W III debacie Kerry znów lepszy od Busha

Tomasz Zalewski
opublikowano: 2004-10-14 06:58

Prezydent Stanów Zjednoczonych George W.Bush i kandydat Demokratów na prezydenta John Kerry spotkali się w środę wieczorem w Tempe w stanie Arizona na trzeciej i ostatniej debacie telewizyjnej, która tym razem miała być poświęcona w całości wewnętrznym problemom USA.

We wstępnych komentarzach eksperci telewizyjni oceniają debatę jako remisową, z lekkim wskazaniem na Kerry'ego.

Obaj politycy spierali się o gospodarkę, podatki, miejsca pracy, reformę systemu emerytalnego i ubezpieczeń medycznych, przedstawiali swe stanowiska w kwestiach społeczno-kulturowych, jak aborcja czy homoseksualizm. Parokrotnie jednak powracał temat bezpieczeństwa USA i wojny z terroryzmem.

Już pierwsze pytanie, zadane przez prowadzącego debatę dziennikarza Boba Schiefera: "Czy Ameryka będzie znowu bezpieczna po ataku 11 września?", dostarczyło Kerry'emu okazji do zaatakowania Busha za to, że niepotrzebnie - zdaniem senatora z Massachusetts - wywołał wojnę w Iraku, która odwróciła uwagę Ameryki od walki z Al-Kaidą i schwytania Osamy bin Ladena.

Bush replikował, że Kerry traktuje wojnę z terroryzmem jak walkę z pospolitą przestępczością, gdy tymczasem aby zagwarantować bezpieczeństwo Ameryki, trzeba także interweniować, czasem zbrojnie, w krajach, które sponsorują i chronią terrorystów, jak kiedyś Afganistan i - zdaniem prezydenta - także Irak pod rządami Saddama Husajna.

Prezydent wytknął też kandydatowi Demokratów, że jego rządy oznaczałyby niebezpieczną dla USA politykę zagraniczna, gdyż "powiedział w czasie pierwszej debaty, iż Ameryka musi przejść globalny test, że aby się bronić, potrzebujemy międzynarodowej aprobaty".

"Ja współpracuję z sojusznikami, współpracuję z Francją, będziemy nadal budowali silne koalicje, ale nigdy nie przekażę

decyzji dotyczących naszego bezpieczeństwa narodowego przywódcom innych krajów" - oświadczył z naciskiem.

Kerry - który krytykuje Busha za interwencję w Iraku bez mandatu ONZ - ripostował, że "nigdy nie sugerował, byśmy przekazali nasze bezpieczeństwo innym krajom". "Powiedziałem coś przeciwnego: żaden kraj nie będzie miał prawa weta w naszych sprawach" - powiedział.

Dodał jednak, że trzeba "dotrzymywać norm prawdy, gdyż tak się zdobywa legitymizację na świecie" - wyraźna aluzja do nie znalezienia broni masowego rażenia w Iraku ani też potwierdzenia związków między Al-Kaidą a Sddamem Husajnem.

Kerry wytknął również Bushowi niedostatki w wewnętrznej ochronie kraju przed terrorystami, np. ciągle nieszczelne granice, braki w kontroli bagażu i pasażerów w ruchu lotniczym.

"Granice przeciekają bardziej niz kiedykolwiek. Codziennie przechodzą przez nie nielegalnie 4 tysiące ludzi" - powiedział

senator. Mówiąc o nielegalnej imigracji, oświadczył też, że trzeba "ścigać nielegalne zatrudnianie do pracy" - ale jednocześnie stworzyć szanse uzyskania obywatelstwa amerykańskiego tym imigrantom, którzy przebywają w USA długo, uczciwie pracują i przestrzegają prawa.

Senator kilkakrotnie zarzucił Bushowi, że za jego rządów ubyło miejsc pracy, nadwyżka budżetowa zmieniła się w wysoki deficyt, i jeszcze więcej Amerykanów nie ma żadnego ubezpieczenia lekarskiego. Przypomniał, że sam przeprowadzi reformę systemu ochrony zdrowia, w wyniku której miliony ludzi będzie stać na wykupienie ubezpieczeń.

Prezydent odpowiedział, że reforma ta będzie kosztowała budżet "5 bilionów dolarów w ciągu 10 lat", o czym Kerry nie informuje. "To pusta obietnica" - dodał.

Kandydat Demokratów zapowiada, że sfinansuje swoją reformę przez cofnięcie obniżki podatków od najzamożniejszych obywateli, ale niezależni komentatorzy podkreślają, że zaledwie w części pokryłoby to konieczne wydatki.

Bush z kolei zapewniał, że uratuje przed bankructwem system federalnych emerytur (Social Security) poprzez jego częściową prywatyzację. Kerry nazwał ten pomysł "katastrofą".

Sam jednak nie wyjaśnił jak zapewni wypłacalność systemu w sytuacji, gdy ekonomiści ostrzegają, że wskutek starzenia się

społeczeństwa trzeba będzie podwyższyć składki lub wiek emerytalny (obecnie 65 lat). Senator twierdził, że tego nie zrobi.

Obaj kandydaci wypowiedzieli się też na temat przerywania ciąży i małżeństw homoseksualnych.

Kerry potwierdził poparcie dla prawa kobiet do aborcji, natomiast Bush oświadczył, że chce "popierać kulturę życia". Naciskany czy jest za cofnięciem decyzji Sądu Najwyższego z 1973 r. legalizującej aborcję, zastosował unik: "Pytacie mnie czy mam jakieś szczególne kryterium nominacji moich sędziów i odpowiedź brzmi: nie" (w domyśle: czy o nominacji zadecydują poglądy kandydata na sędziego na temat aborcji).

Zapytany o opinię na temat homoseksualizmu, Bush odpowiedział, że "trzeba traktować wszystkich z szacunkiem i godnością", ale podkreślił, że "ważne jest abyśmy bronili świętości małżeństwa jako związku mężczyzny i kobiety". "Najlepszym sposobem, aby to zapewnić, jest poprawienie konstytucji" - dodał.

Zdominowany przez Republikanów Kongres usiłuje uchwalić taką poprawkę. Kerry potwierdził, że jest temu przeciwny, ponieważ decyzję w sprawie legalności małżeństw jednopłciowych należy pozostawić stanom.

hb/