W dwa lata budowa fabryk podrożała o 60 proc.
Inwestorzy spadają z krzeseł, gdy poznają koszt budowy zakładu w Polsce. Czasem idą gdzie indziej.
Wielkie koncerny decydują się na inwestycje z dużym, często dwuletnim wyprzedzeniem. I czasem są niemile zaskoczone, gdy rzeczywistość mocno odbiega od ich oczekiwań.
W ostatnich latach skoczyły w Polsce koszty budowy nie tylko mieszkań i domów jednorodzinnych, ale także fabryk i biur. Podrożało wszystko: stal, miedź, materiały budowlane, a przede wszystkim koszty pracy. Inwestorzy łapią się za głowę, gdy słyszą, ile ich będzie kosztować postawienie fabryki w Polsce.
Wyścig cen
— Od 2006 r. średni koszt budowy fabryki branży spożywczej czy kosmetycznej wzrósł z 750-850 EUR do 1100-1200 EUR/mkw. W 2007 r. ceny szły w górę o 5-10 proc. miesięcznie — mówi Conall Haughey, dyrektor ds. projektów biura PM Group w Warszawie.
— W ostatnich trzech latach projektowaliśmy i zarządzaliśmy budową fabryki Michelin w Olsztynie. Pod koniec budowy okazało się, że koszty materiałów i robocizny były niemal identyczne, jak we Francji. W przypadku obecnie projektowanej przez nas francuskiej inwestycji cena jest nawet wyższa niż we Francji — dodaje Andrzej Pliszka z Tebodin SAP-Projekt.
Wysokimi cenami zdziwieni są zwłaszcza inwestorzy z USA, gdzie z powodu spowolnienia gospodarczego te koszty spadły.
— Przedstawiciele jednego z naszych klientów w branży kosmetycznej, budującego zakład w okolicach Łodzi, mówili nam, że być może taniej byłoby w USA, a na pewno w Meksyku — mówi Joanna Bensz z PM Group.
Ten koncern nie zmienił planów, ale wiele firm je ogranicza.
— Sporo firm zaczynało plany budowy fabryki w Polsce od 40 tys. mkw., a skończyło na 10 tys. mkw. — przyznaje Joanna Bensz.
Pamięta przynajmniej jedną firmę, która w ostatnim czasie właśnie ze względu na wysokie koszty pracy zdecydowała się na budowę zakładu w Rosji.
— Wykonywaliśmy due diligence dla amerykańskiego inwestora, który stwierdził, że biorąc pod uwagę koszty budowy i dostępność komunikacyjną, lepiej jest zbudować zakład w Czechach — przyznaje również Andrzej Pliszka.
Jest spokojniej
W tym roku ceny rosną, ale wolniej.
— Ceny się trochę ustabilizowały. W tym miesiącu po raz pierwszy firmy budowlane zaczęły szukać kontraktów, a nie na odwrót. Spodziewam się, że z Irlandii i Wielkiej Brytanii wróci wielu Polaków zatrudnionych w sektorze budowlanym, bo spowolnienie w tych krajach pierwsza odczuwa właśnie ta branża. To oznacza więcej rąk do pracy w Polsce — wyjaśnia Conall Haughey.
Atrakcyjność Polski nie spadnie
Marcin Kaszuba
ekspert Ernst&Young
Rosnące koszty budowy fabryk nie wpłyną znacząco na atrakcyjność inwestycyjną naszego kraju. Te koszty jeszcze długo pozostaną niższe w porównaniu z zachodnioeuropejskimi, głównie ze względu na różnicę cen gruntu i relatywnie niskich kosztów pracy. Polska nie musi za wszelką cenę przyciągać inwestycji niskokosztowych, tym bardziej że nie mamy szans konkurować o nie z Rumunią czy Ukrainą. Pozytywnym aspektem tego zjawiska jest zmiana wizerunku z kraju taniej siły roboczej na kraj, w którym inwestor znajdzie świetnie wykształconych i wykwalifikowanych pracowników, w tym inżynierów i naukowców.
Małgorzata Grzegorczyk