W nowy rok weszliśmy ze starymi długami

Jacek Zalewski
opublikowano: 2007-01-03 00:00

Rozruch roku 2007 przebiega na zwolnionych obrotach i w życiu gospodarczym, i w politycznym. Zdecydowanie wolno budzą się do życia na przykład instytucje Unii Europejskiej, jako że eurokracja ściągnie z ferii na dobre dopiero po Trzech Królach. W Polsce zaś nie dało się odczuć emocji, związanych z przystąpieniem Bułgarii i Rumunii do UE czy też przyjęciem euro przez Słowenię — dla przeciętnego obywatela to abstrakcja. Konkretem, odczuwanym boleśnie przez znaczącą branżę polskiej gospodarki, jest za to przeniesiony z roku 2006 dług — nieuregulowanie eksportu mięsa na rynki wschodnie, skutkujące polskim wetem w negocjacjach nad nową umową unijno-rosyjską.

Noworoczne orędzia przywódców z natury przepojone są optymizmem przechodzącym w propagandę sukcesu, a skupiają się na sprawach wewnętrznych. Dopiero w tych dniach następuje ich uzupełnienie o wątki międzynarodowe. Na przykład niemiecka prezydencja UE stawia sobie bardzo wysoką poprzeczkę ożywienia i zakończenia jakąś konkluzją dyskusji nad Konstytucją dla Europy. Teoretycznie za ożywieniem są wszyscy, ale gdy przychodzi do wniosków — różnice okazują się ogromne. W każdym razie Polska wysyła sygnały, że będziemy w dyskusji uczestniczyć konstruktywnie i nie staniemy się hamulcowymi.

Oby uśmiechy i uściski polityków przekładały się na decyzje lepiej, niż wychodziło im to w roku 2006. Wracając do tematu eksportu na Wschód — słyszałem deklaracje premierów Polski i Ukrainy, ustalających konkretną datę wznowienia normalnych stosunków handlowych miedzy oboma krajami — i nic z tego nie wyszło. Najgorsze okazuje się nie tyle wchodzenie w nowy rok z takimi długami, ile okoliczność, że nie zanosi się na ich szybkie uregulowanie.