Stany Zjednoczone, światowa potęga gospodarcza i od lat sojusznik Polski, nie tylko nie są naszym najważniejszym partnerem handlowym, ale nie mieszczą się nawet w czołówce. W 2002 r. były dla Polski dwunastym partnerem pod względem eksportu i ósmym krajem, z którego importowaliśmy towary.
— Wymiana handlowa nie jest zadowalająca. Od wielu lat jej poziom się nie zmienia i nie odpowiada potrzebom i możliwościom — uważa Maciej Raczkiewicz, prezes Amerykańskiej Izby Handlowej (AMCHAM).
Podobnie kiepsko rzecz ma się z inwestycjami. Amerykanie długo byli największym zagranicznym inwestorem w Polsce, ale od trzech lat ustępują pod tym względem miejsca Francji.
Wielką szansą na podreperowanie stanu amerykańskich inwestycji w Polsce są opiewające na ponad 8 mld USD umowy offsetowe. Kwota, która ma być zainwestowana w ciągu dziesięciu lat, jest niemal równa wartości amerykańskich inwestycji w Polsce w latach 1990-2002.
— Nie możemy przeceniać znaczenia offsetu dla gospodarki. To nie jest złoty środek. Inwestycje są rozłożone na dziesięć lat, a ponadto ze względu na wielkość polskiej gospodarki nie wpłyną na nią decydująco — ostrzega Maciej Raczkiewicz.
Antoni Styrczula, prezes PAIZ, martwi się tymczasem, czy polskie firmy rzeczywiście okażą się interesującymi partnerami dla Amerykanów.
— Czy jednak jesteśmy gotowi na przyjęcie dużych inwestycji w sektory IT i motoryzacyjny? PAIZ niemal rok temu przygotował strategię działań proinwestycyjnych w sektorze IT, gdzie wykazał, jak wiele trzeba jeszcze zrobić. Te inwestycje są niezbędne, aby Polska nie stała się skansenem przemysłu ciężkiego — twierdzi Antoni Styrczula.
Polskie problemy mogą zniechęcić Amerykanów.
— Niezależnie od klimatu politycznego, rzeczywistość odstrasza inwestorów — mówi Antoni Styrczula.
Opowiada on o bolączkach wszystkich, także krajowych inwestorów. Należą do nich wymogi ustawy o zagospodarowaniu przestrzennym, która powoduje, że zakup gruntu trwa 40 tygodni, dowolność w interpretacji prawa przez urzędników, nieprzewidywalność polityki fiskalnej, samowola administracji samorządowej i łapówkarstwo. A przykłady można by mnożyć.
— Jeden z największych inwestorów branży spożywczej uskarża się na absurdalne pomysły resortu finansów, które powodują, że rozważa on budowę nowej linii w Czechach lub na Słowacji. Kolejną bolączką są notoryczne kontrole. Jedna z amerykańskich firm ma specjalny pokój przeznaczony dla kontrolerów. Zdarza się bowiem, że jednego dnia odwiedza ją kilku — opowiada Antoni Styrczula, na którego ręce inwestorzy składają skargi.