Kolekcjonowanie monet łatwo jest zacząć od poczucia zmieszania, dlatego że dostępna na rynku oferta jest tak szeroka i jednocześnie bogata w szczegóły, że pierwsze wrażenie, jakie towarzyszyć może początkującemu inwestorowi, to wrażenie skomplikowania.

Antyczna, mocno już zużyta moneta z nagim jeźdźcem, prostokątna i srebrna dwudziestozłotówka z polskim malarzem i niewprowadzone jeszcze do obiegu pięć złotych uwieczniające poznański ratusz wydają się z pozoru istotnie nie różnić, ale wystarczy spojrzeć na ceny, żeby się zorientować, że nominał na awersie niekoniecznie oznaczać musi rynkową wartość. Wydana tuż po denominacji 200-złotowa moneta upamiętniająca 13. edycję konkursu chopinowskiego kosztowała w dniu emisji 780 zł, a dzisiaj jej cena na rynku wtórnym przebija 20 tys. zł — dla posiadacza oznacza to więc tyle, że inny kolekcjoner zapłaciłby za nią sto razy więcej od nominału.
Kolekcja ze skarbonki
Podstawowym rozróżnieniem, dzięki któremu można ten rynek uporządkować, jest rozpoznanie wśród wielu podobnie wyglądających przedmiotów tych, które rzeczywiście są monetami. Poza dawnymi znaleziskami, którymi płacono za zakupy jeszcze przed naszą erą, w obiegu znajduje się też wiele współczesnych monet w różnych kształtach, na których odczytać można podane w złotymwartości. Monetą kolekcjonerską nie będzie więc ani medal z twarzą papieża, ani inny okrągły numizmat bez określonej waluty, tylko emitowany przez bank centralny pieniądz, którym w praktyce można byłoby posługiwać się też w sklepie.
Jedynym rodzajem, z którym zdarza nam się zetknąć przy kasie, są jednak obiegowe pięciozłotówki, które właściwie nie są przez emitenta sprzedawane, ale tylko wymieniane za mniej dekoracyjny środek płatniczy o tym samym nominale. Te monety, które uznawane są za kolekcjonerskie, raczej się natomiast nie pojawiają w wydawanej w kiosku reszcie, szczególnie że wybijane są przez NBP w złocie i srebrze. Ich wartość rzadko też zależy od wyznaczonego nominału, a od aktualnych cen szlachetnego surowca potrafi być zupełnie oderwana — głównie dlatego, że na rynkowe ceny wpływają w tym przypadku czynniki typowe dla dóbr kolekcjonerskich, czyli cechy samej monety i jej rzadkość w obiegu.
O tym, czy na rynku wtórnym zapłacimy kilkanaście czy kilkanaście tysięcy złotych, decydują przeważnie temat, któremu poświęcona jest moneta, jej nakład, popularność danej serii, a także mennicze techniki, którym zawdzięczany jest wizualny efekt. Wybite dwa lata temu stemplem lustrzanym złote monety z dyrygującym Witoldem Lutosławskim miały niski, bo ograniczający się do 2,5 tys. nakład — rysunek jest matowy, a w idealnie lustrzanym tle można byłoby się nawet przejrzeć.
Stemple w cenie
Najcenniejsze współczesne monety kupuje się zapakowane w specjalne kapsuły, z dołączonym certyfikatem, na którym zamieszczane są przez emitenta dokładne informacje.
Żeby zyskownie sprzedać taką przykładową 200-złotówkę z polskim kompozytorem, moneta powinna być w jak najlepszym, czyli właściwie w menniczym stanie. Matowy Witold Lutosławski nie powinien mieć więc na otaczającym go lustrzanym tle nawet najmniejszych zadrapań, okruszków ani odcisków palców, które przez naszą nadgorliwość moglibyśmy w wielu miejscach pozostawić. Dbałość o potencjał inwestycji polega więc na rozpoznaniu tematu dogłębnie, ale w teorii, bez naruszania przechowywanych w etui monet.
Rozwiązaniem dużo prostszym wydaje się więc lokowanie kapitału w sam surowiec, co również można na tym rynku zrobić, kupując monety bulionowe. Ich wartość zależy przede wszystkim od zawartości metalu, najczęściej złota i srebra, i od wagi, a w dalszej kolejności od pochodzenia.
Najstarszą bitą współcześnie lokacyjną monetą jest południowoafrykański Krugerrand, który zawierać może od 0,1 do jednej uncji złota wzmocnionego nieznaczną domieszką miedzi. W porównaniu z seriami typowo kolekcjonerskimi, do wzrostu cen bulionowych monet nie przyczyniają się żadne precyzyjnie wykonane oblicza królów, wizerunki znanych kompozytorów czy nawet mniej znanych zwierząt.
Na Krugerrandach wybijane są obco brzmiące skoczniki antylopie, podobnie jak na polskich Orłach Bielikach same bieliki — nie zmienia to jednak faktu, że w przypadku monet bulionowych nakłady, a więc i przedstawienia braci mniejszych, nie są ograniczone. Kolekcjonerski Paź Królowej występuje na przykład w srebrnej wersji w ilości 26,5 tys. monet, a Jelonków Rogaczy jest jeszcze mniej, bo tylko 15 tys. Zamiast 20 zł z awersu taka moneta kosztuje teraz nawet 2 tys. zł, co i tak dla początkujących kolekcjonerów może być mniej zaskakujące niż wiadomość, że Jelonek Rogacz wcale nie przedstawia jelonka, tylko chrząszcza.
KOMENTARZ PARTNERA
Pasja i zyski
BARBARA JAROSZEK, zastępca dyrektora w Departamencie Emisyjno-Skarbcowym NBP
Kolekcjonerstwo monet to przede wszystkim realizowanie pasji, a dopiero w drugim rzędzie metoda inwestycji. Czasami zdarza się, że niektóre z dostępnych na rynku monet zyskują w czasie bardziej bulionowe. Te ostatnie różnią się od niż inne — zależy to od podstawowych kolekcjonerskich przede wszystkim tym, że czynników decydujących o wzroście nie mają określonego z góry limitowanego wartości. Poza tematem monety zaliczyć nakładu. Z monetami kolekcjonerskimi jest można do nich jej nakład, a także techniki natomiast zupełnie inaczej niż np. z książkami, mennicze, które zostały zastosowane podczas bo nakład, który sprzedaje się bardzo dobrze, produkcji. Dodatkowo, każda z monet może nigdy nie zostanie wznowiony. Dzięki stałej się różnić stanem zachowania. Kolekcjonerzy ilości nowi kolekcjonerzy poszukiwać muszą wybierają zazwyczaj określone serie, które takich monet na rynku wtórnym, a to sprawia, emitowane są często przez kilkanaście, że ich ceny rosną. Do najlepiej sprzedających a nawet 20 lat, albo decydują się się w NBP serii od kilku lat zalicza się na na zbieranie wszystkich monet przykład Skarby Stanisława Augusta w wersji wyemitowanych w danym roku. złotej i srebrnej, z wysokim reliefem.