W komisji PE kompromis w sprawie dyrektywy usługowej

Polska Agencja Prasowa SA
opublikowano: 22-11-2005, 21:18

Eurodeputowani komisji rynku wewnętrznego doszli we wtorek do porozumienia w sprawie jednego z najbardziej kontrowersyjnych dyskutowanych obecnie w Brukseli projektów, czyli dyrektywy usługowej. Zgodzili się co utrzymania kluczowej zasady kraju pochodzenia, a także szerokiego zakresu dyrektywy.

Eurodeputowani komisji rynku wewnętrznego doszli we wtorek do porozumienia w sprawie jednego z najbardziej kontrowersyjnych dyskutowanych obecnie w Brukseli projektów, czyli dyrektywy usługowej. Zgodzili się co utrzymania kluczowej zasady kraju pochodzenia, a także szerokiego zakresu dyrektywy.

    Większość z 1600 zgłoszonych poprawek głosowano w pakietach, ale i tak komisja potrzebowała 314 głosowań, by rozpatrzyć wszystkie wnioski. W ostatecznym głosowaniu do popierających kompromis chadeków, liberałów i konserwatystów dołączyło nawet paru socjalistów.

    Zasada kraju pochodzenia oznacza, że przedsiębiorca, który chce świadczyć usługi w innym kraju UE, może to robić na podstawie przepisów kraju, z którego pochodzi. Wychodząc naprzeciw obawom przeciwników dyrektywy, w wersji uchwalonej we wtorek doprecyzowano jednak - w porównaniu z pierwotną propozycją Komisji Europejskiej - uprawnienia kontrolne kraju, gdzie usługi są wykonywane.

    Eurodeputowani wyłączyli ze stosowania dyrektywy usługi publiczne o charakterze nieekonomicznym (edukacja, opieka społeczna), usługi medyczne, hazard i usługi audiowizualne, w tym także filmowe. W zakres dyrektywy nie wchodzą też m.in. usługi finansowe i transportowe, bo one są regulowane odrębnym prawodawstwem unijnym.

    "To dobra wróżba na sesję plenarną, ale nie jest to jeszcze gwarancja sukcesu" - powiedziała PAP po głosowaniu Magda Kopczyńska, szefowa biura Konfederacji Pracodawców Polskich "Lewiatan" w Brukseli. Jej zdaniem przyjęte poprawki są po myśli polskich przedsiębiorców.

    Dopiero po zakończeniu prac w Parlamencie Europejskim dokument będzie dyskutowany przez kraje członkowskie UE. PE zajmie się dyrektywą na sesji plenarnej najwcześniej w styczniu. Polsce zależy, żeby jak najmniej odchodzić od propozycji Komisji, ale - choć emocje wokół tzw. dyrektywy Bolkesteina już ucichły - niewiadomo, czy Francja albo Niemcy, używając argumentu ochrony rynku pracy i "europejskiego modelu socjalnego", pójdą łatwo na ustępstwa.

    Przedsmak przyszłej debaty mieli dziennikarze na konferencji prasowej po głosowaniu. Socjalistka z Niemiec Evelyne Gebhardt, która jest sprawozdawcą projektu, powiedziała, że "wciąż jest pełna obaw" jeśli chodzi o widmo "polskiego hydraulika", który dzięki dyrektywie miałby zabierać pracę swoim kolegom w krajach "starej" UE.

    "Większość moich kolegów nawet nie akceptuje użycia takiego słowa jak dumping socjalny" - odparował jej rzecznik chadeków (EPP-ED) Malcolm Harbour z Wielkiej Brytanii.

    Zdaniem Harboura osiągnięty w komisji kompromis gwarantuje równowagę między wolnością świadczenia usług w UE i celem dyrektywy, czyli zniesieniem barier administracyjnych, a uprawnieniami władz krajowych, gdzie usługi są świadczone.

    Wejścia dyrektywy w życie można się spodziewać po włączeniu do porządku krajowego przez poszczególne państwa, najwcześniej w 2009-10 roku.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Polska Agencja Prasowa SA

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane