Tym razem za pogłębieniem negatywnego sentymentu do rynków akcji odpowiadały obawy związane z kondycją sektora bankowego, szczególnie w Stanach Zjednoczonych. Nie milkną też spekulacje odnośnie wpływu „świńskiej grypy” na poszczególne sektory gospodarki, np. transportowy czy turystyczny.
Pod presją sprzedających znalazły się czołowe instytucje finansowe. To pokłosie artykułu w Wall Street Journal, w którym napisano, że kilka największych amerykańskich banków, po państwowej kontroli zmuszonych będzie podwyższyć swoje kapitały. Chodzi m.in. o Bank of America, Citigroup o Wells Fargo. Te doniesienia z miejsca zaowocowały przeceną takich tuzów europejskich jak Barclays, Credit Suisse czy BNP Paribas. Silnie spadały nawet notowania Deutsche Banku. I to mimo faktu, że spółka zarobiła w pierwszym kwartale 1,19 mld EUR wobec straty w analogicznym okresie minionego roku, a na dodatek był to wynik wyższy niż oczekiwali analitycy. Prezes banku zadeklarował też kolejny raz, że instytucja nie potrzebuje rządowej pomocy.
Kolejny dzień w niełasce graczy znajdowały się walory spółek surowcowych.
Spadające ceny ropy i metali są odpowiedzią rynku na spekulacje o ograniczeniu
popytu na nie w wyniku reperkusji związanych z nową
epidemią.