W handlu zagranicznym znowu wzrósł deficyt

Marek Matusiak
opublikowano: 2000-03-30 00:00

W handlu zagranicznym znowu wzrósł deficyt

LEPSZA STRUKTURA: Poprawa koniunktury w państwach rozwiniętych spowodowała zwiększenie naszego eksportu na te rynki, zwłaszcza do członków Unii Europejskiej.

Nasza gospodarka z miesiąca na miesiąc rozwija się w coraz szybszym tempie, co po okresie wyraźnej stagnacji na przełomie lat 1998/99 musi cieszyć. Niepokojące jest jednak pytanie, jak długo uda się utrzymać ten proces. Rozwój gospodarczy jest bowiem — co dotyczy zarówno małych firm, jak i oceny w skali makro — naturalną funkcją możliwości upłynnienia, albo inaczej: zamienienia na pieniądze, wyprodukowanych towarów i usług.

POLSKIE REALIA ostatnich miesięcy — w świetle nadmiernie rozbudzonego popytu wewnętrznego, przede wszystkim jednak na towary pochodzące z importu, realizowanego głównie przez coraz większe zadłużanie się ludności w bankach — wskazują, że głównym czynnikiem nakręcającym dalszy wzrost gospodarczy musi być eksport, jeśli oczywiście nie chcemy nawrotu wysokiej inflacji i wiążącej się z tym recesji. Toteż umiejętność zaistnienia produktu na zewnątrz kraju, skutecznego, konkurencyjnego pod względem jakościowym i cenowym, oferowania go zagranicznym odbiorcom, jest warunkiem sine qua non nie tylko poprawy naszego bilansu handlowego. Rzecz w tym, że jest to jedyna, w zasadzie, racjonalna przesłanka odrobienia zapóźnienia gospodarczego — a w znacznym stopniu także społecznego — w stosunku do rozwiniętych krajów Europy Zachodniej.

TE SŁUSZNE teoretyczne założenia dość znacznie mijają się z praktyczną ich realizacją. GUS podsumował właśnie ubiegłoroczne obroty towarowe polskiego handlu zagranicznego. Wpływy z eksportu wyniosły w tym okresie 108,6 mld zł i były wyższe od odnotowanych rok wcześniej o 10,1 proc. Wypłaty importowe pochłonęły kwotę 182,3 mld zł, co — porównując z tym samym okresem — stanowi wzrost o 11,9 proc. Tak więc ujemne saldo wymiany towarowej wyniosło 73,7 mld zł. Jest to rezultat znacznie gorszy niż uzyskany rok wcześniej, kiedy deficyt w handlu zagranicznym wyniósł 64,3 mld zł.

ZWIĘKSZONY deficyt złotowy nie może być jednak argumentem ostatecznym. Tym bardziej że przecież przedstawione wyniki są znacznie lepsze niż zakładały to zapisy ubiegłorocznej ustawy budżetowej, według których eksport miał wzrosnąć o 8,9 proc. W takim kontekście można by mówić wręcz o handlowym sukcesie.

NIESTETY, tak jednak nie jest. Wewnętrzne statystyki, operujące danymi w walucie danego kraju, są w handlu zagranicznym mało miarodajne w sytuacji, gdy stosuje się rozliczenia w licznych walutach, głównie w dolarach amerykańskich. W takim zaś ujęciu ubiegłoroczny eksport wyniósł 27,4 mld USD, a import — 45,9 mld USD. Łatwo zatem wyliczyć, iż deficyt handlowy wyniósł 18,5 mld USD. Z tego zestawienia niedwuznacznie wynika, iż wprawdzie ubiegłoroczny import był — w stosunku do roku poprzedniego — niższy o 2,5 proc., ale eksport zmalał w tym okresie aż o 3,1 proc.!

DANE TE w sposób jednoznaczny określają kondycję gospodarki. Choć po części, rzecz jasna, można nieco złagodzić ich wymowę. Doskonale wiadomo, że wschodni kryzys spowodował, iż udział Rosji w eksporcie naszych towarów zmniejszył się z 5,6 do zaledwie 2,6 proc., co w wyrażeniu złotowym oznacza spadek prawie o połowę, a przecież od dawna był to nasz drugi, co najwyżej trzeci, co do wielkości rynek zbytu. Rynek — dodajmy — relatywnie mało wymagający, co pozwalało lokować na nim towary, którymi nie są zainteresowane inne rynki.

SPÓJRZMY prawdzie w oczy — aktywizacja eksportu jest ewidentnym, a zarazem niezbędnym warunkiem dalszego rozwoju naszej gospodarki — rozumianego nie w okresie czterech czy pięciu miesięcy, lecz perspektywicznie. Nie będzie to łatwe, bo jak wykazały ostatnie badania, tylko co czwarty produkt oferowany przez polską gospodarkę jest technologicznie zaawansowany. I właśnie dlatego na rozwój eksportu trzeba zwracać szczególną uwagę.