Przychody i zyski znów poszybowały, sieć imponująco się rozrosła, a kurs od wielu miesięcy utrzymuje się w trendzie wzrostowym (w styczniu przebił barierę 5000 zł za akcję) — i tak z kwartału na kwartał. Analitycy są zgodni — odzieżowe LPP (marki Reserved, Cropp, House, Mohito, a wkrótce też Sinsay) to unikatowa spółka.
Poukładana spółka...
— LPP z roku na rok jest coraz większe i stawia sobie coraz wyżej poprzeczkę. Jednocześnie jest to spółka bardziej bezpieczna i odporna na różnego rodzaju szoki i spowolnienia rynkowe. Najlepiej widać to po wynikach za 2012 r., które dla LPP były rekordowe [zysk netto wyniósł 355 mln zł, plus 32 proc. r/r, a przychody 3,22 mld zł — plus 29 proc. r/r — red.] mimo że koniunktura na rynku się pogarsza — mówi Kamil Szlaga z KBC Securities.
Jego zdaniem, grupie pomaga skala działania i wysoka jakość zarządzania.
— To olbrzymi, bardzo dobrze poukładany organizm. Spółka nie jest do końca przewidywalna w pozytywnym tego słowa znaczeniu, bo co roku rynek zastanawia się, czym jeszcze pozytywnym LPP może zaskoczyć. Brakuje dobrych spółek, które mogą się pochwalić podobnym wzrostem i które spełniają obietnice, a nawet przebijają oczekiwania rynku — mówi Kamil Szlaga z KBC Securities. Podobnego zdania jest Włodzimierz Giller, analityk PKO BP.
— LPP to bardzo poukładana i dobrze zarządzana spółka. Jej głównym czynnikiem ryzyka jest rynek — czy będzie kupował ich ubrania. Ostatnie trzy lata były bardzo udane dla gdańskiej spółki, bo od tego czasu pokazuje nieustający wzrost przychodów i zysków. Jedynie rok 2009 był słabszy ze względu na kryzys. Jednak LPP podniosło się z tego z nawiązką. Teraz firma nabrała apetytu na przyspieszenie rozwoju — mówi analityk PKO BP.
...chce rosnąć...
W tym roku ma paść rekord przyrostu powierzchni handlowej.
— Nakłady na ten cel wyniosą 360 mln zł. Przybędzie 145 tys. mkw. powierzchni.
Plan zakłada otwarcia 106 sklepów za granicą, 68 tys. mkw., z czego aż 48 tys. mkw. przybędzie w Rosji, i 134 w Polsce — 77 tys. mkw. — mówi Dariusz Pachla, wiceprezes LPP.
Na koniec 2012 r. sieć liczyła 434 tys. mkw. powierzchni, o 90 tys. więcej niż przed rokiem (plus 26 proc.). Oznacza to, że przybyły 184 sklepy, w sumie było ich 1077. Główne uderzenie ekspansji spółka skierowała na zagranicę. Tylko w Rosji w 2012 r. przybyło 75 sklepów, na Ukrainie 17.
...i zarabiać
— Trzeba pamiętać, że taka liczba otwarć wiąże się z określonym ryzykiem. Koszty nowych sklepów ponosimy w chwili otwarcia, a na przychody trzeba poczekać. W tym roku LPP otworzy rekordową liczbę powierzchni handlowej, więc koszty będą duże, a przychodów ze sporej części biznesu jeszcze nie będzie. Tempo dochodzenia nowych powierzchni do pełnej sprawności sprzedażowej będzie kluczem do sukcesu. Jednak historia pokazuje, że spółka nabrała doświadczenia w lokalizacjach marek i trafnie, lepiej niż konkurencja, je dobiera. Nowe sklepy szybko dochodzą do zyskowności. Zakładamy, że w tym roku LPP poprawi zyski — mówi Włodzimierz Giller. Na to samo liczy spółka.
— Wierzę, że będzie to kolejny rok większych zysków i przychodów. Zwyżki mogą być zbliżone do 20-30 proc. — mówi Dariusz Pachla. Według Kamila Szlagi, LPP może mieć ambicje wyrastać na globalnego gracza.
— LPP potrafi się uczyć. Receptą na sukces jest ciężka praca, skupienie się na rozwoju i strategii — dodaje Kamil Szlaga.
50 Tyle w tym roku pojawi się sklepów Sinsay, najnowszej marki LPP, na których otwarcie grupa wyda około 40 mln zł.
160- -200 mln zł Tyle LPP zamierza przeznaczyć na budowę centrum logistycznego w Pruszczu Gdańskim.
OKIEM EKSPERTA
Niewygodne polskie pochodzenie
KRZYSZTOF BADOWSKI
partner zarządzający Roland Berger Strategy Consultants
Z punktu widzenia wizerunku Polski i jako wzorzec dla innych przedsiębiorców zdecydowanie dobrze jest mieć taką spółkę, jak LPP, która ma i aspiracje, i szansę stać się globalnym graczem. Mimo prób wielu takich polskich przypadków nie ma. Na myśl przychodzi mi HTL-Strefa z segmentu medycznego, która chwali się, że globalnie posiada ponad 50 proc. rynku. Oczywiście działa w niszy rynkowej, w przeciwieństwie do LPP. Jest też trochę spółek z lat 90., które urosły do pokaźnych rozmiarów. Te przykłady pokazują, że polskie firmy potrafią się przebijać, zarówno w kraju, jak i za granicą. Inna sprawa, że przeciętny konsument często nie jest świadomy, że dana marka jest polska. Tak może też być w przypadku LPP. Spółkom też niekoniecznie zależy na rozpowszechnianiu swojego pochodzenia, zwłaszcza w ekspansji zagranicznej, ponieważ wizerunek Polski jest określony i polskie „dziedzictwo” nie we wszystkich branżach i kategoriach produktowych działa na korzyść. Jestem sobie w stanie wyobrazić, że w przypadku niektórych produktów polskie pochodzenie może jednak działać na ich korzyść. Tak jest np. w branży spożywczej. W modzie czy segmencie zdrowia i urody może być odwrotnie.
Od azjatyckich T-shirtów…
Historia spółki, której założycielami są Marek Piechocki i Jerzy Lubianiec, sięga początku lat 90. Wówczas stawiali pierwsze kroki w branży odzieżowej, prowadząc Przedsiębiorstwo Handlowe Mistral. LPP naprawdę narodziło się w 1995 r., ale nim jego właściciele postawili na budowę własnej marki, zaopatrywali hipermarkety w T-shirty szyte w Azji. Pierwszy sklep flagowego brandu Reserved powstał w 2000 r. Rok później akcje spółki zadebiutowały na warszawskim parkiecie. Pierwsze doświadczenia za granicą, w Estonii, Czechach i na Węgrzech, spółka zdobyła już w 2002 r. Dwa lata później powstała marka Cropp Town, a w 2007 r. Esotiq. Na akwizycję marek House i Mohito LPP zdecydowało się w 2009 r. Natomiast w tym roku zadebiutuje piąty brand – Sinsay. Pierwszy sklep LPP otworzy w marcu.