązać nowe kontakty. W przyszłym tygodniu pojadę samochodem do Niemiec, umawiam tam kilka spotkań. Po powrocie czeka mnie kwarantanna, chyba że już jej nie będzie. Wielu menedżerów z dużych korporacji nie chce wracać do biur i trudno się z nimi umówić, ale właściciele średnich i mniejszych firm są bardzo chętni — mówi biznesmen.

Na pół gwizdka

Pol-Inowex prowadzi rozmowy o przenoszeniu zakładów z Niemiec do Włoch i Hiszpanii.

— Mieliśmy też przenosić z Frankfurtu do Indii fabrykę półproduktów do farmaceutyków. Będziemy ją relokować do firmy położonej w odległości 20 km. Ruszymy za kilka tygodni — informuje Bartosz Świderek.

Na razie na rynku azjatyckim i amerykańskim panuje cisza, a praca jest tylko w Europie, ale też nie wszędzie.

— Czekamy, kiedy będziemy mogli wznowić projekty we Włoszech i Rumunii. W Rumunii jeden kontrakt nam przepadł — klient zatrudnił lokalną firmę. Dzwonił już jednak, bo nie jest zadowolony z jej usług. Pracujemy natomiast normalnie w Niemczech i Holandii — w niedzielę pojechali tam pracownicy, inni wrócili z Niemiec, już nie muszą przebywać na kwarantannie, a za dwa tygodnie pojadą z powrotem — opowiada wiceszef Pol- Inoweksu.

Przyznaje, że niektórzy pracownicy firmy mieli kłopot z sąsiadami po powrocie z zagranicznych kontraktów. W jednym przypadku musiała interweniować policja.

Bez zwolnień

Dziś w projekty zaangażowanych jest 30 proc. pracowników Pol-Inoweksu, który na etacie zatrudnia 130 osób, a na kontraktach kilkadziesiąt.

— Liczę, że do końca maja będzie to 60 proc., a do końca czerwca wszyscy. Obecnie pracownicy są na urlopach, a ci, którzy byli na kwarantannie, otrzymywali normalne wynagrodzenie. Nie chciałbym zwalniać, bo jesteśmy firmą usługową i naszym potencjałem są ludzie z kompetencjami, które zdobywa się wyłącznie w pracy u nas. Jeśli nie damy rady funkcjonować i się utrzymać, będziemy musieli zwalniać, ale na razie się nad tym nie zastanawiam. Nie spadły stawki, a tak było po kryzysie z 2008 r. Obawiam się mniejszej liczby projektów, ale tak będzie pewnie tylko na początku. Mamy wiele na tyle zaawansowanych prac, że inwestorzy prawdopodobnie nie będą chcieli z nich rezygnować. Może też nastąpić zamknięcie niektórych krajów, np. Francji. Warunki do pracy za granicą mogą być też niesprzyjające, jeśli dużo osób będzie bez pracy. Pamiętam kontrakty w Kalabrii, gdzie bezrobocie sięgało 15 proc. — nie byliśmy tam mile widziani. Okoliczni mieszkańcy nie mieli co prawda kwalifikacji, żeby dla nas pracować, ale nie byli tego świadomi — śmieje się Bartosz Świderek.

Pol-Inowex zatrudnił nawet nowych specjalistów ds. rozwoju: w maju w Polsce, a w kwietniu — w Niemczech.

Zaskórniaki z inwestycji

Firma, która w 2019 r. miała 50 mln zł obrotów i kilka milionów zysku, żyje z oszczędności.

— Planowaliśmy kupić nowy sprzęt i narzędzia. Nie inwestowaliśmy przez dłuższy czas, bo atmosfera i otoczenie prawno-polityczne do tego nie zachęcały. Odłożyliśmy sporą sumę, która wprawdzie nie miała iść na konsumpcję, ale teraz daje nam komfort i szansę na dalsze funkcjonowanie — twierdzi szef Pol-Inoweksu.

Nie wie, czy firma skorzysta z pomocy dla przedsiębiorców w ramach tarczy.

— Pomoc w Europie Zachodniej, a także w Czechach i na Słowacji jest bardzo wyraźna. Może się okazać, że tamtejsze firmy się wręcz umocnią. W Polsce jest słaba, rząd nie ma wyczucia w gospodarce, a programy pomocowe nie są szeroko konsultowane. Trzeba liczyć na siebie. Poza tym pomoc rozleniwia — uważa Bartosz Świderek.

Sprawdź program webinarze "Nowa organizacja pracy po pandemii", 19 maja 11:00 >>

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk

Polecane