W funduszach taniej znaczy lepiej

Mateusz Wojtala
opublikowano: 13-03-2019, 22:00

Najbliższe trzy lata będą okresem obniżania opłat w funduszach inwestycyjnych. Zyskają na tym klienci, ale nie kończy to dyskusji

Rozporządzenie Ministerstwa Finansów w sprawie opłat w funduszach inwestycyjnych jest dla branży bezlitosne: od 1 stycznia 2019 r. maksymalna wysokość wynagrodzenia stałego za zarządzanie funduszem nie może być wyższa niż 3,5 proc. wartości aktywów netto w skali roku. Od 2020 r. limit spadnie do 3 proc., rok później do 2,5 proc, a docelowo od 2022 r. wyniesie 2 proc. Konsekwencje zmian, zarówno dla TFI, jak i klientów mogą być jednak bardziej złożone niż mogłoby się to na pierwszy rzut oka wydawać.

— Przed nami okres naprawdę dużych zmian. Jest to temat budzący spore kontrowersje, który był omawiany co najmniej przez ostatnich 10 lat. Na razie pewne jest to, że opłaty mają spadać degresywnie o 0,5 pkt. proc. co rok, aż osiągną poziom 2 proc. docelowo w 2022 r. — mówił Michał Duniec, prezes firmy Analizy Online, podczas wystąpienia na konferencji Fund Forum 2019.

W tej kwestii głos w zeszłym roku zabrał też Narodowy Bank Polski, który sugerował, że opłaty za zarządzanie powinny spaść jeszcze bardziej — do poziomu 1,5 proc. Wpływ tej obniżki może być zauważalny nie tylko w wynikach portfeli inwestorów, lecz także choćby w ofercie produktowej krajowych towarzystw funduszy inwestycyjnych.

Da się zarobić

Na koniec 2017 r. (TFI nie opublikowały jeszcze sprawozdań finansowych za rok 2018) średnia efektywność aktywów pod zarządzaniem, czyli średnie wynagrodzenie TFI z uwzględnieniem opłat zmiennych, podzielone przez średnie aktywa wyniosła 2,02 proc.

— Z perspektywy TFI, ostatnie 10 lat to spadek tej efektywności z poziomu 3,16 proc. w 2007 r. do 2,02 proc. w 2017 r. Jednak nie jest ono wywołane obniżką opłat, ale zmianą struktury aktywów funduszy, która wynika głównie z tego, że zmieniły się preferencje inwestycyjne Polaków. Mimo że doszło do spadku, wciąż są TFI, które miały dużo większą efektywność niż mediana rynkowa. Jest to o tyle istotne, że pomimo spadku średniej cały czas istnieje możliwość pobierania opłat na wyższym poziomie — tłumaczy Michał Duniec.

Wśród towarzystw, które zarabiają relatywnie więcej, są m. in. Skarbiec i Eques Investment, z rentownością aktywów pod zarządzaniem przekraczającą 3 proc. Rekordzistą był Trigon TFI, który na koniec 2017 r. osiągnął poziom 3,97 proc.

Brakujący element

Co jest niezwykle istotne, zdaniem Michała Duńca, a czego brakuje w dyskusji i zapowiedziach minister finansów, to temat opłat zmiennych. Mimo że ich średnia ważona dla całego sektora to nieco ponad 3 proc. całego wynagrodzenia TFI, to jest to zagadnienie, którym według specjalisty warto się zająć.

— Problemem może być fakt, że uregulowana ma być tylko kwestia stałej części wynagrodzenia za zarządzanie. Może to oznaczać, że fundusze bardziej agresywne potanieją mocniej niż te względnie bezpieczne. Trzeba też mieć na uwadze, że w Polsce praktyka rynkowa dotycząca kosztów ukształtowała się nieco inaczej niż za granicą — tłumaczy Michał Duniec.

TFI ze swojego wynagrodzenia, czyli opłaty za zarządzanie, pokrywają szereg kosztów, m.in. koszty depozytariusza, agenta transferowego, niektórych usług prawnych czy audytu. Koszty dodatkowe, stanowiące pozycję zmienną, które przerzucone są na klienta, nie mają na naszym rynku istotnego udziału. Zupełnie inaczej wygląda to w krajach zachodnich — w funduszach zagranicznych istnieje dużo więcej pozycji kosztowych, inna jest też ich redystrybucja, a koszty zmienne mają tam większy udział niż w Polsce.

— Możemy pójść jedną z dwóch dróg. TFI mogą dalej pokrywać prawie wszystkie koszty z własnego wynagrodzenia, czyli klienci proporcjonalnie do obniżki opłat odczują to w swoich portfelach, ale ze względu na to, że TFI ze swojego wynagrodzenia, czyli opłaty za zarządzanie, pokrywają szereg kosztów, m.in. koszty depozytariusza, agenta transferowego, niektórych usług prawnych czy audytu. jest to nasza lokalna praktyka i nikt inny tego nie uregulował, TFI mogą częściowo pewne koszty wyciągnąć do kategorii „pozostałe”. Część kosztów zacznie być pokrywana z aktywów funduszu, a wtedy spadek opłat będzie mniejszy niż można by tego oczekiwać. Trzeba o tym dyskutować, gdyż jest to istotne dla atrakacyjności naszego rynku — dodaje Michał Duniec.

Pewne jest jedno: za kilka lat, kiedy opłaty spadną, klient dostanie dużo bardziej zróżnicowaną ofertę, jeśli chodzi o ryzyko i stopy zwrotu. Istnieje jednak również możliwość, że obniżka opłat nie obejmie równomiernie całego rynku. Spadnie przez to atrakcyjność funduszy uznawanych za bezpieczne, bo premia za ponoszone ryzyko wzrośnie.

2,02 proc. Tyle przeciętnie zarabiały TFI na zarzadzaniu aktywami w 2017 r. Dekadę wcześniej było to 3,16 proc.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mateusz Wojtala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu