Wtorkowe dane o sprzedaży detalicznej w Polsce zostały powszechnie opisane jako fatalne. Sprzedaż spadła w kwietniu znacząco w ujęciu rocznym, pokazując kurczący się popyt konsumpcyjny na towary. Ja jednak dostrzegam w tych danych jaskółki odwrócenia negatywnego trendu. Dzięki spadkowi cen energii powoli odbijają realne wynagrodzenia, co przekłada się na uwolnienie potencjału zakupowego Polaków. Miesięczna zmiana sprzedaży nie była już tak negatywna jak w poprzednich miesiącach. W danych jest dużo szumu, ale może dno konsumpcyjnej recesji jest już za nami.

GUS podał, że w kwietniu sprzedaż detaliczna spadła aż o 7,3 proc. rok do roku (licząc w cenach stałych). W marcu było to też -7,3 proc. Są to potężne obniżki, porównywalne z lockdownowymi na przełomie lat 2020 i 2021. Odpowiadają za nie trzy czynniki: spadek realnych wynagrodzeń, odpływ uchodźców oraz przesunięcie popytu konsumentów od towarów w stronę usług.
W zmianach z miesiąca na miesiąc widać jednak pewne symptomy poprawy sytuacji. Z moich szacunków wynika, że odsezonowana sprzedaż wzrosła w kwietniu o 0,5 proc. miesiąc do miesiąca i było to pierwszy wzrost od niemal pół roku. Niestety są to szacunki obarczone dużym ryzykiem błędu, ponieważ efekt sezonowy trudno jest usnąć z danych, które w okresie wiosennym zawsze są pod dużym wpływem przesuwających się świąt wielkanocnych. Jakąś jaskółkę jednak widać - wskazują na to też inne dane.
Odwrócenie trendu w sprzedaży detalicznej jest spójne z odwróceniem trendu w realnych wynagrodzeniach i funduszu płac. W kwietniu realne wynagrodzenie było wprawdzie o 2,3 proc. niższe rok do roku, ale z miesiąca na miesiąc powoli się ono zwiększa – w lutym wzrosło o 0,1 proc., w marcu o 0,2 proc., w kwietniu o 1 proc. Są to moje szacunki po oczyszczeniu sezonowości. Trend jest dość wyraźny. Odwrócenie trendu w realnych wynagrodzeniach jest konsekwencją obniżenia inflacji cen energii. Jest to zjawisko naturalne – pracownicy zostali zaskoczeni tempem przyrostu inflacji w 2022 roku i nie zdążyli zareagować zwiększonymi żądaniami płacowymi. Teraz nadrabiają zaległości, a pomaga im złagodzenie kryzysu energetycznego.
Konsumpcja musi zatem wyjść z potężnego dołka, w jakim znalazła się na przełomie lat 2022 i 2023. To było zjawisko rzadko spotykane – zwykle recesję w gospodarce powodują wahania inwestycji i zapasów, a nie konsumpcji. Teraz było inaczej – konsumpcja spadała, a inwestycje rosły. Ta anomalia nie może utrzymać się długo.
Ewentualne odbicie w sprzedaży detalicznej, na którego potwierdzenie musimy jeszcze poczekać, nie będzie jednak raczej bardzo dynamiczne. Konsumenci przesunęli popyt w kierunku usług, które nie są rejestrowane w sprzedaży detalicznej (poza restauracjami). Co więcej, odpływ uchodźców sprawia, że maleje sprzedaż towarów pierwszej potrzeby, m.in. kosmetycznych czy farmaceutycznych. Utrzymują się też podwyższone obawy przed bezrobociem. Te wszystkie czynniki sprawiają, że do normalności w sprzedaży detalicznej jeszcze przez jakiś czas będzie nam daleko.
