W gospodarce widać pierwsze oznaki wiosny

Andrzej Arendarski
opublikowano: 2002-04-03 00:00

Z danych OBOP wynika, że marzenia i zarazem lęki większości Polaków związane są obecnie z pracą. Dosadnie świadczy to o stanie naszej gospodarki. Problem jest poważny i — na szczęście — dostrzegany przez polityków, zarówno koalicji rządzącej, jak i opozycji. Starania podjęte ostatnio przez rząd pozwalają mieć nadzieję, że nawet jeśli w szybkim czasie te marzenia Polaków nie zmienią się zasadniczo, to przynajmniej przedmiotem pragnień stanie się praca dobra, a nie jakakolwiek.

Pomimo sprzeciwu związków zawodowych, rząd przyjął projekt nowelizacji kodeksu pracy. Własny projekt wnieśli także posłowie PO. Na jutrzejszym posiedzeniu Sejm przeprowadzi pierwsze czytanie obu projektów i skieruje je do komisji. Mają one wspólny cel — przede wszystkim obniżenie kosztów pracy, co pozwoli na poprawę konkurencyjności polskich przedsiębiorstw. Starania o nowelizację prawa pracy oraz uznanie, iż nie będzie się to dokonywało kosztem emerytów i rencistów, stanowią pierwsze oznaki wiosny w gospodarce.

Wspomnijmy przykład Hiszpanii, która z wielkim problemem bezrobocia poradziła sobie właśnie poprzez uelastycznienie rynku pracy. Oczywiście towarzyszyły temu i inne działania, ale przykład hiszpański potwierdził ogólnie znaną prawdę, że bez elastycznego prawa pracy nie ma co myśleć o szybkim rozwoju gospodarczym w ogóle, a o efektywnym zwalczaniu bezrobocia w szczególności. Innym przykładem jest Irlandia, która problem bezrobocia rozwiązała przez efektywne wykorzystanie funduszy unijnych, pomagających jej zwiększyć zatrudnienie w trakcie restrukturyzacji gospodarki.

Liberalizacją kodeksu pracy już się zajmujemy. Jeśli zaś chodzi o środki unijne, to mamy otrzymać drugą co do wielkości kwotę dofinansowań z UE w latach 2004-06. Teraz musimy się tylko dobrze przygotować do jak najlepszego ich wykorzystania. Rząd niedawno uznał za stracone cztery projekty o wartości 33 mln euro, realizowane w ramach programów pomocowych z lat 2000 i 2001, a w tegorocznym programie PHARE niepewne pozostaje wykorzystanie około 80 mln euro. Rada jest prosta: mniej kontestujmy unijne propozycje wysokości dofinansowań, a bardziej przygotowujmy się do tego, aby Polska w ogóle mogła z nich skorzystać.

Sygnały dochodzące z międzynarodowego i rodzimego rynku nastrajają optymistycznie. Lepszy jest klimat koniunktury, wzrasta również dynamika sprzedaży detalicznej. W roku 2001 zmniejszył się deficyt w naszej wymianie z UE, a w handlu z Niemcami osiągnęliśmy saldo dodatnie. Postęp jest nieznaczny i na razie nieodczuwalny przez większość obywateli, ale poprawa koniunktury na świecie pozwala przypuszczać, że za parę miesięcy i to się zmieni.

Siłą napędową polskiej gospodarki powinien stać się eksport. O tym, w jak znikomym stopniu wykorzystujemy tę możliwość, niech świadczy udział Polski w obrotach handlu światowego i zawstydzająca wysokość eksportu per capita. Ale i w tej dziedzinie wreszcie widać światełko w tunelu. Z inicjatywy Ministerstwa Gospodarki ma ruszyć program dofinansowanych szkoleń dla przedsiębiorców zainteresowanych eksportem, co może spowodować większe zainteresowanie wywozem wśród małych i średnich przedsiębiorstw. Posunięcie to trzeba wspomóc działaniami prowadzącymi do obniżenia kursu złotego i lepszą promocją.

Poza tym niezwykle przydatne byłoby stworzenie przez MG przy współpracy z samorządem gospodarczym placówki zajmującej się promocją eksportu, a także wypracowującą długoletnią strategię tej promocji. Dostarczałaby ona także aktualnych informacji dla przedsiębiorców oraz wykonywała analizy rynków zagranicznych. Nie mniej ważne byłoby prowadzenie usług na rzecz konkretnych przedsiębiorstw. Taka instytucja — funkcjonująca często pod nazwą Instytutu Eksportu — sprawdziła się w wielu krajach, szczególnie mających osiągnięcia w handlu zagranicznym.

Pierwsze kroki zostały poczynione. Przede wszystkim jednak obserwujemy wśród rządzących większe zrozumienie praw, którym podlega wolny rynek. Zrozumienie dla potrzeby wprowadzenia zmian, bez których nasza gospodarka nigdy nie stanie się konkurencyjna, a przedmiotem marzeń milionów Polaków nadal będzie znalezienie jakiejkolwiek pracy.

Autor jest prezesem Krajowej Izby Gospodarczej