W piątek rynek osiągnął szczyt pesymizmu

Artur A. Adamski
opublikowano: 1998-10-05 00:00

W piątek rynek osiągnął szczyt pesymizmu

CORAZ NIŻEJ: Widmo światowej recesji skutecznie odstrasza zagranicznych inwestorów. Wycofują się oni ze wszystkich emerging markets w tym i z naszego parkietu. Również rodzimi inwestorzy nie mogą mówić o inkasowaniu zysków.

Obecny tydzień może przynieść pewną poprawę nastrojów. Jednak piątkowa sesja zaczęła się fatalnie. W dół poszły notowania prawie wszystkich spółek, lecz porównując nasze obniżki np. z rynkiem węgierskim i tak były one niewielkie. Główny indeks giełdowy doszedł do poziomu, który jest lokalnym dołkiem z 1 września tego roku. Tym samym można powiedzieć, że dopełniła się druga część czarnego scenariusza, który zakładał pogłębienie tegorocznej bessy.

ZNACZNEJ przecenie papierów towarzyszył w piątek wzrost obrotów, co można odczytać dwojako. Po pierwsze jako sygnał paniki i zniechęcenia do inwestowania. Obserwując spadki widać, że strach ogarnął nie tylko drobnych inwestorów, tradycyjnie już winionych za brak zimnej krwi, ale również poważniejsze instytucje. Niektóre papiery (np. Pekao, KGHM), uznawane za najbardziej płynne i — tym samym — atrakcyjne dla Zachodu, potaniały o maksymalny dopuszczalny przedział. A to już jest bardzo zły znak.

ROSNĄCY obrót mógł zaś oznaczać, iż inwestorom puściły nerwy. Wyzbywanie się akcji za wszelką cenę, nastrój grozy i braku perspektyw — oto dwa podstawowe elementy paniki. Wbrew pozorom taka sytuacja ma swoje pozytywne aspekty. Mianowicie piątkową sesję można będzie uznać za tzw. dzień odwrotu, czyli szczyt pesymizmu. Jest to znakomity moment do robienia zakupów, gdyż — przynajmniej krótkotrwale — można liczyć na wzrost notowań.

O TYM, że na poniedziałkowej sesji można się spodziewać przynajmniej zatrzymania negatywnej tendencji, świadczył przebieg notowań ciągłych. Od samego początku ich trwania papiery zmieniały właściciela po cenie wyższej niż podczas notowań jednolitych. WIG-20 z notowań ciągłych wzrósł w stosunku do fixingowego o ponad 3,3 proc.

PRZYGLĄDAJĄC się tabeli z notowaniami, można dostrzec nie lada okazje. Przykładem są akcje Polskiej Miedzi, które po raz pierwszy w historii spadły poniżej swej wartości nominalnej (10 zł). Wprawdzie cena KGHM jest mocno uzależniona, nie tylko od giełdowej koniunktury, ale również i światowych cen miedzi, to kupno papieru spółki poniżej nominału wydaje się nęcące. Oczywiście podstawowa zasada giełdowa mówi, że jeśli akcje są tanie to mogą być jeszcze tańsze, jednak zakup holdingu o dużym majątku własnym wydaje się atrakcyjny.

DRUGĄ atrakcyjną firmą, która w przeciwieństwie do KGHM, bardzo mocno opiera się dekoniunkturze jest Mostostal Warszawa. Przedsiębiorstwo sprzedawało akcje nowej emisji kilka miesięcy temu po 26 zł, zaś obecnie jego notowania oscylują wokół 16 zł. Emisję objęli w większości inwestorzy zagraniczni przy niewielkim dyskoncie w stosunku do ceny ówczesnej rynkowej. Mostostal Warszawa uznawany jest za jeden z najlepszych z siedmiu notowanych Mostostali, głównie ze względu na przejrzystą strukturę holdingu oraz podpisane duże kontrakty (np. budowa mostu Świętokrzyskiego).