W Londynie trupów pełne ulice

Nie była to największa epidemia w historii, ale okoliczności jej wystąpienia sprawiły, że została zapamiętana jako The Great Plague of London. Od kwietnia 1665 r. do wielkiego pożaru Londynu, który wybuchł we wrześniu rok później, zginęło od zarazy ok. 100 tysięcy osób, jedna czwarta populacji miasta.

Wielka kometa, która w 1654 r. widoczna była na niebie, przez wielu interpretowana była jako zapowiedź katastrofy. O swoich interpretacjach przypominali sobie zwłaszcza ci, którzy przeżyli to, co po jej pojawieniu się nastąpiło.

Zacznijmy jednak od diagnozy. Mimo wielu plotek i przesądów, które zawsze odżywają w przypadku epidemii, sprawczynią zgonów w Londynie była stara znajoma dżuma. A dokładniej bakteria Yersinia pestis, której roznosicielami są wszelkie zwierzęta (co ciekawe, oprócz wielbłądów) obecnie szczególnie susły, świstaki i świnki morskie. W tamtych latach jednak głównymi winowajcami były szczury oraz pchły, od prehistorii zaprzyjaźnione ze środowiskiem życia człowieka.

Londyn w XVII wieku nie był miastem przyjemnym do życia. Ciasne, drewniane zatęchłe klitki były domem dla większości mieszkańców stolicy. Wilgoć wzmagała uczucie chłodu, a ten również dawał się we znaki w związku z przypadającym wtedy szczytem małej epoki lodowcowej. Ponad 15 tys domów i fabryczek opalanych było węglem dostarczanym barkami do doków nad Tamizą oraz różnego rodzaju wozami przez wiecznie zatłoczone bramy silnie obwarowanego miasta. Odchody wylewano wiadrami wprost na ulice, w bardziej prestiżowych miejscach rowy wzdłuż arterii przykryto dla większej higieny deskami. 

W tym otoczeniu znakomicie rozwijały się szczury, których liczbę podówczas naukowcy szacują na kilka milionów...

Zarażone bakteriami gryzonie zostały przywiezione do Anglii prawdopodobnie na niderlandzkich statkach handlowych wraz z ładunkiem bawełny. Tak szczegółowe informacje wynikają z przekazów o pojawieniu się przypadków dżumy w Amsterdamie już w 1654 r. Choroba z pracowników doków zatrudnionych przy wyładunku towaru szybko przeniosła się na członków ich rodzin mieszkających w skromnych warunkach, jednak na przełomie 1664 i 1665 r. nie rozwijała się szybko ze względu na niskie temperatury. Niemniej w grudniu proboszcz parafii św Idziego znajdującej się poza murami miasta zapisał w księgach fakt kilku nagłych i tajemniczych zgonów.

Nie wiemy jak wiele osób z ubogich klas społecznych Londynu zmarło w wyniku choroby, ponieważ wśród osób biednych takie rejestry zazwyczaj nie były prowadzone. Co więcej, najczęściej nie były one nawet chowane w godnych warunkach. W ten sposób, bez świadomości patrycjatu miasta, zaraza zaczęła wiosną rozprzestrzeniać się niezwykle szybko aby zaatakować niespodziewanie. 

Pierwszą zmarłą na dżumę w tej epidemii osobą, której zgon zarejestrowano, była Margaret Porterous. Jej śmierć nastąpiła 12 kwietnia 1665 r., wkrótce zmarło kilka kolejnych osób.

Burmistrz Londynu wezwał właścicieli nieruchomości do sprzątania nieczystości nagromadzonych przed ich posesjami. Była to normalna praktyka stosowana w czasie epidemii cyklicznie nawiedzających metropolię. Miasto najmowało na własny koszt robotników, którzy pomagali sprzątać największe warstwy gnoju - co powinno uświadomić nam skalę problemu higieny.

Masowe sprzątanie nieczystości paradoksalnie pogorszyło sytuację. Coraz więcej osób chorowało i umierało w ciągu zaledwie kilku dni. Rozpoczęła się ucieczka mieszkańców miasta coraz bardziej przerażonych sytuacją. Pamiętnikarz Samuel Pepys, zajmujący wówczas wysokie stanowisko w Admiralicji, pozostał w Londynie usiłując zapanować nad narastającym chaosem, zapisał przerażony w dzienniku: "Boże zachowaj nas!"

Szczyt epidemii przypadł na lato. Król Karol Stuart schronił się z dworem w Oxfordzie, z patrycjatu w mieście pozostali burmistrz i rajcy, większość duchownych oraz prymas Anglii i biskup Londynu. 

W ostatnim tygodniu czerwca zmarło ponad 3 tysiące osób, gdy w innych latach takich zgonów w tym samym okresie rejestrowano 10 razy mniej. Koniecznością stało się utworzenie formacji tragarzy, którzy ciągnęli wozy wzdłuż ulic pokrzykując: "Wydajcie nam swoich zmarłych!". Wkrótce jednak i ludzi do transportu zaczęło brakować.

Brak miejsc na cmentarzach wymusił kopanie masowych grobów. Największy powstał przy kościele parafii na Aldgate. Miał 50 stóp długości, 20 stóp szerokości i taką samą głębokość. Kopano by głębiej, gdyby nie osiągnięto wód gruntowych. W dole pochowano 1114 ciał.

Sposoby radzenia sobie z zarazą były najróżniejsze, ale większość z nich opierała się na przesądach, bądź wynikała z błędnej diagnozy. Domyślano się zwierzęcego pochodzenia choroby, więc nakazano wybicie wszystkich psów i kotów, co oczywiście pogorszyło tylko sytuację. 
Powszechne przeświadczenie o przenoszeniu epidemii przez "morowe powietrze" doprowadziło z kolei do palenia wielkich ognisk w miejscach publicznych, które miały wypalić winowajcę. Te usytuowane przed domami nieco ograniczyły rozprzestrzenianie choroby, bowiem zarażone zwierzęta miały ograniczony dostęp do środka. Zaczęto również rozpowszechniać pogłoski, jakoby przed chorobą chroniło palenie tytoniu.

W lipcu i sierpniu umierało ok 2 tys osób tygodniowo, jednak we wrześniu liczba wzrosła do 7 tysięcy a i ona wydaje się być niedoszacowana, ponieważ umierać zaczęli duchowni prowadzący księgi parafialne. W czasie Wielkiego Pożaru Londynu, który nastąpił w roku 1666 spłonęła część ważnych archiwów, niemniej możemy szacować, że w niektórych rejonach miasta podczas zarazy zmarła połowa mieszkańców.

Epidemia nie rozlała się na inne rejony Anglii, choć jednostkowo została zawleczona do kilku miasteczek. Najbardziej znanym przykładem jest Eyam w Derbyshire, gdzie pojawiła się wraz z wędrownym handlarzem ubrań. Postawa społeczności dotkniętej zarazą jest godna podziwu, ponieważ sami zarządzili kwarantannę i nie opuszczali miasta do czasu śmierci ostatniego chorego. W ciągu kilkunastu miesięcy zmarło 80% mieszkańców.

Jesienią 1665 r., wraz ze spadkiem temperatur, epidemia zaczęła wygasać. W lutym król wrócił do Londynu. Pojedyncze przypadki pojawiały się jeszcze sporadycznie. Ostatecznie Wielką Zarazę zakończył Wielki Pożar Londynu, który wybuchł 2 września 1666 r. i wypalił domy oraz ich mieszkańców a także żyjące na nich pasożyty zarażone bakteriami.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Dobrowolski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Historii / W Londynie trupów pełne ulice