W noweli o OFE są też zbędne zapisy

Katarzyna Ostrowska
opublikowano: 2002-09-25 00:00

Nowelizacja ustawy o OFE nie sprzyja stabilizacji rynku. Michał Rutkowski, ekspert Banku Światowego, uważa, że akcjonariusze PTE powinni mieć zapewnione legislacyjne status quo na co najmniej trzy lata. Zmianę opłat dystrybucyjnych i limitów w opłacie za zarządzanie uważa za niepotrzebne.

Zmiany zaproponowane do ustawy o OFE nie zmieniają struktury systemu emerytalnego — tak uważa Michał Rutkowski, dyrektor ds. zabezpieczenia społecznego na Europę i Azję Środkową w Banku Światowym. Dzieli je na trzy grupy.

— Jedne poprawiają system i usuwają nonsensy, np. likwidują konieczność wysyłania listów poleconych, czy wprowadzenie możliwości odwołania członków zarządu. Drugi rodzaj zmian jest neutralny — dotyczy kwestii administracyjnych, np. w dziedzinie stosunków z bankiem depozytariuszem. Trzecia grupa to zmiany niekonieczne i mam wątpliwości, czy idą w dobrym kierunku — mówi Michał Rutkowski, współautor koncepcji reformy emerytalnej w Polsce.

Do ostatnich zmian zalicza m.in. ujednolicenie i ograniczenie prowizji od składki. Opłata ta ma stanowić początkowo 7 proc., by w 2015 r. spaść do 3,5 proc.

— Może okazać się nierealistycznie niska. Niecierpliwość rządu wynika z braku zaufania do rynku. Jest ona pogłębiona nie najlepszą sytuacją na światowych giełdach. W tej dziedzinie wykazałbym się jednak większą cierpliwością — mówi Michał Rutkowski.

Jest także przeciwny limitom, zależnych od aktywów, wprowadzonych w opłacie za zarządzanie.

— Gwarantuje się wówczas, że wszystkie opłaty będą na poziomie tych limitów, a nie niżej. Doświadczenie światowe pokazuje, że takie limity mogą być obchodzone — uważa dyrektor.

Dobrym przykładem jest Meksyk.

— Po wprowadzeniu limitów zaczął spadać poziom usług. Towarzystwa zaczęły bowiem oszczędzać na usługach. Per saldo zysk był niewielki, a strata duża. Podobnie może stać się w Polsce. To rygorystyczny limit i duże ograniczenie dla PTE — twierdzi Michał Rutkowski.

Wątpliwości budzi także rachunek premiowy, czyli nagroda dla OFE, które osiągają dobre wyniki inwestycyjne. Jest on oparty na koncepcji, że OFE zależy na maksymalizacji wyników w okresie trzech lat.

— To zbyt krótki czas. Nacisk na maksymalizację wyników w okresie 3-letnim działa przeciwko interesom klientów w dłuższym czasie. Dobrze, że aby skorzystać z funduszu premiowego, OFE będzie musiał mieć dodatni wynik przez 6 lat — tłumaczy dyrektor.

Zwraca też uwagę, że dobrze stało się, że okres wyliczania minimalnej stopy zwrotu został wydłużony.

— Nie powinien być on krótszy niż cykl inwestycyjny, czyli 4 do 5 lat — twierdzi Rutkowski.

Rachunek premiowy ma jednak także dobre strony. Będzie bowiem wzmagał chęć do ponoszenia przez OFE ryzyka.

— Obecny system był tak skonstruowany, że prowokował do naśladownictwa. Karano za złe wyniki, a nie nagradzano dobrych. Większe zróżnicowanie strategii inwestycyjnych nie zaszkodzi — uważa przedstawiciel Banku Światowego.

PTE oceniają, że zmiany do ustawy spowodują spadek ich przychodów o 30-40 proc. Michał Rutkowski szacuje, że o 15-20 proc. Podobnie jednak jak przedstawiciele PTE uważa, że może być to problem dla niektórych towarzystw, szczególnie małych. Może to doprowadzić do spadku liczby PTE oraz zaufania międzynarodowych inwestorów do polskiego rynku.

— Mogą zacząć się z niego wycofywać. Jeżeli wycofa się jeden, a koszty spadną, to rząd słusznie uzna to za sukces. Jeżeli wycofa się kilku, a koszty i tak nie spadną, będzie to ewidentna porażka. Tego się obawiam — mówi Michał Rutkowski.

Wiele zależy od tego, czy zmiany zapewnią stabilność na rynku przez kilka lat.

— Akcjonariusze muszą postrzegać nowelę jako zmiany, które będą działały co najmniej trzy lata. Dobrze byłoby usłyszeć taką deklarację od strony rządu. Niedobrze stałoby się, gdyby zainteresowanie rynkiem stracili akcjonariusze któregoś z sześciu największych PTE — dodaje.