Wykorzystywali przy tym każdy pretekst by podbić indeksy. W efekcie wskaźniki największych parkietów w Europie odnotowały spore wzrosty, choć na godzinę przed zamknięciem notowań, zaczęły oddawać zyski. Ostatecznie londyński FTSE100 zyskał 1,37 proc., paryski CAC wzrósł o 1,81 proc., zaś frankfurcki DAX podskoczył o 0,57 proc.
Doniesienia o gigantycznych potrzebach kapitałowych Bank of America i Citigroup były równoważone lepszymi niż oczekiwano wynikami kwartalnymi BNP Paribas. Co prawda zysk francuskiej instytucji spadł o ponad 20 proc., ale był dwukrotnie wyższy niż zakładały prognozy. Impulsów propopytowych poszukiwano też w rezultatach BMW. Niemiecki potentat rynku luksusowych limuzyn „pochwalił się” niższą niż oczekiwali eksperci stratą kwartalną. Potwierdziła jednak, że oczekuje dalszego spadku sprzedaży.
Z kolei przebijający prognozy zysk operacyjny przyczynił się do silnej zwyżki notowań papierów Carlsberg, duńskiego giganta browarniczego. Dodatkowo spółka, która w ubiegłym roku przejęła Scottish & Newcastle potwierdziła prognozę zysku netto na 2009 r.
Gracze z uznaniem przyjęli również komunikat o 15 proc. wzroście przychodów Royal Ahold. Umocnienie dolara i redukcje cen pozytywnie przełożyły się na rezultaty holenderskiego detalisty, silnie zakorzenionego również na amerykańskim rynku (sieć Stop & Shop).
Powody do zadowolenia mieli również akcjonariusze Gecina. Największy notowany właściciel paryskich biurowców nie odczuł kryzysu. Jego zyski w pierwszym kwartale wzrosły o 7,1 proc.