Farmacja niechętnie ocenia wynik rozmów z UE, bo niektóre wynegocjowane ogromnym wysiłkiem elementy są tak oczywiste, że w ogóle nie powinny podlegać negocjacjom. Zbyt szybko zaś zgodzono się z warunkami UE tam, gdzie gra była warta świeczki.
Okres przejściowy dla rejestracji leków wynegocjowano do 2008 r., ale dla wyrobów medycznych zabrakło już jasnych regulacji. Dla producentów było oczywiste, że na przerejestrowanie leków będących w obiegu rynkowym zgodnie z zasadami i wymaganiami UE potrzeba czasu i że Unia nie będzie w tym przeszkadzać. Gdyby nie było czasu na spełnienie tych wymogów, w dniu wejścia do UE z rynku obowiązkowo trzeba byłoby wycofać wszystkie leki.
Mających tego świadomość bulwersowała sprawa przygotowanej przez rząd dla Komisji Europejskiej słynnej listy leków, na której nie znalazło się wiele leków dla ludzi i żaden lek weterynaryjny. Dokument do tej pory jest poprawiany i uzupełniany, bo Unia potraktowała jego pierwszą wersję jako oficjalny załącznik, chociaż zdaniem producentów negocjacje wcale nie wymagały przekazania takiego dokumentu. Podobno nowa lista jest już zadowalająca polską stronę, chociaż do tej pory nikt oprócz autorów nie widział jej w całości, i tym razem znalazły się na niej również produkty weterynaryjne.
Ta pomyłka naszego rządu odwróciła uwagę od dużo ważniejszych problemów. Należy do nich kwestia SPC, czyli dodatkowego świadectwa ochronnego dla leków. UE postawiła w tej sprawie twarde warunki. Polscy negocjatorzy trochę zbyt szybko na nie przystali. Producenci uważają, że można było osiągnąć lepszy wynik. Ostatecznie Polska zgodziła się na przedłużenie standardowego okresu dwudziestoletniej ochrony patentowej leków oryginalnych. Dodatkowa ochrona będzie dotyczyć wszystkich leków zarejestrowanych już po 1 stycznia 2000 r., a nie tylko tych, które będą rejestrowane już po dacie włączenia Polski w struktury UE.
Przyjęcie dziś określonych zasad nie skończy jednak wcale zmian w systemie. Prawo europejskie w obszarze farmacji, które dziś przyjmuje Polska, właśnie się zmienia. Krajowi wytwórcy za wszelką cenę chcą odłożyć zmiany legislacyjne do czasu akcesji. W innym razie, jeśli przepisy zmienią się w ciągu najbliższych miesięcy, nie będziemy mieć żadnego wpływu na bardzo istotne dla nas zagadnienia.